Kolekcja zawsze jest autorska

Wrzesień, 2011  |  , , , ,    
Wrzesień, 2011

Rozmowa z Dorotą Monkiewicz, dyrektorem Muzeum Współczesnego we Wrocławiu.

 

Dorota Koczanowicz: Kiedy pierwsi goście odwiedzą Muzeum Współczesne we Wrocławiu?

Dorota Monkiewicz: 2 września 2011 roku o godzinie 18. To oczywiście data otwarcia jego tymczasowej siedziby, Schronu, natomiast otwarcie „dużego muzeum” nastąpi w 2016 roku. Jest to droga inwestycja, gdyż całość, łącznie z zagospodarowaniem terenu i bardzo nowoczesnym wyposażeniem multimedialnym, ma kosztować 220 mln zł. To bardzo duże muzeum, o łącznej powierzchni 22 tys. m2. Dla porównania: Tate Modern ma 35 tys. m2, a przyszłe Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie 25 tys. m2 plus 10 tys. m2 na teatr.

Jest to więc duży projekt, realizujący wizję nowoczesnego muzeum, które oprócz sal ekspozycyjnych i magazynów będzie miało przestrzenie przeznaczone na realizację projektów edukacyjnych. Pomieści się tam także klub multimedialny, miejsce łączące sztukę z kulturą popularną. Chcemy, aby muzeum otwierało się na potrzeby różnych grup odbiorczych.

Czy ta różnorodność programowa zawarta jest w nazwie? We Wrocławiu powstaje nie Muzeum Sztuki Współczesnej, a Muzeum Współczesne.

Ta nazwa bierze się z dwóch powodów. Pierwszy, to nawiązanie do nazwy Teatru Współczesnego we Wrocławiu. Poza tym wydaje nam się, że współczesność łączy się z Wrocławiem. Jest to miasto, które najbardziej ambitnie realizuje wyzwania modernizacyjne, stojące przed Polską, przed naszym przemysłem, kulturą… To, co jest współczesne, miasto bardzo dowartościowuje. Współczesność jest na sztandarach Wrocławia.

Innym powodem, może nawet ważniejszym, jest to, że dziś trudno jest rozróżnić tzw. sztukę wysoką i sztukę popularną. Sztuka współczesna jest tworem hybrydalnym, który cały czas operuje na tej granicy. Zamiast mówić o sztuce współczesnej, lepiej mówić o kulturze wizualnej.

Dorota Monkiewicz

 Co pomieści Dom Muz? Ile dzieł już zakupiono?

Muzeum nie ma jeszcze swojej kolekcji. Będzie ono bazowało na kolekcji Dolnośląskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, która liczy sobie ponad 400 dzieł. Będziemy się nią profesjonalnie opiekować. Idea utworzenia muzeum narodziła się wraz z tym, jak ta kolekcja zaczęła się rozrastać. Być może jeszcze w tym roku zaczniemy budować drugą, własną kolekcję muzeum, finansowaną z innych źródeł.

Czy kolekcja w sposób szczególny dowartościowuje lokalne środowisko artystyczne?

Ponad połowa kolekcji Dolnośląskiej Zachęty to prace artystów wrocławskich, a lokalność jest bardzo ważnym wyznacznikiem dla tej instytucji. Cieszymy się, że to muzeum powstaje we Wrocławiu, ponieważ uważamy, że sztuka wrocławska nie doczekała się jeszcze należytej ekspozycji. Szczególnie warta propagowania jest awangarda wrocławska. O ile wszyscy wiemy o działaniach Jerzego Grotowskiego, sfera sztuk wizualnych z tego samego okresu jest mało znana. W ostatnich dwóch, trzech latach coś zaczyna się zmieniać. Na przykład zainteresowaniem zaczęła się cieszyć awangarda końca lat 60. oraz prace teoretyczne Jerzego Ludwińskiego, który pisał we Wrocławiu i dla Wrocławia. Jego idee nie zostały wówczas zrealizowane, ale są ważnym dziedzictwem teoretycznym. Wokół jego osoby działało prężne środowisko artystyczne – Jan Chwałczyk, Zdzisław Jurkiewicz, Zbigniew Makarewicz, i wielu innych. W historii miasta chyba tylko jeszcze czasy grupy artystycznej LUXUS cechował podobny dynamizm [grupa działała na początku lat 80. – red.]. Sami artyści mówią, że od połowy lat 90. brakuje tu tej energii. Powstanie muzeum ma zaktywizować pamięć o tych ludziach i ich twórczości, ale też, a to jest bardzo trudne zadanie, przyczynić się do ponownego obudzenia energii, która wiązała się z dawną sceną artystyczną.

Język sztuki współczesnej jest często trudny, a to co niezrozumiałe budzi niechęć. Jaka jest polityka edukacyjna muzeum, czyli jak muzeum chce oswajać i przyciągać widzów?

Dzisiaj taka opinia to już po części przebrzmiały stereotyp, jeżeli spojrzymy na liczby zwiedzających w muzeach i rozwój turystyki kulturalnej. W muzeach, które mają interesującą ofertę i dobre warunki ekspozycyjne, frekwencja jest bardzo wysoka. Wydaje się, że ten stereotyp powstał w związku z formułą sztuki nowoczesnej, ze sztuką abstrakcyjną. Dzisiejsza sztuka mówi o nas, o problemach współczesnej cywilizacji. Wydaje mi się, że jeśli chodzi o opór wobec sztuki współczesnej, nie tyle mamy problem z niezrozumieniem dzieła sztuki, ile z niezgodą na opinię artysty, z dyskusją na temat wyrażonego przez niego stanowiska. Muzeum ma być forum tej dyskusji.

Czy MWW chce bardziej przemawiać do zmysłów czy intelektu widzów?

MWW [Muzeum Współczesne Wrocław – red.] będzie miało bardzo różnorodną ofertę. Będzie to duże muzeum i nie może zamykać się w jakiejś wąskiej formule. Należy jednak pamiętać, że naszym punktem wyjścia jest postać Ludwińskiego, który kojarzy się ze sztuką konceptualną, filozoficzną, bezcielesną, choć doceniał on także rolę happeningu, wprowadzania życia do sztuki. Nasz patron daje nam dość dużą wolność.
Program MWW nie jest tożsamy z programem Schronu, ale będzie czas, aby przetestować, jak ta „miniwizja programowa” będzie funkcjonować. Częścią wspólną jest stała ekspozycja poświęcona Jerzemu Ludwińskiemu i wystawy poświęcone innym artystom z nim związanym.
Tak więc wrocławscy artyści awangardowi są dla nas bardzo istotni, ale to nie wszystko. Planujemy też pokazywać sztukę, która oddziałuje nie tylko na intelekt widza, ale angażuje jego wszystkie zmysły. Schron oferuje nam bardzo specyficzną przestrzeń psychofizyczną, bez dostępu do naturalnego światła, bez okien. To prowokuje nas na przykład do pomyślenia o takich wystawach, w których właśnie efekty świetlne będą odgrywać ważną rolę i które sprawią radość widzowi poprzez swoją atrakcyjną formułę.
Otwieramy się więc na różnorodność postaw i różnorodność formalną.

W różnych wywiadach odwołuje się pani do haseł kładących nacisk na aktywność widzów, na tworzenie „wspólnot odbiorczych”. Czy to zaangażowanie odbiorcy ma pozostać w obrębie muzeum, czy dotyczyć może rozbudzenia ogólnego apetytu na sztukę? Czy, na przykład, ma pani ambicję wychowania nowych kolekcjonerów sztuki?

Widzę tu pewien problem. Wydaje się, że publiczne instytucje kultury i prywatny rynek sztuki mają inne cele i interesy. Trzeba być bardzo uważnym na tym styku publiczne – prywatne. To styk kłopotliwy, ale obie strony potrzebują siebie nawzajem po to, by dobrze funkcjonować, Ażeby scena artystyczna się dobrze rozwijała, potrzebne są różne elementy składające się na pewną infrastrukturę. Przez infrastrukturę rozumiem instytucje publiczne poświęcone sztuce współczesnej, galerie prywatne jej poświęcone, krytykę artystyczną, czasopisma i widzów, jak również kolekcjonerów. Muzeum może istnieć bez rynku sztuki, ale to istnienie jest ułomne. Rynek sztuki może istnieć bez muzeum, ale nie będzie się dynamicznie rozwijać. W Poznaniu czy Warszawie rynek sztuki dość sprawnie funkcjonuje, we Wrocławiu jest on wciąż mizerny. Mimo więc, że mój interes jest interesem publicznej instytucji sztuki, i on jest niewątpliwym priorytetem, myślę o tym, jak ożywić wrocławską scenę artystyczną. Mam na to pewien pomysł, ale trochę za wcześnie, aby mówić o szczegółach.

Pozostańmy na styku prywatne – publiczne. Czy prywatnie jest pani kolekcjonerką sztuki?

Nie, ponieważ dotyczą mnie zasady sformułowane przez międzynarodową organizację muzeów, które mówią, że bycie kolekcjonerem publicznym wyklucza posiadanie kolekcji prywatnej.
Nie jestem więc kolekcjonerem, a właściwie jestem kolekcjonerem, tyle że publicznym, i to mi bardzo odpowiada. Kolekcja zawsze jest autorska. Bardzo angażuję się w swoją pracę i mimo tego, że nie jestem właścicielką tych kolekcji, które stworzyłam, lub miałam wpływ na ich zawartość, czuję z nimi związek, jestem z nich dumna i myślę o nich jako o swoich. Cieszę się, że „moja” kolekcja nie wisi u mnie w mieszkaniu, lecz może być dostępna dla publiczności. Ta praca daje dużo satysfakcji.

MWW będzie prezentowało sztukę współczesną we wspaniałym nowoczesnym budynku. Czy będzie tam miejsce na sztukę kulinarną? Jakie jedzenie pani zdaniem komponuje się z tą sztuką?

Zdaję sobie sprawę, że gastronomia pełni rolę wizerunkową w muzeum i przykładam dużą wagę do miejsca spożywania posiłków w obu planowanych obiektach.
W Schronie tzw. klubokawiarnię zaprojektowała bardzo znana para artystów, duet artystyczny L/B (Sabina Lang i Daniel Baumann). Zasłynęli realizując m.in. kapsułę hotelową na budynku Palais de Tokyo w Paryżu. Dla mnie wzorem gastronomii muzealnej jest właśnie Palais de Tokyo, w której restauracja jest z jednej strony częściowo niezależna od ekspozycji, bo jest otwarta dużo dłużej, ale też jest podporządkowana potrzebom publiczności galerii. Wieczorami zamienia się ona w wykwintną restaurację, podczas gdy w ciągu dnia oferuje przystępne lancze. Natomiast w barze obok, w niezobowiązującej atmosferze, można zjeść świetne zupy za trzy euro.
Chcę, aby w obu budynkach w ciekawej designerskiej przestrzeni podawano zdrowe, smaczne jedzenie w różnych wariantach cenowych. We Wrocławiu będziemy mieli na początek wspaniały, psychodeliczny, ale też użytkowy projekt L/B. Już teraz zapraszam do tej kawiarni i, oczywiście, na wystawy.

Rozmawiała Dorota Koczanowicz