Lamborghini jak znaczki z Mauritiusa

Luty, 2012 | Tagi:  , , , ,    




We Włoszech powstają piękne auta sportowe, cieszące się renomą na całym świecie. Jedną z takich marek jest Lamborghini, produkujący raczej bolidy niż samochody, i to na dodatek w niewielkich seriach.

 A wszystko dzięki miłośnikowi motoryzacji, Ferruccii Lamborghiniemu, który w 1963 r. postanowił założyć własną fabrykę samochodów osobowych. Już wcześniej pasjonowała go motoryzacja. Przerobił m.in. Fiata Topolino, by uczestniczyć w wyścigu Mille Miglia. Później eksperymentował ze swoim Ferrari 250 GT, ale nie był zadowolony z efektów, zaś próby skontaktowania się z samym Enzo Ferrarim spełzły na niczym. To jeden z powodów powstania w Sant’Agata Bolognese, miejscowości oddalonej o około 25 km od Bolonii, zupełnie nowej fabryki. W pobliżu działały już zakłady znanych marek, takich jak Ferrari, Maserati i Ducati. Ponieważ założyciel urodził się pod znakiem byka, takim też symbolem postanowił sygnować samochody ze swoich zakładów.

Od początku właściciel nastawił się na niemal jednostkową produkcję, czyli dopracowane w szczegółach, sportowe auta o bardzo indywidualnym charakterze. Na tym polega także ich wartość, bo niewielkie serie przypominają znaczki z Mauritiusa (czyli są rzadkie i drogie). Obecnie na cały kompleks Lamborghini (o powierzchni ok 100 tys. m2) oprócz fabryki składają się: salon i serwis obsługujący wszystkie modele w historii marki, centrum designu, sklep z różnymi dodatkami sygnowanymi logo Lamborghini z charakterystycznym bykiem, a także otwarte kilka lat temu muzeum.

Już pierwszy model 350 GT, jak pisały ówczesne gazety, „przyprawił o ból głowy przedstawicieli Ferrari”. A przecież na początku nie było łatwo nowej marce przekonać do siebie klientów, którzy od lat fascynowali się produkowanym nieopodal sportowymi modelami. Ale pasjonaci odnaleźli w Lamborghini coś nowego. Wrażenie robił nacisk, jaki w Sant’Agata Bolognese kładziono na każdy detal. Dbał o to osobiście sam właściciel, Ferruccio Lamborghini.

Lamborghini 350 GT

Lamborghini 350 GT (1964)

Trudno wymienić wszystkie modele, jakie opuściły w ciągu tych prawie 50 lat fabrykę na północy Włoch. Znajdują się pośród nich ponadczasowe cacka, osiągające zawrotne ceny (to jeden ze skutków krótkich serii). Trafiają one zwykle do kolekcjonerów oraz bardzo majętnych ludzi.

Takim pierwszym, wielkim hitem stał się model Miura. Sam Ferruccio Lamborghini planował początkowo wyprodukować jedynie 50 egzemplarzy tego samochodu, lecz wkrótce musiał zaangażować dodatkowe siły i skorygować zamiary. Kolejka oczekujących i tak się wydłużała. A wszystko dla auta z silnikiem V12 o pojemności 4 litrów, mierzącego 4,36 m długości, wysokiego ledwo kilka centymetrów ponad metr, produkowanego w latach 1966–1972. Jeśli jednak wymienimy takich nabywców Miury, jak chociażby Rod Stewart, Dean Martin czy Frank Sinatra, to zrozumiałe wydaje się zainteresowanie tym samochodem. Znamienna była ówczesna wypowiedź tego ostatniego: „Jeśli chcesz być kimś, kupujesz Ferrari, jeśli już kimś jesteś – Lamborghini”.

Lamborghini Miura Jota

Lamborghini Miura Jota (1970)


Innym znanym i cieszącym się dużą popularnością modelem stał się Silhouette. Aż trudno uwierzyć, że na przestrzeni lat 1976–1979 fabrykę opuściło zaledwie 55 egzemplarzy, z czego dwa pierwsze i ostatni traktowano jako prototypy. Samochód miał zdejmowany dach i dzięki temu zyskał także uznanie na trudnym do zdobycia rynku amerykańskim. Dysponował co prawda „tylko” 3-litrowym silnikiem V8, ale 250 KM mocy pozwalało jego właścicielom na czerpanie przyjemności zarówno z jazdy, jak i bycia właścicielem tego unikatu.

Być może niewielka ilość tego modelu powstała także z tego powodu, że równolegle w latach 1974–1978 możni tego świata zamawiali inną perełkę Lamborghini – Countach LP 400. Ekstremalnie sportowy wygląd tego samochodu, śmiały kształt zaproponowany przez włoskich projektantów, budził w tamtych czasach zachwyt i podziw. Zresztą sama nazwa auta w piemonckim dialekcie znaczy tyle, co „fantastyczny”. Mówiło się też o powrocie do epoki Miury, m.in. dlatego, że Countach mierzył ledwo 107 cm wysokości i również miał wzdłużny silnik V12 o pojemności 4 litrów. Zakłady opuściło 151 egzemplarzy. W następnych latach powstawały co prawda inne wersje tego modelu, czasem będące swego rodzaju tuningiem, ale dopiero w 1988 r. powrócono do Countach’a. Pojawił się model na 25-lecie firmy i zachwycił jeszcze lepszymi parametrami. Pojemność silnika wzrosła do 5,2 litra, moc do 455 KM, a prędkość maksymalna sięgała już niemal 300 km/h. W ciągu 2 lat wyprodukowano 658 tych fantastycznych z nazwy, wyglądu i osiągów samochodów.

Na początku lat 90. XX w. nastąpiła zmiana modelu zasłużonego Countacha na Diablo, którego produkowano aż do 2001 r. Przy czym były to kolejne serie tego modelu. I tak, jeśli pierwsza wyniosła 529 egzemplarzy, to już prototyp Diablo GT2 z 1998 r. miał tylko numery seryjne jeden i dwa, zaś GT z końca wieku liczył 83 auta. Później były jeszcze równie krótkie serie 6SE – 43 egzemplarze, oraz Diablo GTR – 30 sztuk. Oczywiście, następujące po sobie modele zyskiwały coraz lepsze silniki i nowocześniejsze rozwiązania. Potem nastała era Murcielago, czyli „nietoperza”. Aktualnie w ofercie znajdują się różne wersje Lamborghini Gallardo, w tym specjalna, przeznaczona dla włoskiej policji autostradowej. Zaś najnowszą propozycją fabryki jest Aventador.

Lamborghini Aventador

Lamborghini Aventador LP 700-4

W Polsce jest kilka egzemplarzy Lamborghini, jednak ich właściciele nie chcą się nimi afiszować. Tomasz Helman z Klubu 300tu zrzeszającego właścicieli sportowych luksusowych samochodów mówi: „W sumie przewinęło się przez nasz klub 80 różnych modeli, ale jak dotąd nie ma wśród członków właściciela Lamborghini”. To tylko potwierdza, że są to raczej samochody kolekcjonerskie, którymi jeździć można po torach lub autostradach. A u nas na razie i jednych, i drugich jak na lekarstwo.

Przejęcie pieczy na marką przez Audi wyszło jej na dobre, ponieważ do tradycyjnej włoskiej, sportowej stylistyki Lamborghini dodano niemiecką myśl techniczną. O jej popularności świadczy m.in. fakt, że w przyszłym roku koncern chce rozszerzyć swą obecność na Dalekim Wschodzie, głównie w Chinach, gdzie szybki rozwój gospodarczy przyczynia się do wzrostu liczby osób majętnych, mogących sobie pozwolić na zakup samochodu za kilkaset tysięcy dolarów. Ale w tym przypadku można także mówić o swego rodzaju inwestycji…

Klaudiusz Madeja

fot. Automobil Lamborghini Holding S.p.A.

 

Cały artykuł można przeczytać w drukowanej wersji magazynu Business&Beauty, dostępnej w sieci Empik na terenie całego kraju.