Szelest gazety przy porannej kawie

Styczeń, 2014  |  , , ,    
Styczeń, 2014

Rozmowa z Edwardem Nowakowskim i Leszkiem (Nickiem) Sadowskim, właścicielami nowojorskiego Nowego Dziennika.

 

Business&Beauty: „Nowy Dziennik. Polish Daily News” ukazuje się od 1971 roku. Do jakiego czytelnika skierowana jest gazeta? Jak często i na jakim obszarze jest wydawana?

Edward Nowak: „Nowy Dziennik” jest codzienną polonijną gazetą metropolii nowojorskiej, rozprowadzaną od ponad 42 lat przede wszystkim w stanach Nowy Jork i New Jersey. Dostępny jest także w głównych polonijnych ośrodkach Connecticut i we wschodniej części Pensylwanii. Poza tym mamy wiernych czytelników w prawie każdym stanie USA poprzez subskrypcję, która utrzymuje się na poziomie kilku tysięcy gazet dziennie. Gazeta skierowana jest do wszystkich Polaków mieszkających w USA, ale wiemy, że jej wydanie internetowe czytają nasi rodacy w kraju, a szczególnie ci, którzy do niego wrócili po latach amerykańskiej emigracji. Treść gazety jest różnorodna, jednakże naszą zasadą jest koncentrowanie się na poważnych informacjach i tekstach poruszających istotne tematy; “tabloidowe newsy” nie są z reguły w kręgu naszych zainteresowań.
Nick Sadowski: Chciałbym podkreślić, że obecnie „Nowy Dziennik” to nie tylko gazeta codzienna. Od ponad roku nadajemy każdego dnia półgodzinny program telewizyjny ogólnodostępny w metropolii nowojorskiej. Zapraszamy do studia ciekawych ludzi z polonijnego środowiska, przedstawiamy gości z Polski, a zdarza się, że i Amerykanów. Są wśród nich politycy, artyści, biznesmeni czy też ludzie działający społecznie lub specjaliści z różnych branż, którzy udzielają cennych dla naszych widzów porad. Poważnie też pracujemy nad rozwijaniem strony internetowej dziennik.com – i tutaj muszę się pochwalić, że jest ona najczęściej odwiedzaną w USA polonijną stroną informacyjną; niebawem wdrożymy również jej wersję angielskojęzyczną.

Jakie tematy są poruszane na łamach gazety?

NS: Priorytetem jest przekazywanie informacji lokalnych, polonijnych. Ale na naszych łamach można przeczytać także o sprawach amerykańskich, przede wszystkim tych, które mają wpływ na życie naszej diaspory, oraz skrót informacji z Polski i ze świata. W dobie internetu i powszechnie dostępnej codziennej telewizji prosto z Polski nie możemy, jak to było kiedyś, konkurować z polskimi mediami. Informacje z Polski drukowane na papierze stają się nieaktualne bardzo szybko, nasze lokalne natomiast są wartościowe, gdyż niejednokrotnie jesteśmy jedynym źródłem ich przekazywania naszym czytelnikom.
EN: Wśród zagadnień, które znajdują miejsce na naszych łamach, trzeba wymienić te dotyczące zniesienia wiz dla Polaków odwiedzających USA, propagowanie i włączanie się w akcje niesienia pomocy rodakom w potrzebie, jak np. po huraganie Sandy. W obrębie naszych zainteresowań pozostają oczywiście sprawy polonijnych biznesów, sukcesy ludzi z naszego kręgu etnicznego, życie polonijnych organizacji, lokalna polityka, a także życie kulturalne polskiej diaspory.

Jak oceniają panowie, z perspektywy dziennikarskiej, społeczność polską w USA? Jakie wykazuje tendencje? Czy mieszkający w USA Polacy dążą do asymilacji z Amerykanami czy raczej podtrzymują swoją odrębność?

NS: Odpowiedź na to pytanie nie jest jednoznaczna. Myślę, że jest pewna tendencja do asymilacji, która bezsprzecznie związana jest ze statusem społecznym. Ci, którzy odnieśli sukces finansowy, opuszczają miejskie enklawy przenosząc się w rozproszone podmiejskie dzielnice. Mieszkając z dala od polonijnych centrów asymilują się znacznie szybciej, zwłaszcza ich dzieci. Nie jest to jednak reguła. Spora część zamożnej Polonii, zwłaszcza ci związani biznesowo z polonijnym środowiskiem, zostaje w naszych “polskich” skupiskach.
EN: Myślę, że z naszą społecznością jest podobnie jak z Włochami, którzy zachowując po trosze swoją odrębność i kulturę zintegrowali się w dużej mierze z amerykańskim społeczeństwem. Polacy mają naturalną łatwość w poruszaniu się w amerykańskiej rzeczywistości i szybciej niż Hindusi czy Koreańczycy stają się Amerykanami. Należy jednak tu podkreślić, że nierzadko nawet trzecie pokolenie zasymilowanych Polonusów podtrzymuje tradycje wyniesione z polskiego domu.

Jak żyje się przeciętnemu Polakowi w Nowym Jorku?

NS: Polacy dają sobie radę, jesteśmy zaradnym narodem i niejednokrotnie szybciej niż inne nacje odnosimy sukces. Dobrym tu odnośnikiem jest posiadanie domu – Polacy są na czele grup etnicznych najszybciej kupujących własny dom, i trzeba dodać, że regularnie spłacają zaciągniętą na niego pożyczkę. Nie ma co prawda dokładnych danych, ale w naszej metropolii wśród właścicieli domów zagrożonych foreclosure w trudnych czasach kryzysu nie odnaleźliśmy polskich nazwisk. Nie znaczy to, że jest łatwo, załamanie gospodarcze w Ameryce dało się we znaki i nam. Biznesy związane z Polonią znacznie odczuły odpływ Polaków do Polski i Europy Zachodniej, gdzie wielu z nich, nielegalnych w USA, może pracować legalnie za porównywalne lub lepsze stawki i być bliżej rodziny. Jako gazeta odczuliśmy tę reemigrację bardzo mocno. Spadek sprzedaży gazety w latach 2007-2009 był bezpośrednio związany z powrotami do Europy. Ten proces już się teraz zakończył, a wręcz zauważamy powroty do Stanów. W Europie też nie jest za słodko…

Jak często odwiedzają panowie Polskę?

EN: Średnio raz na rok jestem w Polsce, staram się połączyć wakacje z interesami. Zawsze będąc w kraju spotykam się z przedstawicielami mediów i biznesu. Ogólnie nawiązanie współpracy z mediami w Polsce nie należy do łatwych, wszystkim wydaje się, że gazeta z Nowego Jorku jest bogatą instytucją i ma nie wiadomo jaki budżet na zakup informacji. A my – tak jak prasa na całym świecie – borykamy się z problemem spadku czytelnictwa i, chcąc wyprzedzić rzeczywistość, mocno koncentrujemy się na jeszcze niedochodowych kanałach przekazu informacji, jak internet i telewizja. Nasz półgodzinny program TV nadawany na należącym do miasta Nowy Jork kanale 25 jest kosztowny i niekomercyjny – nie możemy w nim, oprócz sponsorów, emitować żadnych reklam, które generowałyby dochód.

Jeśli jestem w Polsce, to podziwiam ciągle rozbudowującą się Warszawę i myślę, że możemy się nią chwalić przed innymi nacjami.
Panie Edwardzie, jest pan prezesem Outwater Media Group, która jest właścicielem „Nowego Dziennika” i telewizji NDTV. Przejmują Państwo fundację dziennikarską International Committee on Journalism, która od lat była związana z gazetą. Czy mógłby pan powiedzieć parę słów o fundacji?

EN: Fundacja zawsze była ważną częścią „Nowego Dziennika” i odgrywała ogromną rolę w pozyskiwaniu talentów dziennikarskich z Polski, a także w organizowaniu wystaw, licytacji polskiej sztuki i wspieraniu gazety oraz wszelkich naszych niedochodowych przedsięwzięć. Po przejęciu przez nas tytułu, już prawie trzy lata temu, fundacja stanęła na bocznym torze, teraz będziemy ją reaktywować – z nadzieją, między innymi, na rozwinięcie programu praktyk dla studentów dziennikarstwa z Polski. Trzymajcie za nas kciuki – uruchomienie tego programu to wymagający proces, który mamy nadzieję wdrożyć już w tym roku.

Jak oceniają panowie przyszłość prasy drukowanej?

EN: Na pewno jesteśmy w trakcie pewnej transformacji, na rynku zostaną najsilniejsi i ci, którzy zdołają zaadaptować się do nowej sytuacji. My mamy swoje firmy, niezależnie od gazety, co pozwala nam przetrwać tę zawieruchę. Po burzy zawsze wychodzi słońce; ci, którzy ją przetrwają, powinni solidnie stanąć na nogach już w nowych realiach.

NS: Prasa drukowana nie zginie, przynajmniej nie w najbliższej przyszłości. Trzeba natomiast liczyć się ze spadkiem zainteresowania nią i przekształcenie się dzienników w tygodniki i prasę tematyczną, choćby bardziej lokalną – oferującą informacje niedostępne w mediach mainstreamowych. Dobrym przykładem jest prasa etniczna, ta ma szansę przetrwać, odpowiednio adaptując się do zmian na rynku. Lokalnie, solidnie, krótsze teksty i dobrze dobrane zdjęcia… no i, oczywiście, niezastąpiony szelest papieru przy porannej kawie, pozwolą nam przetrwać elektroniczną rewolucję rynku medialnego.

 

Rozmawiała Serafina Ogończyk-Mąkowska

 






Zobacz także