Przekręcić klucz w nieistniejącym zamku

Styczeń, 2014  |  , , ,    
Styczeń, 2014

Istniejąc, zdarzając się, zostawiamy po sobie ślad. My – cząstki świata. Zarówno jeśli chodzi o bezosobową naturę, jak i o świadomego swych działań człowieka, każde zdarzenie i aktywność istnieją nie tylko w chwili dziania się, ale też poprzez ich oddźwięk na wszystko to, co ma miejsce w przyszłości. Minione wydarzenia zostają w pewien sposób utrwalone – czasem w postaci materialnej, niekiedy jedynie jako ślady pamięciowe. Jak zatopione w bursztynie owady, okruchy materii z przeszłości lądują w świecie dla nas teraźniejszym. Cykl od narodzin, poprzez wzrost, aż do rozkładu może zostać świadomie naruszony, czy też przebudowany. Dzięki nielinearnemu podejściu do cyklu życia przedmiotu, budowli, można sprawić, że starzenie się i dekadencja zostaną niejako zatrzymane.

Paradoksalnie, nowym stanie się to, co ma już swoją, niekiedy wiekową historię. Taka filozofia może prowadzić do bardzo interesujących wniosków i kierować pracę twórców w obszary redefiniowania pojęć, recyklingu materiałów oraz inkorporowania starego w nowym. Stare staje się budulcem nowego – jako substancja, budulec, przetworzona materia lub też wręcz jako zasadniczy element, gotowy kręgosłup.

W tym nurcie twórczości, w którym istotne są nawiązania do przeszłości, tworzy amerykański jubiler Andy Lifschutz.

W swych niezwykłych pracach wykorzystuje on srebro odzyskane i przetopione na nowo, ale też tworzy na bazie przedmiotów kompletnych, choć wyabstrahowanych ze swej pierwotnej funkcji – antycznych monet, które nie są już środkiem płatniczym, starych kluczy do nieistniejących już zamków. Projektantowi udaje się oddać ducha świata – potrzebę równowagi pomiędzy nowym a starym, wzajemne przenikanie się tych dwu energii.

Inkorporowanie przedmiotów z historią w nowe modele ma też w sobie pewien pierwiastek magiczny – działać ma jak talizman, co jest również powrotem do przeszłości, do czasów pierwotnych, w których biżuteria miała funkcje związane z rytuałami, kontaktami ze sferą duchową i moc ochraniania. Jest to może sentymentalne, jednak dla wielu osób pamiątki stają się właśnie swego rodzaju amuletami, szczęśliwymi zaklinaczami losu. Jeśli nie w wymiarze duchowym, to przynajmniej psychicznym – jako piękne, designerskie obiekty, które poprawiają samopoczucie i polepszają nastrój swą obecnością w otoczeniu. Dzięki skupieniu na unikatowości przedmiotów, świadomości historii elementów składowych, Lifschutz tworzy biżuterię, która staje się dla osoby ją noszącej bardzo osobistym dziełem sztuki.

nr10_przekrecic_klucz2

Idea wykorzystywania elementów niejako już martwych – zużytych, starych, nie budzących emocji czy też zainteresowania odbiorców w stanie, w jakim są obecnie, ma w sobie coś z historii o Frankensteinie. Przypisywanie sobie zdolności wskrzeszania wydaje się ocierać o butę. Czy jednak cała twórczość nie ma w sobie pierwiastka uzurpatorskiego? Dyktator powołujący do życia artefakty swojej wyobraźni.

Twórczość to nic innego niż ukierunkowywanie energii zdarzeń przeszłych tak, by powstało coś nowego, świeżego, odmiennego od poprzednich. W procesie tym twórca ma do dyspozycji materię niejako surową, bazową, „nieociosaną”, jak też elementy świata już istniejące i w pewnym kontekście gotowe i skończone – wytwory cudzych rąk, gotowe produkty z własną przeszłością i zapisaną historią.

 

Joanna Wysoczyńska

fot. andylifschutz.com