Co roku dookoła Polski

Kwiecień, 2011 | Tagi:  , , , , ,    




Czesław Lang, wicemistrz olimpijski w kolarstwie szosowym, jest największym promotorem kolarstwa w Polsce – zarówno zawodowego, jak i amatorskiego. Z podupadającej imprezy, jaką był Tour de Pologne [Czesław Lang objął jej kierownictwo w 1993 r. – przyp. red.], stworzył jeden z największych wyścigów kolarskich na świecie. Jak wynika z badań Pentagon Research , Tour de Pologne to najpopularniejsza letnia impreza sportowa w Polsce. Co roku na trasie wyścigu pojawia się ok. 3 miliony kibiców. TdP jest flagowym produktem firmy Lang Team , ale nie jedynym. Legenda polskiego kolarstwa robi wszystko, aby każdy Polak zaprzyjaźnił się z rowerem. Stąd największa kolarska impreza dla amatorów – Skandia Maraton.

Z Czesławem Langiem rozmawiam o tym, jak w kilkanaście lat odmienił oblicze TdP i wychował kolejne pokolenie rowerowych zapaleńców.

 

Tomasz Włodarczyk: Czym jest dla pana Tour de Pologne?

Czesław Lang: To moje dziecko. Organizacją tego jednego z największych wyścigów kolarskich na świecie zajmuję się od wielu lat. Cały czas się rozwijamy, staramy udoskonalać kolejne etapy, zapraszać najlepszych kolarzy, najlepsze ekipy. Przez 18 lat mojej pracy przy TdP wiele się zmieniło, z czego się bardzo cieszę. Nie wyobrażam sobie innej pracy. Sam przecież byłem kolarzem, później pracowałem jako menedżer kolarski, stworzyłem też zawodową grupę. Organizowanie wyścigu dookoła Polski jest więc dla mnie niejako przedłużeniem kolarskiej kariery, pozostaniem przy ukochanym sporcie. Jak na razie wychodzi to bardzo dobrze.

Ile czasu zajmuje organizacja tak wielkiej imprezy?

Pracujemy cały rok. Tegoroczny TdP jest już niemal dopięty na ostatni guzik. Można powiedzieć, że już teraz pracujemy na sukces wyścigu w 2012 roku. Jest tak dużo rzeczy do zorganizowania, że po prostu kilka miesięcy nie wystarcza. Teraz jest okres przełomowy, bo planujemy wyjechać z wyścigiem poza Polskę. Rozmawiamy z zagranicznymi partnerami i to zajmuje więcej czasu. Oprócz tego pracujemy normalnie. Trzeba rozmawiać z miastami-gospodarzami, sponsorami, policją. Musimy dokładnie zaplanować trasę każdego etapu. Planujemy także logistykę, która jest niezwykle ważnym czynnikiem podczas każdego wielkiego wyścigu kolarskiego. Przecież to tony sprzętu, które muszą w ekspresowym tempie wędrować po kraju. Nie jest łatwo, ale efekt końcowy spłaca nam miesiące ciężkiej pracy.

Jaki jest budżet Tour de Pologne?

Szacujemy, że budżet całego wydarzenia to około trzy miliony euro. Oczywiście, nie jest to sama gotówka. Działamy intensywnie na płaszczyźnie barterowej, 45 procent pieniędzy pochodzi od sponsorów. Patrząc na największe wyścigi na świecie, to nasz budżet jest już całkiem niezły. Nie mamy się czego wstydzić także pod względem nagród dla zwycięzców.

Można powiedzieć, że Wyścig dookoła Polski należy do ścisłej światowej czołówki?

Zdecydowanie tak. Od tego roku należymy do World Tour, czyli grupy elitarnych wyścigów z całego świata. Myślę, że TdP jest w pierwszej piątce najważniejszych kolarskich imprez. Kiedyś żartowałem, że Tour de Pologne doścignie Tour de France. Teraz jesteśmy w tej samej kategorii wyścigów… W tym sezonie zmieniła się nieco rywalizacja wśród zawodników. W ciągu roku w różnych wyścigach zdobywają punkty do klasyfikacji generalnej. To przekłada się na ich zarobki, na pozycję w zespole. I tak, za Giro d’Italia zwycięzca otrzymuje 170 punktów. Najlepszy podczas Tour de Pologne zyskuje 100 oczek. Różnica polega na tym, że nasz wyścig trwa tydzień, a Giro aż trzy. Tym samym TdP staje się bardzo atrakcyjny dla najlepszych kolarzy. W tym roku będziemy gościć ścisłą czołówkę, ale nie tylko. Dla kolarstwa odkrywamy też nowe nazwiska. Jestem dumny, że tak to się wszystko rozwija.

Myśli pan, że Tour de Pologne to dobra promocja Polski?

W transmisjach telewizyjnych oglądamy piękną Polskę. Ludzie przekonują się, że warto podróżować po naszym kraju. Robiliśmy w poprzednim roku badania, które wykazały, że niemal każdy Polak zasiadający przed telewizorem oglądał chociaż niewielki fragment wyścigu. To pokazuje, jak wielka siła tkwi w przekazie telewizyjnym. Oprócz Telewizji Polskiej współpracujemy z Eurosportem. W poprzednim roku ta stacja pokazywała TdP przez 22,5 godziny – w 60 krajach, z komentarzem w 20 językach. Proszę spojrzeć, jak znakomitą promocją jest nasz wyścig. Myślę, że zwłaszcza przed EURO 2012 ta promocja wyjdzie nam na dobre. Na pewno do Polski przyjadą kibice futbolu, ale może dzięki TdP pojawi się większa liczba „zwykłych” turystów. Poza tym pokazujemy, że jeśli potrafimy zorganizować imprezę kolarską na bardzo wysokim poziomie, to z imprezą piłkarską też sobie poradzimy.

TdP to także biznes. Czy na największym wyścigu w Polsce można zarobić?

Przez wiele lat dokładaliśmy do organizacji wyścigu, ale ostatnie kilka lat jest już naprawdę bardzo dobre. TdP zaczyna na siebie zarabiać. Wszystko dzięki coraz lepszym kontaktom ze sponsorami, którzy rozumieją, że jest to dla nich doskonała szansa reklamy, pokazania swojej marki w telewizji. Wyścig jest transmitowany po kilka godzin dziennie. Ekspozycja jest więc nieprawdopodobna. Każda zainwestowana złotówka zwraca się sześć, siedem razy Poza tym działa już tzw. siła marki, jaką bez wątpienia obecnie jest TdP. Już nikt nie pamięta, że przed laty, kiedy zaczynałem pracę jako dyrektor wyścigu, była to mało znacząca, podupadająca impreza. Cały czas pracujemy na rozwój wyścigu, chcemy aby się rozwijał.

Stworzył pan prawdziwą perełkę, doskonały produkt w pogrążonym w głębokim kryzysie polskim kolarstwie…

Rzeczywiście, w polskim kolarstwie nie jest najlepiej. Są wielomilionowe długi generowane przez tor kolarski w Pruszkowie. Nie może być tak, że przez jeden tor ta piękna dyscyplina w Polsce umiera. Myślę, że polskim kolarstwem zainteresowaliby się sponsorzy, gdyby sytuacja nie była tak trudna. Potrzebna jest pomoc Ministerstwa Sportu. Trudno patrzeć na to, co dzieje się z tą dyscypliną, ale miejmy nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży i przyjdą lepsze czasy.

A jak się ma amatorskie kolarstwo? Czy Polacy lubią wsiadać na rower?

Uwielbiają! Wśród starszych rower jest popularny, bo w głowie są wciąż nasze wielkie kolarskie nazwiska. Mamy przecież w tym sporcie piękne tradycje. Na młodszych działa z pewnością popularność Mai Włoszczowskiej. Ja również staram się, aby ludzie jak najczęściej wsiadali na rower. Oprócz TdP, Lang Team organizuje Skandia Maratony. W 2011 roku jesteśmy w siedmiu miastach Polski. Jestem przekonany, że w każdym z tych miast [Chodzież, Kraków, Nałęczów, Gdańsk, Rzeszów, Białystok, Kwidzyń – przyp. red.] pojawią się tłumy miłośników kolarstwa. Do tej pory bawiło się z nami 6 milionów rowerzystów. Skandia Maraton to miejsce spotkań całych rodzin. W tej imprezie mogą brać udział absolutnie wszyscy – od najmłodszych, po osoby starsze. Co roku obserwuję, że Polacy kochają jeździć na rowerze.

Podczas Skandia Maratonów staramy się propagować zdrowy tryb życia, chociaż tym osobom, które pojawiają się na trasie nie trzeba już tego tłumaczyć. Myślę, że amatorskie kolarstwo ma się fantastycznie, co widać też w trakcie TdP. Podczas wyścigu organizujemy mistrzostwa amatorów. Jest też Mini Tour de Pologne, w którym biorą udział dzieci ze szkół podstawowych i gimnazjalnych. Każdy etap wyścigu kończy się pętlami w mieście. Zanim dotrze tam zawodowy peleton, na miejskiej rundzie rywalizują dzieci. Myślę, że jest to dla nich wspaniała zabawa i przeżycia. W poprzednim roku, w pierwszym dniu wyścigu, w Mini TdP wzięło udział 500-600 dzieci. Cieszę się, że z roku na rok popularność tego typu imprez połączonych z zabawą rośnie.

Czy TdP osiągnął swój szczyt? Tour de France, Vuelta a España i Giro d’Italia raczej nie prześcigniemy…

To prawda. To wielkie, trzytygodniowe wyścigi z ogromnymi tradycjami. Cieszymy się tym, co mamy, ale nie spoczniemy na laurach. Cały czas chcemy się rozwijać, cały czas chcemy coś zmieniać i udoskonalać. Jestem przekonany, że nie osiągnęliśmy jeszcze końca naszych  możliwości. Myślę, że w ramach Tour de Pologne jeszcze pozytywnie wszystkich zaskoczymy.