Na dachu Opery w Oslo

Wrzesień, 2011  |  , , , , , ,    
Wrzesień, 2011

Gdy patrzymy na architekturę, podziwiamy fasadę, konstrukcję wnętrza, bryłę. W historii sztuki spotykamy wiele przykładów nowatorskich rozwiązań przestrzennych. W Hiszpanii Gaudi zachwyca asymetryczną strukturą budowli. Hundertwasser przekroczył tradycję, wprowadzając krzywizny w podziałach fasad. Czy, wobec innowacyjności dotychczasowych rozwiązań, czegoś jeszcze nie było? Okazuje się, że w Skandynawii możemy nie tylko wejść z zewnątrz, lecz także i spacerować po dachu budynku. Norwegowie wznieśli budowlę przekraczającą nasze dotychczasowe wyobrażenia o architekturze.

Jednym z pierwszych widoków, pojawiających się na horyzoncie przybywającego do Oslo, jest zabudowana zatoka. To naturalny cypel i zatoka Bjørvika – kolebka miasta. To tutaj, na potrzeby mieszkańców i licznie przybywających turystów, wybudowano nową Operę Narodową zwaną Den Norske Opera&Balett lub w skrócie Operahuset. Wybór lokalizacji budowli nie jest przypadkowy. Opera położona jest na brzegu Oslofjordu, zwanego „Wrotami Norwegii”. Wrażenie robi niezwykła biel oraz rozległe płaszczyzny ukośnego dachu budynku. Gdy chodzimy po budowli, dzięki ostrym skosom zmienia się perspektywa i horyzont. Bryła opery oscyluje między brzegiem a lądem.

W budowli wykorzystano trzy podstawowe materiały: marmur, szkło i drewno, ulubione przez Norwegów. Wewnątrz kolista forma układa się w serpentynową strukturę z drewna. Taki kształt zapewnia doskonałą akustykę. Marmurowa sterylna przestrzeń kontrastuje z miękkim materiałem wnętrza. Fasada składa się z ponad 33 tys. pojedynczych marmurowych płyt z włoskiej Carrary (ojczyzny opery), dopasowanych do siebie rozmiarem i kształtem. Szkło fasady działa jak lustro: odbija morze, ludzi, architekturę. Wykorzystano osiem indywidualnych wzorów przetłoczeń z aluminium, dokładnie powtórzonych na 9 tys. m2 fasady opery. Tłoczenia te mają formę kolistą i przypominają pismo Braille’a.
Opera dysponuje trzema salami, z których największa posiada magiczną kurtynę, przypominającą pognieciony, posrebrzany papier. Sala operowa wyłożona jest drewnem, natomiast sala koncertowa przypomina klub muzyczny. Jest to pierwsza na świecie opera, po której dachu można chodzić, a niektórzy wjeżdżają na nią rowerami! Dach opery staje się dzięki temu ogromną przestrzenią publiczną. Stąd widoczna jest panorama miasta, morze i wzgórza. Horyzontalność budowli kontrastuje z dominującymi w tle wieżowcami. Opera w doskonały sposób łączy prostą formę z jej różnorodnymi funkcjami. To nowoczesny symbol miasta, w pełni dostosowany do potrzeb jej mieszkańców. Opera, zaliczana do architektury futurystycznej i neomodernizmu, jest nowym symbolem Norwegii, przykładem umiłowania prostoty i doskonałego wkomponowania architektury w pejzaż.

gmach opery w Oslo, fot. Anna Ptak-Gusin

Opera jest miejscem szczególnym z kilku powodów. Po pierwsze, to niezwykła bryła architektoniczna nasuwająca szereg skojarzeń – takich, jak na przykład arktyczny pejzaż złożony jedynie z nachodzących na siebie płyt lodowców. Kształt budowli przypomina zanurzoną w morzu górę lodową lub dziób statku. Efekt ten wzmacnia wyłaniająca się z morza, wykonana ze szkła rzeźba o nieregularnych, ostrych kształtach, przypominających skały. Owe archetypiczne inspiracje wpisują się w typową dla Norwegów ekologiczną tendencję projektową.
Po drugie, obiekt jest w pełni dostępny dla zwiedzających. Ukośne płyty dachu są także punktem widokowym przeznaczonym do spacerów. Opadający w stronę zatoki kamienny dach łączy się z nadmorską trasą spacerową. Całość daje efekt połączenia elegancji z prostotą.
Po trzecie, Opera jest nowoczesnym znakiem miejsca, miasta i Norwegii. Wpisuje się w ideę kontynuacji, przenikania i dopełniania. Budynek konstruuje sztuczny krajobraz w oparciu o naturalny i z tego powodu jest określany mianem „Zielonej Opery”. Zwany jest także „współczesną katedrą”, gdyż stanowi pomost między przeszłością miasta a teraźniejszością. Współczesną, norweską architekturę cechuje elastyczność doboru form do istniejącego kontekstu urbanistycznego.

W wybór projektu nowego budynku opery zaangażowana była cała Norwegia. Do konkursu zgłoszono 238 projektów z 45 krajów. Zwyciężyła grupa architektoniczna Snøhetta, mająca w swym dorobku m.in. projekt Biblioteki Aleksandryjskiej w Egipcie (2008) oraz budynek ambasady Norwegii w Berlinie. Opera jest efektem połączenia kilku projektów w obrębie grupy Snøhetta. W 2009 r. autorzy otrzymali za nią prestiżową nagrodę Miesa van der Rohe, przyznawaną przez Unię Europejską za wybitne realizacje architektoniczne. Już samo położenie kamienia węgielnego pod budowę opery, w 2004 r., zapowiadało jej wyjątkowość.
O Norwegach nieprzypadkowo mówi się, że są muzykalni i potrafią wydobyć muzykę nawet z kamienia! Muzyka została „zastosowana” poprzez odzwierciedlenie jej materialnych śladów w cemencie. 13 sławnych uwertur operowych zostało nałożonych na siebie i cyfrowo skompresowanych do hiperuwertury trwającej 1 minutę i 42 sekund. Dźwięk był transmitowany przez specjalnie skonstruowany głośnik, który skierowano bezpośrednio na blok schnącego cementu – w ten sposób powstał ślad przypominający kręgi rozchodzące się na wodzie. Kamień węgielny wkomponowany jest w podłogę foyer po północnej stronie szklanej fasady. Po raz pierwszy „zmaterializowano” w ten sposób muzykę!
Uroczystego otwarcia nowej opery dokonał król Harald V dnia 12 kwietnia 2008 r. Podczas ceremonii wystawiono operę „Nabucco”, w której chór niewolników utworzyło 450 ochotników: pracownicy, dostawcy i robotnicy stanęli na scenie w ochronnych ubraniach i kaskach.

fot. Anna Ptak-Gusin

Usytuowana naprzeciw góry Ekeberg Opera jest jedną z największych atrakcji turystycznych miasta. Trudno ją ominąć, gdyż znajduje się zaledwie kilkadziesiąt metrów od położonej w pobliżu Sentralstasjon. Z dworca można się do niej dostać specjalnie zbudowanym szklanym łącznikiem, z którego widzimy topografię miejsca. Do Opery można też dojść od strony wzgórza Ekeberg (Munch wykorzystał widok z niego w swym sławnym obrazie „Krzyk”), lub portu, idąc wzdłuż brzegu. To tutaj w weekendy Norwegowie najchętniej spędzają czas i umawiają się na spotkania w licznych restauracjach i kawiarniach. Gmach opery jest punktem kulminacyjnym i przedłużeniem Karl Johans Gate, głównej ulicy Oslo.

Koszt całości budowy, o powierzchni całkowitej 49 tys. m, wyniósł 4,3 miliarda koron norweskich (około 2,15 miliarda zł). Opera, największy obiekt kulturalny Norwegii, jest także największym przedsięwzięciem budowlanym ostatnich lat oraz częścią projektu Unii Europejskiej „ECO-Culture”, którego celem jest przyjazne środowisku użytkowanie energii.
Dlaczego Norwegowie zdecydowali się na tak drogą inwestycję? „Ta opera powinna zmienić nastawienie do Norwegii” – mówił kilka lat temu jej dyrektor, Bjørn Simensen. Czy tak się stało? Opera stała się „domem sztuki” i z pewnością ma duży zasięg oddziaływania, także swym pokojowym przesłaniem, poza granice kraju. Norwegowie zwani są często mistrzami aranżacji ekspozycji pod gołym niebem. Wpisując je w zastaną strukturę krajobrazu, podkreślają ich związki z rodzimą kulturą.

Kilka razy w miesiącu Opera zamyka się dla zwiedzających. Budynek jest wtedy wynajmowany na bankiety dla tutejszej elity, gości zagranicznych i udostępniany rodzinie królewskiej. W restauracji, która mieści się w części budynku położonej przy brzegu morza, odbywają się także ekskluzywne śluby, uświetnione koncertami. Prostota wystroju wnętrza kontrastuje z wyszukanymi daniami. W menu odnajdziemy m.in duszoną jagnięcinę, halibuta z grilla, syrop ze świerku, wędzone krewetki, czy galaretkę z marchwi.

W lecie przed głównym wejściem ustawiana jest tzw. „scena na wodzie”; odbywają się na niej koncerty muzyki popularnej. Część widzów siedzi na krzesłach na dolnym podeście opery. Ci, którzy nie kupili biletu, oglądają widowisko z dalszego miejsca, z boku przy ulicy. W ciągu roku organizowanych jest wiele bezpłatnych koncertów. Norweski balet i opera to obecnie największa instytucja sztuki w Norwegii. Zatrudnionych jest tutaj ok. 600 pracowników. Oprócz opery i baletu, chóru orkiestry, chóru dziecięcego, prowadzone są liczne warsztaty.

W 2014 r. w pobliżu Opery ma powstać nowoczesny budynek Muzeum Muncha, najsławniejszego norweskiego malarza.

gmach opery w Oslo, fot. Anna Ptak-Gusin

W sławnym filmie Wernera Herzoga zobaczyć można niezrównaną scenę przenoszenia statku przez górę w środku amazońskiej dżungli – wszystko po to, by wybudować tam operę i w sercu nieokiełznanej natury wznieść gmach ułudy. Fitzgeraldo – inżynier, wynalazca i biznesmen – napędza swoje pragnienie uwielbieniem dla spektakli, w których słowa zamieniają się w dźwięki, a głos odrywa od ciężaru znaczeń. Projekt samej budowli musi przynajmniej w części odzwierciedlać ogrom owej miłości do opery i ma tak samo jak ona łudzić. U Herzoga pragnienie Fitzgeralda nie spełniło się, nie zdołał wybudować pomnika pozoru przeciwstawiającego się nadmiarowi amazońskiej natury; nie spełniło się, ale zamieniło w metaforę budowania opery, opery w dwojakim słowa znaczeniu – jako dzieła i jako rozwiązania architektonicznego.
Przekształcając ten obraz Herzoga moglibyśmy wyobrazić sobie, zamiast dźwięczącej i pulsującej dżungli, nieruchomą ciszę północy, w której inny Fitzgeraldo wydziela miejsce opery, gdzie żywioł zewnętrzności oddając się, ale nie poddając, staje się architekturą. W ten sposób można by przybliżyć przestrzeń Opery w Oslo. Z istotnym zastrzeżeniem, że jest ona miejscem rzeczywistym i konkretnie usytuowanym na wygładzonym fiordzie. Jest miejscem turystycznym, miejscem użyteczności publicznej, miejscem wypoczynku, spotkań, rozstań i wszystkiego, czego zechcemy, by tam się dokonywało, no i oczywiście miejscem sceny operowej. A jednocześnie taka egalitaryzacja nie czyni go trywialnym, jest miejscem wspólnym, ale nie pospolitym, tak niezwykłym jak świat opery. Trapezoidalne bryły pokryte czymś sugerującym alfabet Braille’a, przypominają raczej sakralne miejsca Azteków czy Inków przeniesione na północ Europy. Biel marmuru kontrastując z ciemnym odcieniem morza, stwarza iluzję ruchu. W słoneczne dni, których w Oslo jest dużo (jak na warunki norweskie), gra światła, refleksy morza, odbicia i załamania promieni na ogromnych szybach są nie tyle łudzące, co oślepiające. Wystarczy położyć się na pochyłym dachu Opery mając nad sobą niebo i przywołać fragment z „Parsifala” Wagnera, gdzie mowa o miejscu, w którym „czas staje się przestrzenią”. Lub „Don Giovanni”! Wszystko z repertuaru Opery!

 

Anna Ptak-Gusin

Artykuł został napisany podczas stypendium indywidualnego w Munch-Musset w ramach realizacji projektu badawczego, przy wsparciu udzielonym przez Islandię, Lichtenstein i Norwegię poprzez dofinansowanie ze środków Mechanizmu Finansowego Europejskiego Obszaru Gospodarczego oraz Norweskiego Mechanizmu Finansowego w ramach Funduszu Stypendialnego i Szkoleniowego.

 

 






Zobacz także