Kino z Berlina

Wrzesień, 2011  |  , ,    
Wrzesień, 2011

Anioły widzą świat, ale bez kolorów. Umieją czytać ludzkie myśli, ale nie potrafią sprawić, że komuś szybciej zabije serce. Widzą je tylko dzieci. Spotykają się w berlińskiej Bibliotece Państwowej i wymieniają notatkami z życia smutnych, szarych ludzi. Opowiadają sobie o tym, jak na podstawie myśli wyobrażają sobie ich uczucia. W pewnym momencie jeden z aniołów, Cassiel, zaczyna coś czuć do obserwowanej przez niego cyrkowej akrobatki i rezygnuje z bycia aniołem, żeby móc poczuć miłość, zobaczyć kolory, zrozumieć o co chodzi w muzyce Nicka Cave’a i czemu zimą jest zimno.

Berlin Wendersa to Berlin sprzed zburzenia Muru, podzielony, szary i melancholijny. Świat dziwny i spokojny, niespiesznie dziejący się obok. U-bahn łączący tę część, z której ludzie nie chcieli uciekać, z tą, na której smutny staruszek nieustająco szukał placu Poczdamskiego.

Film zdobył dla mnie dodatkowe punkty za postać Petera Falka, grającego siebie – amerykańskiego aktora w niemodnym prochowcu na planie kręconego w Berlinie filmu, człowieka, który z pewnych powodów, jak dzieci, czuje obecność aniołów i mruży do widza swoje sztuczne oko.

„Niebo nad Berlinem”
Reż. Wim Wenders, Francja, RFN, 1987
Dystrybucja: Monolith

***

 

Mam wrażenie, że jedna z początkowych scen „Soul Kitchen”, gdzie szef kuchni zostaje wyrzucony z restauracji za ciśnięcie nożem w stół gościa, który niewybrednymi słowami zażądał podgrzania gazpacho, mogła pochodzić z książki Anthony’ego Bourdaina, jednego z bardziej znanych kucharzy o ciętym języku. Nawet jeśli nie pochodziła, to w ten sposób świetnego, choć fanaberyjnego szefa haute cuisine pozyskał bohater filmu, Zinos Kazantsakis – właściciel małej brudnawej garkuchni, serwującej w byłym hangarze portowym klopsy, rybę i zupę dla okolicznej klasy pracującej. Rychło w czas, bo restauracyjka o dźwięcznej nazwie Soul Kitchen cienko przędła, Zinosa dopadł nagły atak przepukliny, urząd skarbowy słał ponaglenia za pośrednictwem kościstej pani inspektor, lokator mieszkający na zapleczu hangaru – stary marynarz – nigdy nie miał na czynsz, znajomy punkowy zespół nie płacił za salę do występów, a do tego brat Zinosa, Illias, wyszedł warunkowo z więzienia i poprosił o zatrudnienie w restauracji.

I owszem, można sobie ponarzekać, że film schematyczny – kiepska knajpa za pomocą kilku sprytnych ruchów staje się najlepszą miejscówką w Hamburgu, a brat-hazardzista zostaje współwłaścicielem lokalu, co kończy się niespodziewaną jego sprzedażą, ale film obfituje w tak urocze detale (jak przygotowywanie jedzenia na zapleczu czy orgio-impreza w restauracji), że szkoda go przegapić. Świetny muzycznie, z ciekawymi wnętrzami – przestronne lofty i miejskie wille, a do tego z morałem: nie warto zadzierać z inspektorkami urzędu skarbowego.

„Soul Kitchen”
Reż. Fatih Akin, Niemcy 2009
Dystrybucja Kino Świat

.

 

Małgorzata Krzyżaniak






Zobacz także