Mózg

Grudzień, 2011  |  , , ,    
Grudzień, 2011

Mówi się, że światem nie rządzą już rakiety – rządzą pieniądze. A pieniędzmi rządzą nowe technologie, innowacje. Do tego wniosku doszła już dawno Unia Europejska, przyjmując tzw. Strategię Lizbońską – dyrektywy, by budować Społeczeństwa Informacyjne i Gospodarkę Opartą na Wiedzy. Polska dała światu wiele innowacji – by wspomnieć Łukaszewicza, twórców Enigmy, czy np. inżyniera Bekkera, na którego pomysłach Amerykanie oparli budowę pojazdu księżycowego. Dziś polscy informatycy zdobywają nagrody w międzynarodowych konkursach oprogramowania (TOPCoder, The Google Code, Java, Imagine Cup). W Dolinie Krzemowej pracuje blisko 300 polskich informatyków. W światowym rankingu największych stron wirtualnych możemy pochwalić się portalem Nasza Klasa, a polski język jest w Wikipedii jednym z najczęściej występujących. Wymyśliliśmy tzw. „polską insulinę”, jesteśmy twórcami „niebieskiego lasera”, specjalizujemy się w nanokryształach, możemy pochwalić się grafenem, materiałem, który robi rewolucję w prędkości pracy komputerów. Mamy sporo do powiedzenia w inżynierii genetycznej, biotechnologii, chirurgii plastycznej, robotyzacji.

TO JEDNA STRONA MEDALU

Ale jest i druga. Ilość opatentowanych wynalazków w Polsce jest 15 razy mniejsza niż w Japonii. Tylko 5% małych firm i 12% średnich kupuje na rynku patenty i licencje. Eksport oparty na polskiej myśli technologicznej sięga zaledwie 3% (natomiast IBM sprzedaje licencje o wartości 2 miliardów dolarów!). W światowym rankingu pięciuset najlepszych uczelni nie ma żadnej polskiej szkoły wyższej, a wśród 100 największych challengerów krajów rozwijających się żadnej polskiej firmy. Więcej: spada w kraju ilość przedsiębiorstw wdrażających innowacje i przychody ze sprzedaży towarów innowacyjnych.

DLACZEGO?

Powody są różne. Nakłady na naukę, na badania i rozwój wynoszą w naszym kraju tylko 0,6% PKB. W Unii Europejskiej cztery razy więcej, w USA pięć razy. W przeliczeniu na euro czy dolary przepaść jest niebotyczna. A i tak się twierdzi, że te 0,6% to pieniądz zmarnowany, bo między uczelniami brakuje konkurencji, która wyzwalałaby innowacyjność. Takiej sytuacji podołać mogłyby nie pieniądze państwowe, ale zamówienia przedsiębiorstw prywatnych na opracowywanie innowacyjnych rozwiązań. Dziś ośrodki naukowe nie wychodzą z odpowiednią ofertą do przemysłu, a ten woli kupować taniej i szybciej za granicą. Te dwa środowiska są de facto na siebie zamknięte. Tymczasem w czołowych krajach OECD relacja wydatków publicznych do prywatnych na badania i rozwój wynosi 1 : 2. W Polsce 3 : 2!

W zbyt dużym stopniu finansujemy też laboratoria zamiast ludzi „z głową”. A ci wyjeżdżają do Ameryki. Ciągle mało mamy inkubatorów przedsiębiorczości, uruchamianych przez władze samorządowe, uczelnie i biznes. Ich rozwojowi nie sprzyja panosząca się biurokracja i atmosfera podejrzeń korupcyjnych, w praktyce eliminująca ducha ustawy o partnerstwie publiczno-prywatnym. Polskie prawo, niespójne i pełne dziur interpretacyjnych, zniechęca do podejmowania ryzyka. Biznes nie ma pieniędzy i bodźców, np. odpisów inwestycyjnych, by tworzyć we własnym zakresie zakłady badawcze. Takie wyjątki, jak Polpharma Jerzego Staraka, potwierdzają regułę. Myśleniu kategoriami innowacyjności nie sprzyja w dalszym ciągu sposób kształcenia kolejnych pokoleń – od podstawówki i szkoły średniej do uczelni. Bardziej liczy się „kucie” materiału niż „myślenie alternatywne” – rozwiązywanie problemów, które występują w życiu, w gospodarce. Tak jak widzimy to np. w Izraelu, państwie o największej na świecie liczbie laureatów nagrody Nobla.

CO ROBIĆ?

Zmieniać przepisy, przerzucać pomosty między nauką i biznesem, kontynuować reformę szkolnictwa wyższego, wchodzić we wspólne finansowanie projektów badawczych z Niemcami, Francuzami czy Amerykanami, pobudzać powstawanie „firm profesorskich” (w USA jest ich ponad 2000), aranżować przedsięwzięcia z venture capitals i private equities, itd., itp.

Ale żeby to zrobić, polskie społeczeństwo i politycy muszą uświadomić sobie, że liczy się nade wszystko MÓZG, a mniej węgiel. Bo dzięki mózgowi z węgla można zrobić brylanty.

Marek Goliszewski
Założyciel Business Centre Club

 







Zobacz także