Unia Prezydentów Miast

Wrzesień, 2011  |  , , , ,    
Wrzesień, 2011

„Obywatele do Senatu”

Pojawiła się szansa – pytanie brzmi, czy ludzie będą chcieli ją wykorzystać. Prezydent zatwierdził ustawę o wyborach w jednomandatowych okręgach do Senatu. Oznacza to, że kandydować może każdy, nie tylko rekomendowany z listy partyjnej. A my, wyborcy, możemy wybrać tych, których znamy, poważamy, a którzy praktycznie nie mogli dostać się do parlamentu, bo nie byli działaczami partii, których ta wystawia do Sejmu i Senatu, często w imię własnych, partykularnych (czyt. partyjnych) interesów.

Jako pierwsi szansę podjęli prezydenci polskich miast z Rafałem Dudkiewiczem (Wrocław), Zygmuntem Frankiewiczem (Gliwice) i Jackiem Majchrowskim (Kraków) na czele, wespół z szefami ogólnopolskich organizacji gospodarczych ze mną i prezesem KIG-u Andrzejem Arendarskim. Zainicjowaliśmy ruch Unia Prezydentów Miast „Obywatele do Senatu”, popierający niepartyjnych kandydatów. Dlaczego jest to szansa? W ciągu 20 lat transformacji ustrojowej my, Polacy, pokazaliśmy światu i sobie, że jesteśmy solidni, pracowici, nie machamy tylko szabelką, ale potrafimy myśleć i zwyciężać, np. na rynkach gospodarczych. Zdobyliśmy międzynarodowy szacunek. Naszym obywatelom żyje się lepiej. Ale to przeświadczenie nie zdejmuje z nas obowiązku identyfikowania barier dalszego rozwoju i głośnego o tym mówienia! Ba – mamy obowiązek, aby o nich krzyczeć i przygotować się do walki. Bo ciągle nie jesteśmy przygotowani na podołanie wyzwaniom i zagrożeniom, które przed nami wyrosły. Dalej nie jesteśmy społeczeństwem obywatelskim. To takie społeczeństwo, w którym istnieją aktywni, myślący o interesach ogółu obywatele, w którym zależności polityczne oparte są na równości, a stosunki społeczne na zaufaniu i współpracy.

Do niedawna ponad 80% Polaków nie ufało sobie. Nie ufamy politykom. Polska scena polityczna zdominowana jest przez dwie nienawidzące siebie partie, często przez nienawidzących siebie ludzi. Jak na tym budować przyszłość? Dodatkowo – mamy wszyscy ponad 750 miliardów długu publicznego i 112 miliardów deficytu budżetowego; stale wymagający naprawy system sprawiedliwości, rozrośniętą biurokrację. Brakuje nam autostrad i wydolnej służby zdrowia. Wskaźniki innowacyjności, wolności gospodarczej, konkurencyjności czy dostępności kredytu plasują nas na ostatnich miejscach w Unii Europejskiej. Nie lepiej wyglądają płace rodaków. Funkcjonują enklawy biedy, nie tylko na ścianie wschodniej, ale i na Śląsku.

Coś wreszcie trzeba z tym zrobić! Muszą to zrobić ludzie, którzy wiedzą co i jak, którzy to udowodnili swoim życiem, karierą zawodową i widocznymi dla opinii społecznej sukcesami. Musimy przebudować finanse publiczne, zagrożony system ubezpieczeń społecznych, zmienić sposób stanowienia i przestrzegania prawa, nauczania w szkołach, przywrócić automatyczne partnerstwo publiczno-prywatne i dialog obywatelski. Także autentyczną pomoc społeczną, świadczoną tym, którym naprawdę się nie udało, ktorzy rzeczywiście tej pomocy potrzebują, a nie wykorzystującym przepisy do wyłudzania zasiłków od państwa, kosztem naszego przecież państwa i prawdziwie poszkodowanych przez los.

Potrzebni są odważni i mądrzy ludzie w parlamencie. Ale w zbyt małym stopniu gwarantuje to obecny kształt sceny politycznej. Do Sejmu dostanie się, w konsekwencji przedwyborczych gierek politycznych i „układanek” list wyborczych, zbyt duża ilość osób tylko ze względu na zasługi i lojalność partyjną. To opóźnia rozwój polskiej gospodarki i w konsekwencji podnoszenie poziomu codziennego życia Polaków.

Szanse na zapoczątkowanie i przyspieszenie potrzebnych zmian dają właśnie jednomandatowe okręgi w wyborach do Senatu. Wyłonieni w drodze niepartyjnej senatorowie mogą stanowić zarówno merytoryczną instytucję prawdziwej weryfikacji zamiarów Sejmu i rządu, jak i forum kreowania nowych, oddolnych rozwiązań, bez oglądania się na koniunkturę polityczną. To Senat mógłby wystąpić z inicjatywą przekształcenia samego Senatu w izbę społeczno-samorządową, w której zasiadaliby reprezentanci szeroko pojmowanego samorządu gospodarczego i terytorialnego czy organizacji pozarządowych oraz autorytety publiczne wymiaru Lecha Wałęsy, Jerzego Buzka, Władysława Bartoszewskiego i im podobnych, którzy dawali by sobą gwarancję ciągłości wykorzystania bogatych doświadczeń dla dobra Polski i Polaków.

Inicjatywę prezydentów miast „Obywatele do Senatu” poparły tak szanowane i zasłużone osoby dla naszego państwa, jak Janusz Steinhoff, Janusz Onyszkiewicz, Stanisław Gomułka. Dołączają inni. W chwili kiedy piszę te słowa, nie wiem czy sam będę kandydować. Jeśli tak, to chciałbym ze Śląska, który zawsze był dla mnie szczęśliwy. W Bytomiu doc. Szwarnowiecka uratowała mi operacją nogę, w Mysłowicach walczyłem na macie w zapasach razem z Cześkiem Kwiecińskim i zawsze przywoziłem jakiś medal; na Śląsku prowadziłem akcję „Podziel się sukcesem” – mam tam wielu przyjaciół oraz wielki szacunek dla dokonań np. prezydenta Frankiewicza na rzecz środowiska naukowego i rozwoju przedsiębiorczości.

Myślę, że mógłbym dla Śląska dużo zrobić i w Warszawie, i za granicą. O ile oczywiście nie znajdą się lepsi. Tak czy inaczej, „Obywatele do Senatu” wyłaniani i popierani przez Unię Prezydentów Miast i organizacje pozarządowe, jawią się polską szansą.

Mam nadzieję, że ją wykorzystamy.

Marek Goliszewski
Założyciel BCC

 






Zobacz także