Recepta na hybrydę

Kwiecień, 2011  |  , , , ,    
Kwiecień, 2011

Bierzemy jeden silnik spalinowy i jeden elektryczny, a następnie łączymy w całość. Do tego dodajemy pakiet akumulatorów i skrzynię biegów. Teraz wkładamy to wszystko pod maskę auta i… mamy napęd hybrydowy. Cichy, ekologiczny, ekonomiczny, ale niepozbawiony wad.

Jak to działa? Na początek trochę teorii. Auto napędzają dwa silniki, spalinowy i elektryczny. Ten pierwszy służy również jako generator prądu, a drugi jako rozrusznik. Do tego skrzynia biegów, najczęściej automatyczna, jedna dla dwóch silników. Sztuka polega na pogodzeniu obydwu napędów, i tu swoją rolę odgrywa elektronika.

To sterowniki decydują, kiedy auto jedzie napędzane wyłącznie prądem, a kiedy trzeba doładować akumulatory dołączając napęd spalinowy. Komputer „łączy” również obydwa silniki, kiedy potrzebna jest maksymalna moc.

A jak to się odbywa w praktyce? Kluczyk w stacyjce, wciskamy przycisk „start” i… cisza. W większości hybryd nie usłyszymy nic. Silnik spalinowy pozostanie wyłączony. I tak w zupełnej ciszy auto może się toczyć do momentu, gdy baterie mają jeszcze zapas prądu lub do określonej prędkości. Później włącza się „spalina”.

Podobnie w drugą stronę – hamujemy przed światłami i silnik spalinowy gaśnie.

Dla kierowcy jazda hybrydą wygląda identycznie jak „zwykłym” samochodem. Nie ma znaczenia, czy to kompaktowa Honda CR-Z, Toyota Prius czy Mercedes S400 Hybrid lub Lexus 600h. Koszty ubezpieczenia czy serwisu również podobne są do tych w konwencjonalnych benzyniakach tej samej klasy.

Różnicę widać przy tankowaniu. Auta hybrydowe palą od 10% do nawet 40% mniej paliwa niż auta tej samej pojemności z silnikiem bez elektrycznego „wspomagania”. Wdzięczni nam będą również ekolodzy, bo emisja CO2 spada proporcjonalnie do apetytu na paliwo.

Niestety, są też wady. Pierwsza to wysoka cena – nowe auto hybrydowe to w Polsce wydatek minimum 96 tys. złotych. Trzeba sobie też zdawać sprawę, że wozimy w bagażniku lub pod podłogą pokaźny ładunek akumulatorów. To oznacza mniejszy bagażnik i zdecydowanie ograniczoną ładowność.

Podsumowując – auta hybrydowe to wciąż bardziej modne (i wygodne) zabawki, niż realne profity dla portfela kierowcy.

Michał Dzida






Zobacz także