Kino pozostaje kinem

Luty, 2012  |  , , ,    
Luty, 2012

Roman Gutek, dystrybutor – współwłaściciel Gutek Film, organizator festiwalu filmowego Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Kiniarz, zarządzający własnym studyjnym kinem Muranów w Warszawie. Idealista w biznesie i pasjonat kina artystycznego na co dzień, opowiada o swojej działalności.

 

Business&Beauty: Jest pan dystrybutorem, właścicielem kina studyjnego, organizatorem festiwali. Nieczęsto zdarza się, aby jedna osoba stała za tak dużą liczbą filmowych projektów. Jak taka działalność wygląda od strony ekonomicznej, czy w Polsce się to opłaca?

Roman Gutek: Kupowaniem praw do filmów, ich dystrybucją w polskich kinach i na DVD oraz sprzedażą do stacji telewizyjnych zajmuje się powstała w 1994 roku firma Gutek Film. Firma zarządza także warszawskim kinem Muranów. Od początku jej istnienia założyłem sobie, że Gutek Film będzie zajmował się kinem autorskim, ambitnym, artystycznym. Od prawie 20 lat to założenie się sprawdza, również pod względem ekonomicznym. Dotychczas firma wprowadziła do kin ponad 300 tytułów, które obejrzało ponad 10 milionów widzów. Staramy się tak planować zakupy prawa do filmów, aby mieć jeden lub dwa głośne filmy w roku, których dystrybucja przynosi większe zyski. Zarabiamy na filmach Pedro Almodóvara czy Larsa von Triera. Ich filmy ogląda kilkusettysięczna publiczność. Naszymi najbardziej dochodowymi tytułami były „Amelia” i „Pachnidło”. Zarobione na tych filmach pieniądze przeznaczamy na wprowadzenie na ekrany kin ciekawych filmów autorskich, takich jak na przykład ostatnio grecki „Attenberg”, których oglądalność waha się pomiędzy 5-10 tys. widzów. Jako pasjonat kina widzę głęboki sens w ich wyświetlaniu. Dystrybucja filmów europejskich jest wspierana przez Unię Europejską poprzez program MEDIA.

Natomiast festiwale filmowe nie przynoszą zysków, gdyż ich przygotowanie pochłania duże pieniądze. Organizowane w Wrocławiu przez Stowarzyszenie Nowe Horyzonty festiwale Nowe Horyzonty i American Film Festiwal mogą się odbywać tylko dzięki hojności miasta Wrocław, dotacjom z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej i Unii Europejskiej, pieniądzom od głównego partnera Polskiej Telefonii Cyfrowej – operatora sieci T-Mobile (wspiera festiwal od 9 lat) oraz wpływom ze sprzedaży karnetów i biletów (ok. 10% całości kosztów).

Jak wygląda proces zakupu filmu topowego reżysera, np. Almodóvara?

Najczęściej nowe projekty filmowe ogłaszane są kilka tygodni przed dużymi targami filmowymi (Cannes, Los Angeles, Berlin). Jeszcze przed targami można otrzymać scenariusz nowego filmu. Już na targach dowiadujemy się o cenie licencji.

Sprzedawcy praw starają się otrzymać jak największą zapłatę. Negocjują więc sprzedaż z liczącymi się polskimi dystrybutorami. Najczęściej prawa nabywa ta firma, która jest gotowa zapłacić najwięcej. Ważna jest także wiarygodność i doświadczenie firmy. Trzeba zwrócić uwagę na fakt, że film często kupuje się w pakiecie z dwoma, czasami trzema innymi tytułami. Do filmów tych większych niezależnych reżyserów: Almodóvara, Triera, Lyncha czy Jarmuscha agenci sprzedaży dokładają dwie pozycje, za których sprzedaż również odpowiadają. Kluczową rolę w takich wypadkach odgrywa znajomość realiów rynku, czytanie scenariuszy, wypracowanie kontaktów. Jakub Duszyński, który w Gutek Film odpowiada za zakupy, wykonuje bardzo dobrą pracę.

Co, pana zdaniem, jest najważniejsze w kontaktach biznesowych na linii dystrybutor – właściciel praw do filmu?

Największą rolę w całym przedsięwzięciu odgrywa uczciwość. Od 1995 roku i filmu „Kwiat mego sekretu”, Gutek Film wprowadził do kin wszystkie kolejne filmy Almodóvara. Po 10 latach współpracy, w naszej (już byłej) siedzibie, przy ul. Zamenhofa w Warszawie, pojawił się audytor reprezentujący producenta filmów Almodóvara. Przez dwa dni sprawdzał nasze księgi rachunkowe. Warto wiedzieć, że przy kupowaniu filmów wpłaca się zawsze minimum gwarantowane, np. 100 tys. euro, przy czym 20% płaci się przy podpisaniu kontraktu, pozostałe 80% płacimy, gdy film jest gotowy. To jest zaliczka, filmu nie kupuje się za jednorazową opłatą. Dalej, trzeba zrobić kopie, zadbać o promocje, wykonać plakaty, itd. – niech to będzie kolejne 100 tys. euro, które również musi być zaakceptowane przez producenta. Po wprowadzeniu filmu do kin, dwa razy w tygodniu wysyła się raporty, informujące producenta o kwocie, która zwróciła się z tych 200 tys. euro. Gdy pojawia się zysk, ja jako dystrybutor jestem zobowiązany do dzielenia się nim z producentem w wysokości zapisanej w kontrakcie. Stąd też bardzo ważną rolę, oprócz uczciwości, odgrywa solidność. Podczas kupowania praw do ostatniego filmu Almodóvara („Skóra, w której żyję”), pojawił się problem – agentem sprzedaży była Amerykanka, z którą wcześniej nie pracowaliśmy i która zażądała astronomicznej sumy za możliwość dystrybucji filmu. Odpuściliśmy i życzyliśmy szczęścia do znalezienia dystrybutora w Polsce za takie pieniądze. Po dwóch tygodniach agent sprzedaży wrócił, przedyskutował sprawę z producentami, którzy chcieli kontynuować współpracę z Gutek Film, prawa udało się nabyć taniej.

Jakie są najczęstsze przeciwności decydujące o tym, że film nie trafia na polski rynek?

Często pojawiają się problemy z prawami do filmów. Przy wydawaniu pakietów filmowych, np. Antonioniego, problemem okazało się to, że prawa do jednego z filmów ma duża amerykańska firma, która nie była zainteresowana współpracą. Zdarza się też tak, że właściciele praw żądają ogromnych pieniędzy za prawa.

Nigdy nie pojawiła się pokusa, aby kupić coś bardziej komercyjnego?

Był taki film „W stronę Marrakeszu” z Kate Winslet (zaraz po tym, jak zagrała w „Titanicu”). Przeczytaliśmy scenariusz, uwierzyliśmy w jego magię, w magię Kate Winslet i… przepłaciliśmy. Dopiero później wydanie DVD i sprzedaż do telewizji (a to był dobry film do telewizji) zrekompensowały nam zakup – nie wyszliśmy stratni. Wydaje mi się, że warto trzymać się swojej niszy, zajmować się tym, na czym najlepiej się znamy. Trzeba też pamiętać o tym, że firma taka, jak Gutek Film, nie jest w stanie wprowadzić więcej niż 20 filmów rocznie do kin i na DVD. Na filmach ambitniejszych też da się zarobić, nie jest to łatwe, ale możliwe.

W jaki sposób promować tak niszową działalność?

Wierzę w to, że ma sens indywidualne traktowanie filmu. Nie zawsze się to udaje, jest dosyć ograniczona liczba sposobów promocji czy marketingu. Mówiąc o kinie, trzeba budować społeczność. Żeby ludzie chcieli wrócić, trzeba ich wiązać na wszelkie sposoby z kinem. To oznacza dbanie o wygodę widza, o jakość projekcji, wygodne siedzenia, barek, klimatyzację. Brak parkingu przy kinie Muranów rekompensuje bliskość stacji metra. Kino powinno mieć swój charakter, z którym konkretne grupy widzów będą się utożsamiać. W dzisiejszym szumie informacyjnym wydaje mi się to bardzo istotne. Kiedyś znacznie większą rolę w kształtowaniu gustów odgrywała krytyka, dziś nazwisk jest znacznie mniej – ufa się Tadeuszowi Sobolewskiemu czy Pawłowi T. Felisowi.

Co można wykorzystać przy promocji takiej działalności?

Warto budować dobre relacje z mediami. Dbamy o promocję w radiu, o to, aby się jak najwięcej o naszym repertuarze pisało w dodatkach kulturalnych do gazet. Bardzo ważne są również portale społecznościowe. Na stronie festiwalu Nowe Horyzonty istnieje forum, na którym staram się udzielać, dyskutować o projektach i poznać opinię widzów na temat festiwali. W przypadku kina ambitnego nie da się w żaden sposób zbadać opinii społecznej, narzędzia w postaci ankiet nie działają. Trzeba polegać na kontaktach z widzami, festiwalach i własnym doświadczeniu, być kojarzonym z konkretnym repertuarem, być wyrazistym.

Bardzo ważna w kształtowaniu kultury jest rola szkoły. Kiedyś w szkołach średnich były lekcje plastyki połączone z historią sztuki, lekcje muzyki, poznawało się klasykę. Dziś, niestety, tego prawie nikt nie uczy.

Czym różnią się od siebie studyjne kina w Warszawie?

Repertuar jest podobny. Przede wszystkim właściciele kin studyjnych są różni: kino Kultura jest prowadzone przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich i nie jest nastawione na zarabianie pieniędzy, Luna z kolei należy do instytucji marszałkowskiej, Kinoteka jest prywatna, KinoLab należy do Centrum Sztuki Współczesnej, Muranów jest prowadzony przez spółkę. Należy wziąć pod uwagę ich różną sytuację ekonomiczną, wynikającą ze struktury własności, odmienne priorytety i cele. Gutek Film musi zarobić na kinie, ale nie idziemy na kompromisy. Konsekwentnie gramy dobry repertuar. W Muranowie odbywa się też dużo przeglądów i festiwali.

Jaki jest główny czynnik pozwalający utrzymać własne kino studyjne?

Coraz trudniej jest utrzymać kino: maleje liczba widzów, a koszty wzrastają. Wzrasta czynsz, trzeba inwestować duże pieniądze w sprzęt do wyświetlania filmów w technice cyfrowej oraz różne bieżące naprawy. Udaje się utrzymać przede wszystkim dlatego, że głównie gramy własne filmy, gdybyśmy grali cudzy repertuar, musielibyśmy się dzielić połową wpływów (najczęściej takie są umowy pomiędzy kinem a dystrybutorem).

Wspomniał pan wcześniej o tworzeniu społeczności związanej z kinem. Jak to wygląda w Muranowie?

Zawsze starałem się być blisko ludzi. Ważne dla mnie było to, aby kino miało charakter, aby wiadomo było, kto za nim stoi. Pomagał mi fakt, że przez 6 lat biuro Gutek Film mieściło się w kinie. Często witałem widzów przy wejściu, zapowiadałem filmy, rozmawiałem z ludźmi po seansach. Chciałem budować społeczność związaną z Muranowem, ale to jest dosyć trudne. Wydaje mi się, że wystrój kina jest dobry, jest przytulnie. Jest mała księgarnia, gdzie można kupić filmy, książki, muzykę filmową. Ludzie zamawiają u nas wydania zagraniczne książek i filmów na DVD, których w naszym kraju nie ma. Myślałem o tym, by kawiarnia skupiała ludzi, by odbywały się w niej dyskusje, ale to nie do końca się sprawdzało. Kiedy pojawiał się znany reżyser, ludzie rozmawiali z nim w holu. Trochę naiwnie wierzyłem w ideę klubokawiarni w kinie. Tymczasem jeżeli ludzie chcą posiedzieć i pogadać, idą do kawiarni. Kino jednak pozostaje kinem.

Roman Gutek

Festiwale odbywają się pod egidą Stowarzyszenia Nowe Horyzonty. Gutek Film jako spółka ma coś z tym wspólnego?

Gutek Film jest współorganizatorem Nowych Horyzontów i American Film Festival, które odbywają się we Wrocławiu. Tworząc Stowarzyszenie Nowe Horyzonty, chciałem oddzielić działalność festiwalową, na której się nie zarabia, od Gutek Film. Chciałem, aby było to przejrzyste i klarowne. Na początku Gutek Film włożył kilka milionów złotych w Nowe Horyzonty. Nie żałuję tego, na pierwszym festiwalu w Sanoku było już ponad 20 tys. ludzi. Wierzyłem, że ma to sens, że uda się znaleźć sponsora. Festiwale filmowe nie przynoszą zysków, gdyż ich przygotowanie pochłania duże pieniądze. Jak już wspomniałem wcześniej, bez naszych sponsorów byłoby to niemożliwe.

Nowe Horyzonty są chyba najbardziej rozpoznawalnym festiwalem. Co, według pana, przyczyniło się do jego sukcesu?

Przede wszystkim jego program, na który składają się wyjątkowe filmy, których nie ma w repertuarze kin i na innych festiwalach. Przy wyborze filmów na festiwal kierujemy się własnym gustem, przez to festiwal jest wyrazisty. Widzowie ufają naszym wyborom. Dzięki Nowym Horyzontom w Polsce zostało wypromowanych wielu niszowych twórców. Ponadto festiwal odbywa się w wakacje, kiedy nie ma presji pracy, presji zaliczeń na studiach. Wrocław jest bardzo dobrym miastem na tego typu wydarzenie, panuje tu fajna atmosfera. Festiwal jest miejscem spotkania z ludźmi, których łączy ta sama pasja, pasja kina.

Stowarzyszenie Nowe Horyzonty zajmuje się również działalnością edukacyjną. Na czym ona polega?

Za projekt związany z edukacją dzieci i młodzieży odpowiedzialny jest Maciej Jakubczyk i jego zespół. W warsztatach i na lekcjach w kinie organizowanych w 22 miastach bierze udział ponad 60 tys. dzieci (do samego Muranowa przychodzi około 8 tys.). Nasz program edukacyjny dostosowany jest do programu nauczania w szkołach. Raz w miesiącu jest wyjście do kina, odbywa się lekcja z filmem, przed seansem jest prelekcja i wprowadzenie. Program obejmuje nie tylko kino współczesne, staramy się aby dzieci i młodzież poznawały historię kina i klasykę. Tam, gdzie to możliwe, współpracujemy z Filmoteką Narodową. Po seansie rozmawiamy o treści, formie, o elementach języka kina. Odbywają się spotkania ze scenarzystami i autorami zdjęć. Prowadzimy również warsztaty z kręcenia filmów. W trakcie festiwalu Nowe Horyzonty odbywają się warsztaty dla 200 nauczycieli z całej Polski, w trakcie których pracujemy nad sposobami wykorzystania kina w szkołach.

Projekt ten bardzo wspierają Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Polski Instytut Sztuki Filmowej. Myślimy o przyszłości, część tej młodzieży i dzieci to potencjalni widzowie, którzy będą oglądali trudniejsze filmy i uczestniczyli w festiwalach. Staramy się zachęcać widzów do oglądania filmów w kinie od najmłodszych lat i rozbudzić w nich zainteresowanie kinem.

 

 

Rozmawiał Adrian Turecki

fot. Nowe Horyzonty

 







Zobacz także