Książką odwracać bieg

Styczeń, 2014  |  , , , ,    
Styczeń, 2014

Rozmowa z Karolem Pęcherzem i Grzegorzem Czekańskim – założycielami wrocławskiej księgarni „Tajne Komplety”, reklamującej się hasłem: „Prawdziwa księgarnia, a nie sklep z książkami”.

 

Jarosław Kolasiński: „Tajne komplety” działają od trzech lat. Czy w czasach, kiedy poziom czytelnictwa w Polsce spada na łeb na szyję, jest sens „zabawy w księgarnię”?

 Tajne Komplety: Wydaje się, że sensem tej „zabawy”, o której wspominasz w pytaniu, jest jakaś karkołomna próba wspierania, podtrzymywania czytelnictwa, polepszania jego jakości. Budując ofertę księgarni staramy się, aby proponowane tytuły były pewnego rodzaju poprzeczką do przeskoczenia. Oczywiście, jest masa przeciętnych tytułów sprzedawanych w tysiącach egzemplarzy, ale nasz profil jest jednak nieco ambitniejszy… Taka księgarnia pełni również znaczącą rolę edukacyjną, wyznacza pewien poziom, czy wysokość – trzymając się metafory poprzeczki, a to jest zupełnie bezcenne w dzisiejszych czasach. Zupełnie bezcenne.

No i nie jest to raczej zabawa, tylko żmudna praca, a rekompensatą za poniesione trudy może być tylko ciepłe słowo stałego klienta. Ale, uważam, ciężko pracować można tylko z pasji, a wtedy rozumienie obciążenia pracą nabiera nieco innego znaczenia. Sprawia ci jakąś przyjemność. Zwłaszcza, jeżeli widzisz choćby śladowe efekty działań.

Czy ze sprzedaży książek (nieinternetowej, więc wymagającej opłacania czynszu za lokal) w ogóle można dzisiaj we Wrocławiu „wyżyć”?

Są tacy, co próbują. Myślę jednak, że warto te formy sprzedaży łączyć. W wielu krajach Europy są programy ministerialne, które wspierają rynek księgarski powodując jego stabilizację, u nas nie ma nawet zdrowego prawa regulującego rynek książki, więc działamy niewątpliwie w trudniejszych warunkach, mniej przewidywalnych. Stąd też małe, niezależne księgarnie otwierają się i zamykają – taki ruch jest widoczny we Wrocławiu, chociaż w większości raczej się zamykają. Każdy z nas na boku robi jeszcze coś innego. To się chyba nazywa dywersyfikacja…

Można się u was napić kawy – to dlatego, że poziom „czytelnictwa” tego napoju nie spada?

To dlatego, że to jest znakomite połączenie. Są takie legendarne pary, np. piwo + papieros, prawda? Ale dobra kawa i odrobina zajmującej literatury to o wiele więcej!

Oferujemy również wachlarz rozmaitych herbat i lemoniad, są czekolady. Księgarnia jest miejscem spotkań, więc nie ma w tym nic nadzwyczajnego, a siedzieć przy pustym stole? O, pusty stół to byłby duży wstyd, na który nie wolno sobie pozwalać. To niewyobrażalne.

Kawa, herbata i książka wzajemnie uzupełniają się, to przecież stara tradycja, i chyba dużo starsza niż np. gazeta codzienna u fryzjera. Inaczej mówiąc, oferujemy dwa w jednym, a dwa w jednym to przecież sprawdzony pomysł, wielokrotnie i nie bez powodzenia stosowany w marketingu.

nr10_tajne_kpl3

Czyli moi rodzice upominający mnie: „nie czytaj przy jedzeniu” nie mieli racji. A skąd pomysł na nazwę księgarni? I czy to tylko księgarnia?

W jednym z wrocławskich przewodników przetłumaczono naszą nazwę „Tajne komplety” jako Underground Education i do pewnego stopnia wydaje mi się, że ta nazwa lepiej oddaje naszą misję. Jest uwolniona od historycznych obciążeń. Na tajnych kompletach można było stracić życie. My nie ponosimy aż takiego ryzyka. Ale jakaś walka się odbywa, myślę, że chodzi mniej więcej o to, o czym mówiliśmy przy pierwszym pytaniu. Wiedza, wykształcenie to jest oręż, historia naszego kraju niestety bardzo krwawo i brutalnie o tym zaświadcza. Minie jeszcze wiele lat, zanim warstwa polskiej inteligencji odbuduje się. Dziś możemy walczyć o dostęp do dobrej książki, o promocję dobrej książki, o kształtowanie świadomości społecznej, czyli wyrabianie zdania na temat, motywowanie zdolności krytycznego myślenia, które tak łatwo jest tępione w szkołach i w edukacji powszechnej. W szkołach króluje „pamięciówa”, rozmaite testy „a,b,c”, szufladkowanie i kanalizowanie. No i to jest ostatecznie bardzo przykre. Uważam, że trzeba robić wszystko, aby odwracać ten bieg; książka jest jedną z możliwości przeciwdziałania, przysposabia do samodzielnego rozwijania się, poszerza horyzonty. Jest o co walczyć, „Tajne Komplety” mają więc przynieść na myśl taki pazur waleczności. Nazwa nam pasowała również z innego powodu, a to takiego, że nasza księgarnia mieści się w Przejściu Garncarskim i jest to uliczka wrocławskiego rynku raczej mało uczęszczana, schowana, ukryta, zatajona.

Czy księgarnia tradycyjna (a nie powiązana z wielkim dystrybutorem i niesprzedająca bombonierek) ma dzisiaj rację bytu?

Jeżeli jest mądrze prowadzona, wkłada się w pracę dużo zaangażowania, to jest szansa dla małych, niezależnych księgarń. One powinny działać jako spółdzielnie socjalne (myślę, że taki model stanie się coraz bardziej popularny), bądź pod skrzydłami organizacji pozarządowych. Tam, gdzie kończy się tak zwany biznes, powstaje dziura w zapotrzebowaniu społecznym, a wtedy zwykle pojawia się miejsce dla organizacji pozarządowych, które realizują swoje cele statutowe, ale z kolei potrzebują środków na swoje działania. Odpowiedzialny biznes to taki zaś, który wspiera te organizacje. Jak gdyby poprawiając swoje samopoczucie, biznes powinien wspierać te obszary, w których sam sobie nie radzi, nie ma na niego miejsca, a jest społeczne zapotrzebowanie.

Zapewniacie, że oferta „półkowa” waszej księgarni jest odmienna od standardowej.

Tajne Komplety są sprofilowane pod konkretnego, wyrobionego czytelnika – mamy ten komfort, że księgozbiór, czyli około 10 tysięcy tytułów, od początku do końca został zbudowany przez nas samych. Czyli nie ma tu książek z przypadku. A co na półkach? Szeroko pojęta humanistyka: antropologia, kulturoznawstwo, socjologia, religioznawstwo, literatura społeczno-polityczna, książki o sztuce, albumy fotograficzne, publikacje o designie, architekturze, filmie, muzyce i teatrze, reportaże, całkiem spory dział z prozą i poezją… Ale żeby nie było tak sztywno, mamy też nowatorskie książeczki dla dzieci, komiksy i wysmakowany wybór muzyki na CD i winylach – od awangardowego jazzu, elektronikę spod znaku Tima Heckera po sub pop, indyjski funk czy postdubstep. Zawartość regałów odzwierciedla nasze zainteresowania.

nr10_tajne_kpl2

Wasz „statystyczny” klient to?

Statystyka tutaj nie działa, stali klienci to tacy nasi przyjaciele, tworzą się relacje. Jaki jest zatem twój statystyczny przyjaciel? Księgarnię odwiedzają studenci, ale i seniorzy, studenci mogą być z polonistyki, kulturoznawstwa, ASP lub medycyny, przychodzą osoby mieszkające we Wrocławiu, ale i turyści, Polacy i obcokrajowcy, rodzice z dziećmi i single, są stałe grupy osób, które uczą się u nas języków lub szydełkują. W ogólnej zasadzie nasi klienci to ludzie, ale czasami przychodzą ze zwierzętami i statystycznie najczęściej są to pieski.

Często coś się u was dzieje – choćby mają miejsce spotkania z twórcami. Zapewne nie każdy, który coś wydał, jest dla was pożądanym gościem. Jakie stosujecie kryteria? W jaki sposób docieracie do zapraszanych? Czy zdarza się że ktoś wam odmawia? Jak z frekwencją na tych spotkaniach?

No tak, jesteśmy Fundacją Na Rzecz Kultury i Edukacji im. Tymoteusza Karpowicza. Fundacja powstała w 2009 roku. Naszą misją jest wsparcie dla szeroko rozumianego obszaru kultury i edukacji, a księgarnia to również znakomite miejsce na kameralne spotkania. Obecnie organizujemy około 100 wydarzeń w ciągu roku, tak że kalendarz od września do czerwca jest bardzo mocno wypełniony. Współpracujemy z wieloma partnerami instytucjonalnymi, organizacjami pozarządowymi, wydawcami, animatorami, podróżnikami, muzykami, którzy zgłaszają propozycje wykładów, debat, prezentacji. Do głównych naszych partnerów należą Dolnośląska Szkoła Wyższa, Narodowe Centrum Kultury, gmina Wrocław, Wojewódzka Biblioteka Publiczna i Centrum Animacji Kultury w Poznaniu, Międzynarodowy Festiwal Opowiadania, Międzynarodowy Festiwal Kryminału, Kolegium Europy Wschodniej, naprawdę dużo by wymieniać…

W „Tajnych Kompletach” można kupić wasze „wyroby własne” – publikacje Fundacji Karpowicza. Którą oceniasz jako najwartościowszą, jakich książek można oczekiwać w najbliższej przyszłości?

Wydaliśmy jak dotąd sześć pozycji książkowych i jedną płytę CD. Skupiamy się głównie przy poezji, udało nam się wydać takich autorów, jak Karol Maliszewski, Klara Nowakowska, Andrzej Sosnowski (to była ta rzeczona płyta CD) . Najbardziej zadowoleni jesteśmy z faktu wydania znanej noblistki Elfriede Jelinek. Książka „Koniec / Ende” jest dwujęzyczna, w tłumaczeniu Ernesta Dyczka i Feliksa Nowaka. To jedyna książka poetycka noblistki. Dużo pracy poświęciliśmy na antologię literatury dolnośląskiej „Rozkład Jazdy”. To blisko 800 stron o literaturze regionu po ’89 roku. Więcej informacji o naszych publikacjach można znaleźć na naszej stronie fundacji (www.fundacja-karpowicz.org), na którą serdecznie zapraszam.

Czy „Tajne komplety” – w zamierzeniach i praktyce – to punkt na kulturalnej mapie Wrocławia, czy też biznesowej?

Jak już wspomniałem, to nie jest biznes. Biznes to jest zupełnie coś innego. Jakkolwiek ma pewne znamiona prowadzenia biznesu, ale takie bardziej stricte ekonomiczne. Jest jakiś poziom przychodów i kosztów, jest jakiś podatek VAT, są dokumenty, faktury, oferty, paragony i terminale kart płatniczych. Biznes zakłada się jednak po to, żeby przynosił możliwie jak największe zyski, a w przypadku księgarń pomysł jest z góry mocno ryzykowny, a włożony kapitał nie do odzyskania. Punkt na kulturalnej mapie Wrocławia zupełnie jak najbardziej. Zapraszamy na Przejście Garncarskie.

Rozmawiał Jarosław Kolasiński

Fot. Anna Kolasińska