Gdzie znikają miasta

Styczeń, 2014  |  , , , ,    
Styczeń, 2014

Opuszczone kamienice i domy, walące się hale fabryczne, zrujnowane sklepy, rosnąca przestępczość i brak perspektyw. Ta ponura wizja nie pochodzi z katastroficznego filmu, a jest udziałem coraz większej ilości europejskich i amerykańskich miast.

Miasta dookoła świata

Mówi się, że wiek XXI będzie epoką miast. Żyje w nich już połowa mieszkańców kuli ziemskiej; za niecałe 40 lat będzie ich 80%. Największe światowe metropolie liczą po 20-30 milionów mieszkańców i wciąż się rozrastają. Jednak w gronie piętnastu największych megamiast świata aż trzynaście znajduje się w Azji i Ameryce Południowej, a więc w krajach rozwijających się. W państwach tzw. Zachodu, gdzie rozkwit gospodarczy nastąpił wcześniej, w czasie rewolucji przemysłowej, widoczny jest zupełnie inny problem: niektóre miasta i regiony dramatycznie się wyludniają. Statystyki, budowane w oparciu o wzrost produktu krajowego brutto pokazują, że wśród 20 najszybciej rozwijających się miast aż dziewiętnaście znajduje się w Chinach, a w dwudziestce najbardziej „zacofanych”, upadających metropolii dziewiętnaście zlokalizowanych jest w Europie; USA na tej liście reprezentuje Detroit. To ono właśnie jest najbardziej widowiskowym i najszerzej ostatnio opisywanym przykładem zjawiska upadku miasta. Potęga Detroit zaczęła się na początku XX wieku, kiedy to Henry Ford założył tu swoją fabrykę samochodów. Niedługo później w mieście zaczęły wyrastać kolejne zakłady, związane z przeżywającym szalony rozwój przemysłem motoryzacyjnym. W 1910 roku w Detroit mieszkało 480 tysięcy ludzi; zaledwie 40 lat później było ich już prawie dwa miliony. Dziś liczba ta wynosi 700 tysięcy i wciąż spada. Całe kwartały miasta zamieniają się w ruiny: straszą opuszczone fabryki i domy, wyludnione okolice przejmują pod kontrolę gangi i grupy przestępcze.

Co po przemyśle

Demografowie przewidują, że w ciągu najbliższych 25 lat z Łodzi może się wyprowadzić nawet 150 tysięcy mieszkańców; od 1989 roku wyniosło się ich już 120 tysięcy. Upadek przemysłu, gwałtownie wzrastające bezrobocie, spadek dochodów miasta, a co za tym idzie znaczne pogorszenie się jakości życia w nim – to spirala, która zmusza ludzi do szukania dla siebie lepszych miejsc do życia. Z podobnych powodów od lat wyludniają się Bytom i Zabrze, ale też brytyjskie miasta przemysłowe – Manchester i Liverpool, rosyjskie Iwanowo (tylko w latach 1990-98 liczba ludności spadła o 22%), włoska Genua, czeska Ostrawa, Donieck na Ukrainie i Halle w Niemczech. Łatwo się domyślić, że w powstrzymaniu tego trendu nie pomaga też kryzys demograficzny, coraz silniej dotykający Europę – w wyludniających się miastach zostają osoby starsze, zaś rodzi się zdecydowanie za mało dzieci.

Nie ma jednej metody na poradzenie sobie z tym problemem. Miasta Zagłębia Ruhry skutecznie zjednoczyły się wokół idei zamienienia swoich terenów przemysłowych w kompleks artystyczno-kulturalny, jednak już rewitalizacja Łodzi poprzez budowę tam widowiskowego centrum kultury okazała się fiaskiem. W Niemczech czy Wielkiej Brytanii wyludnione kwartały miast są po prostu burzone i zamieniane na parki czy przestrzenie publiczne; w miejscu zdegradowanych zakładów powstają obiekty sportowe, rekreacyjne, rzadziej komercyjne: przecież w biedniejących społecznościach o wysokim bezrobociu nie miałyby racji bytu.
Miast przemysłowych, których fabryki, huty i kopalnie stają się niepotrzebne, w dobie cyfrowej rewolucji i zmiany sposobów produkcji jest w Europie dużo – dlatego w ramach Unii Europejskiej realizowane są przedsięwzięcia, mające na celu szukanie pomysłów na „drugie życie” dla tych ośrodków. Współpraca, wymiana doświadczeń, kooperacja państw i regionów – to według unijnych urzędników pierwszy krok do poradzenia sobie ze zjawiskiem znikających miast. Temu służy program URBACT – jego celem jest „organizowanie sieci współpracy miast europejskich w celu zapewnienia zrównoważonego i zintegrowanego rozwoju”. Wiele wydarzeń – konferencji czy warsztatów – związanych z pomocą miastom odbywa się też w ramach Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).

nr10_gdzie_znikaja_miasta0

Pustoszejące centra

Upadek miast, niegdyś zbudowanych na sile przemysłu, którego najlepsze czasy minęły, to niejedyny powód urbanistycznych kłopotów krajów Zachodu. O wiele częstszym i kto wie, czy nie bardziej niebezpiecznym, jest tzw. dezurbanizacja. Mówiąc w skrócie, polega ona na degradacji centrów miast. Bogata ludność wyprowadza się na przedmieścia, które rozlewają się coraz dalej, zabudowywane kolejnymi willowymi osiedlami. A to generuje ciąg negatywnych skutków: większość osób porusza się samochodami (nowe osiedla na peryferiach są źle skomunikowane), trzeba więc budować oraz szersze ulice, które i tak są wciąż zakorkowane; ze śródmieścia znika handel i usługi, bo coraz mniej osób spaceruje po ulicach, a właściciele nieruchomości wciąż podnoszą czynsze; zmotoryzowani klienci wolą robić zakupy w ogromnych centrach handlowych, które wysysają życie z miejskich przestrzeni publicznych. W budynkach mieszkalnych w coraz bardziej zdegradowanych centrach miast zostają mniej zamożni lokatorzy, nierzadko pochodzący ze społecznego marginesu. To jeszcze przyspiesza znikanie stamtąd bardziej majętnych mieszkańców, a wraz z nimi miastotwórczych funkcji. Ta nakręcająca się spirala jest już dobrze widoczna w polskich miastach, np. na Śląsku, gdzie place w centrum zajmują nowe gmachy, mieszczące centra handlowe z podziemnymi parkingami, z których klienci odjeżdżają do domów na nowych osiedlach. Od lat nie remontowane, zabytkowe kamienice w centrum popadają w ruinę, znaczenie tracą do niedawna tętniące życiem ulice handlowe czy przestrzenie publiczne.

Dezurbanizacja bardzo silnie dotknęła Niemcy: po upadku Muru Berlińskiego wielu mieszkańców NRD przeniosło się na bogatszy zachód, a ci, którzy zostali przeprowadzili się na suburbia. Centra miast opustoszały, pustkami zaczęły świecić również często doskonale zlokalizowane wielkopłytowe osiedla. U naszych zachodnich sąsiadów od kilkunastu lat trwa współfinansowany ze środków państwowych i miejskich program rewitalizacji miast dawnego NRD. Wiele bloków z wielkiej płyty zburzono, w ich miejsce powstały tereny zielone; przedsiębiorcom proponuje się preferencyjne warunki najmu śródmiejskich lokali, remontuje się kamienice, by znów stały się atrakcyjne do zamieszkania. Dzięki temu projektowi znacznie wzrosła jakość miejskiej przestrzeni we Frankfurcie nad Odrą, w Halle wielkopłytowe blokowiska udało się zmodernizować tak skutecznie, że niektórzy nabywcy sądzą, że to współczesne apartamentowce (zmniejsza się bloki, łączy mieszkania, powiększa okna, dobudowuje balkony, poprawia teren osiedli).

Szukanie lokalnych rozwiązań

XIX-wieczna rewolucja przemysłowa wywróciła świat do góry nogami: dynamiczny rozwój przemysłu zmienił nie tylko światową gospodarkę, ale i wygląd miast, a co za tym idzie sposób życia ich mieszkańców. Teraz jesteśmy świadkami kolejnej rewolucji, w której tradycyjny przemysł ciężki jest wypierany przez nowoczesne technologie, innowacyjne sposoby produkcji, przemysły kreatywne. Globalizacja i cyfryzacja wielu dziedzin życia, nowe metody komunikacji, nowe źródła energii – wszystko to na nowo kształtuje nasze otoczenie. Co więcej, gospodarcze i technologiczne „centrum świata” przenosi się z USA i Europy do Azji i Ameryki Południowej (co doskonale symbolizuje rozwój megamiast w na tych kontynentach). Europa się wyludni – to pewne. Według prognoz demograficznych za 35 lat tylko 10% populacji kuli ziemskiej będzie mieszkało krajach tzw. Zachodu. Niegdyś ważne i bogate przemysłowe metropolie nie tylko zmniejszą się, muszą też zmienić swój profil, poszukać dla siebie nowej „specjalizacji”, by nadal przyciągać dających pracę inwestorów. Przykłady dramatycznie podupadających Łodzi, Bytomia, Sosnowca czy Wałbrzycha pokazują, że na razie władze lokalne wciąż szukają pomysłów na „nowe życie” swoich miast.

Anna Cymer

fot. 123rf.com