Metafora czy manipulacja

Czerwiec, 2012 | Tagi:  , ,    




„Życie jest nowelą… pudełkiem czekoladek”.
„Biznes to walka… to gra”.

Używasz metafor, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Przygotowujesz w pracy kolejne „kampanie”, choć przecież nie idziesz na wojnę. „Cichej przystani” szukają i żeglarze, i lądowe szczury (to ostatnie określenie to też metafora). Codzienny język wchłonął wiele nawiązań, gubiąc świadomość ich pochodzenia. Ilu używających epitetu „trąbo jerychońska” wie, o co chodzi z tą trąbą? Czy każdy mówiący o „patowej sytuacji” czy „roszadach personalnych” gra w szachy?

Minęły czasy, w których używanie metafory było nie tylko dowodem erudycji, ale po prostu dobrego wychowania. O „pewnych rzeczach” po prostu się nie mówiło – potrzebna była metafora, a klasyczne wykształcenie pozwalało znaleźć odpowiednie nawiązania. Dziś, gdy znajomość literatury zastąpiła znajomość jej omówień, a tematy tabu (prawie) zniknęły, rola metafory jest inna. Metaforami usiane są mowy motywacyjne, szkolenia i logotypy firm.

I tu pojawia się problem. Metafora może wyjaśniać, upiększać, budzić refleksję, ale… w nadmiarze szkodzi. Niemówienie wprost stało się, jak na ironię, drugim biegunem mówienia o wszystkim zbyt wprost. Czy to jeszcze upiększanie rzeczywistości, czy już manipulacja? Czy ubieranie planów sprzedażowych w język militarny to motywacja, czy wzbudzanie niezdrowych emocji wobec konkurencji? Czy typologie klientów oparte na metaforach to tylko ułatwienie pracy, czy prosta droga do przedmiotowego traktowania ludzi?

Storytelling to sposób na zaktywizowanie słuchaczy przez mówcę. „Sposób”, a więc narzędzie. Dobry mówca – lider – wyczuwa, kiedy posłużyć się tym narzędziem, a kiedy lepiej mówić otwarcie. Sarah Palin, opowiadając o walecznej postawie młodych i trwodze, jaką czuje matka żołnierza, mówi to wprost, nie szuka odniesień, które w tym wypadku brzmiałyby nieszczerze i asekurancko.

Skuteczny przywódca – w biznesie i poza nim – nie tylko wie, skąd się wzięła „trąba jerychońska” i „pat”, ale i kiedy odpuścić sobie takie metafory. Kiedy dać współpracownikom trochę przyjemności, ubierając suche dane z raportu w kwieciste porównania, a kiedy uznać ich za partnerów, przekazując te same informacje bez upiększeń.

„Bycie Berlińczykiem”, „odnowienie oblicza ziemi”, ale i „zielona wyspa” czy „podawanie nogi zamiast ręki” – wszystkie te określenia trafiły do historii publicznych wystąpień. Jedne stały się podręcznikowym wzorem, inne ciągną się za autorami jak woń za szczeniakiem. Umiejętność układania metafor to rzemiosło, ale umiejętność ich trafnego użycia to bardziej sztuka.

„Biznes to sztuka” – i tak doszliśmy do kolejnej metafory…

 

Jerzy Rzędowski