Poczucie bezpieczeństwa pod kontrolą

Luty, 2015  |  , , ,    
Luty, 2015

Abraham Maslow – amerykański psycholog, twórca teorii hierarchii potrzeb, potrzeby związane z bezpieczeństwem ulokował w swojej piramidzie zaraz po potrzebach fizjologicznych. Teoria ta od chwili opublikowania wzbudza kontrowersje, ale wydaje się, że szczególnie w obecnych czasach – po zamachach 11 września, kryzysach bankowych, w obliczu zagrożenia jakim są choroby, wojny, głód czy klęski żywiołowe, poczucie bezpieczeństwa jest nam konieczne do tego, by zdrowo i harmonijnie funkcjonować.

Zarówno poczucie bezpieczeństwa, jak i chęć kontrolowania wpływają bezpośrednio na podejmowane przez nas decyzje, wpływają na relacje, pracę, związki, to, jakimi jesteśmy rodzicami. Mogą budować i mogą niszczyć. Chęć czucia się bezpiecznie może hamować rozwój, zniechęcać do zmiany albo odwrotnie – napędzać do działania i zmuszać do zmian. Może też przeistoczyć się w chorobliwą potrzebę kontrolowania wszystkiego.

W psychologii chorobliwe poczucie kontroli pojawia się w wielu kontekstach, na przykład w przypadku tzw. dorosłych dzieci alkoholików (DDA). Takim osobom bardzo trudno zbudować silne relacje, często niszczą przyjaźnie, związki, właśnie poprzez nadmierną chęć kontrolowania zachowań czy decyzji innych. Z kolei osoby ze spektrum autyzmu czy zespołem Aspergera są na drugim biegunie – relacje z innymi są dla nich tak dalekim abstraktem, że żadna kontrola nie wchodzi w grę.

Poczucie bezpieczeństwa i kontroli wielokrotnie inspirowało twórców, było wykorzystywane jako przewodni wątek w literaturze lub filmie. Każdy chyba pamięta, do jakich kompromisów i wyrzeczeń była zdolna Scarlett O’Hara w „Przeminęło z wiatrem”. Jak niechęć poddania się kontroli wpłynęła na związek Katarzyny i Heathcliffa w „Wichrowych Wzgórzach”. Chęć absolutnego kontrolowania sytuacji to także wiodący wątek trzymającego w napięciu thrillera „Zaginiona dziewczyna”, który najpierw zdobył wielu czytelników na całym świecie, by zaraz potem stać się kasowym hitem kin.

Popatrzmy na te dwa przenikające się zagadnienia oczami podróżniczki, prezesa dużej firmy i psychiatry.

Marta Sziłajtis-Obiegło, podróżniczka, żeglarka, która jako 23-latka samotnie opłynęła świat, mówi:
– Żeby mieć poczucie bezpieczeństwa, przed rejsem trzeba się maksymalnie przygotować. Zabrać odpowiednią ilość leków, środków opatrunkowych, części zamiennych do silnika, jedzenia. Wszystkich tych rzeczy, dzięki którym będzie można mieć zaufanie do siebie i swoich umiejętności.

– Względny dobrostan można osiągnąć poprzez samoakceptację i świadomość, że nie ma się wpływu na wszystkie aspekty życia – twierdzi Rodryg Reszczyński z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie.

– Chęć kontroli życia, zarówno swojego, jak i innych, bardzo często prowadzi np. do zachowań agresywnych. Jeśli ktoś myśli, że jest w stanie wszystko kontrolować, to się grubo myli – dodaje dyrektor generalny Perfetti Van Melle, Krzysztof Jakubczak – Każda branża zmienia się tak szybko i często, że nie ma mowy o poczuciu kontroli.

Co zrobić, by mieć poczucie bezpieczeństwa, ale nie popaść w pułapkę chęci nadmiernego kontrolowania otoczenia? Jeżeli skoncentrujemy się tylko na aspektach finansowych poczucia bezpieczeństwa, to poziom zmęczenia, stres związany z pracą zacznie przenosić się na inne sfery życia, w tym na rodzinę czy bliskich.

– Podstawą do tego, aby poczuć się naprawdę bezpiecznie, jest rodzina, zdrowe, silne relacje – odpowiada Krzysztof Jakubczak – bez takiej odskoczni chyba nie da się na dłuższą metę pracować.

– Trzeba uważać na poczucie złudnego bezpieczeństwa opartego na statusie materialnym. Złudne jest też budowanie go poprzez pracę. Najbardziej można się zbliżyć do prawdziwego poczucia bezpieczeństwa przez wchodzenie w relacje. Ale muszą to być relacje oparte na emocjach i kontakcie, nie zapewnimy sobie poczucia bezpieczeństwa zwiększając liczbę znajomych na portalach społecznościowych. Należy także pamiętać, że wszelkie zaburzenia, np. depresja, stany lękowe, uniemożliwiają wchodzenie w relacje na takim poziomie, aby te potrzeby bezpieczeństwa zostały zaspokojone – mówi psychiatra Rodryg Reszczyński.

– W firmie, jeśli masz zaufany, sprawdzony zespół, nie ma potrzeby stałego kontrolowania wielu obszarów. Jeśli pojawią się problemy, wiesz, że dowiesz się o nich w porę – uzupełnia Krzysztof Jakubczak. – Bywają chwile, kiedy stres w pracy staje się nadmierny. Potrzebna jest odskocznia. Mając cały czas świadomość, że twoje decyzje to być albo nie być dla rodzin pracowników, naprawdę konieczne jest wypracowanie sobie mechanizmów pozwalających się zresetować, odpocząć.

Marty Sziłajtis-Obiegło sposobem na to, by nie popaść w nadmierną chęć kontroli, są rejsy z osobami stawiającymi pierwsze kroki w żeglarstwie:
– Ucząc innych, sami ugruntowujemy wiedzę, przekonujemy się o swoich umiejętnościach i mamy satysfakcję, że potrafimy przekazać wiedzę innym. Trzeba nauczyć się zarządzać ryzykiem. Samemu pływa się swobodniej, można mieć poczucie większej kontroli, ale nie o to chodzi w żeglarstwie, żeby być na morzu cały czas samemu. Co do poczucia bezpieczeństwa, to przepłynęłam całą ziemię i poza jedną nieprzyjemną sytuacją z piratami, z której wyszłam bez szwanku, nic się nie stało. Za to tu, w Polsce, miałam niejedną bardzo niebezpieczną przygodę, którą zafundowali mi inni ludzie.

– W sytuacjach stresowych nasz organizm może uruchomić te mechanizmy, które posiada, do tego, by przetrwać. W prawidłowych warunkach, tzn. kiedy nie popadamy w różne skrajności, takie trudne sytuacje mogą być przyczynkiem do rozwoju – uzupełnia Rodryg Reszczyński.

– Z mojego doświadczenia wynika – mówi Marta Sziłajtis-Obiegło – że rejs nie może być ucieczką przed problemami. Traci się wtedy czujność, i choć żeglarstwo jest sportem stosunkowo bezpiecznym, w takich warunkach, w jakich ja pływałam, samotnie, muszę mieć głowę wolną od problemów, choćby po to, by realnie oceniać sytuacje na wodzie.

Potwierdza to Krzysztof Jakubczak:
– Kiedy np. poważnie zachoruje dziecko, firma przesuwa się na dalszy plan, ale kiedy i w domu, i w pracy jest względny spokój, można czerpać z obu tych sfer ogromną satysfakcję.

Jak pokazują wieloletnie badania i obserwacje, życie w ciągłym napięciu, gdy stale odgrywamy jakąś niewygodną czy niepasującą rolę, czy też działamy wbrew własnym zasadom, ma wpływ na naszą psychikę nie tylko w pracy. Taki stan odbija się na związkach, umiejętności oceny sytuacji, wpływa na sen, apetyt, wzmaga napięcia mięśni. Jednym słowem: niszczy.

Wracając do wspomnianej na początku hierarchii potrzeb Maslowa, wydaje się to być spójna i logiczna teoria. Ale, ale… gdyby działa zawsze, nie powstałyby prace plastyczne więźniów obozów koncentracyjnych, orkiestra na Titanicu nie grałaby w sytuacji zagrożenia życia, podróżujący porwanym samolotem nie dzwoniliby do bliskich, by powiedzieć, że ich kochają.

„Każdy człowiek jest inny” – choć ta wypowiedź profesora Ryszarda Tadeusiewicza dotyczyła możliwości programowania robotów przeprowadzających operacje, to w kontekście emocji jest tak samo. A mimo to półki w księgarniach uginają się od poradników mówiących, jak uzyskać poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa. O tym, że chcemy, potrzebujemy właśnie poczucia bezpieczeństwa i kontroli swojego życia może także świadczyć wzrost zainteresowania różnymi formami coachingu. W sieci wyszukujemy informacje na temat: jak sprawić, by nasze dzieci czuły się przy nas bezpiecznie. A przecież „każdy człowiek jest inny”, więc czymś innym będzie dla niego także poczucie bezpieczeństwa. Tak samo jak czymś innym dla każdego z nas będzie poczucie szczęścia.

Agata Rzędowska

 

 






Zobacz także