Jak się robi dziecko

Kwiecień, 2012  |  , , ,    
Kwiecień, 2012

Staśkom, Baśkom i Elizom

 

Do zrobienia dziecka potrzebne nam będą:

Grupa nie całkiem normalnych ludzi, im większa, tym lepsza, im bardziej zróżnicowana geograficznie, etnicznie, płciowo, tym większa szansa na sukces. Ale do grupy jeszcze wrócę.

Bo na początek niezbędne będzie: byle jak funkcjonujące ministerstwo; im więcej byle jak funkcjonujących ministrów, urzędników niższych i wyższych, im większy bajzel w strukturach, tym większe szanse, że dziecko będzie niepodzielnie nasze.

Dobre jest  ministerstwo, które obiecało, ale zapomniało, może być rzecznik krajowy, który się oburzył, kilku lekarzy, co się obrazili.

Potrzebna jest woda. Której nabrali w usta minister i jego pomocnicy.

Potem trzeba wziąć 460 posłów, którzy dopiero co dziarsko ślubowali, że będą pośredniczyć między tymi, co potrzebują, a tymi, co zapomnieli albo nabrali. Albo najpierw nabrali, a potem zapomnieli. Ale posłowie też już zapomnieli. No więc, trzeba nam jeszcze jednego wariata, żeby każdemu po kolei przypomniał.

Mamy czasy, jakie mamy, każdy poseł dostał ajpada, no to po coś musi go mieć, oprócz tego, żeby sobie na fejsie robił apdejty w statusie.

Trzeba wziąć jeszcze listę adresów mailowych naszych dzielnych przedstawicieli w sejmie.pl. Zaręczam, że przy setnym zwróconym e-mailu nie będziemy chcieli oddać dziecka pod opiekę przedstawiciela, którego:

1) adres nie istnieje w domenie Sejmu RP,
2) podany inny adres także nie istnieje,
3) podany adres istnieje, ale skrzynka jest zapchana po sufit i nasz e-mail już się nie zmieścił,

4) adres biura poselskiego to np. wiolka-mariolka765@interia.pl

No i, oczywiście, do tego wszystkiego potrzebne nam będzie dziecko. Bo ono już jest. I do tego chore, ale dzięki tej wodzie w ustach, i temu zabieganiu ministrów, i temu popłochowi w kanałach komunikacyjnych jest tak niedostrzegalne, jakby go prawie nie było.

Ale cieszmy się, bo gdyby politycy zajmowali się tym, czym powinni, czyli służbą społeczną, gdyby urzędnicy urzędowali, to za nic nie mielibyśmy dziś dziecka. Skoro się na nie zdecydowaliśmy, to teraz potrzebni będą tacy, których można będzie bezkarnie za darmo zajeździć na śmierć. Oni będą rozprowadzać ulotki, szukać znajomości w mediach, wklejać w facebookowe profile prośby błagalne. Przeczesywać listy mailingowe za jednym dobrym adresem. Sami sobie są winni – kto im kazał mieć dobre serce?

Zbędna przy robieniu dziecka będzie mentalność Kowalskiego w drodze po sekator pani Malinowskiej. Bo wtedy ani żywopłotu, ani dziecka.

Trzeba się również odczulić na głosy, takie jak wypowiedź pewnej znanej osoby, która jakby miała reagować na wszystkie takie akcje, to by nie miała czasu się po głowie podrapać. Z doświadczenia wiadomo, że ktoś, kto nie ma czasu reagować na wszystkie takie akcje, nie ma czasu i na jedną. A my przecież nie mamy czasu na przekonywanie osoby, co nie ma czasu, bo dziecko czeka.

Trzeba się nauczyć mówić: proszę, dziękuję; przepraszam, że proszę. Można też sobie zaskarbić opinię oszołoma, ale zazwyczaj jest się już trochę wariatem porywając się na dziecko w dzisiejszych czasach, kiedy już nawet z lodówki wyskakują nam prośby o 1% .

Wielu z nas oddycha z ulgą, że kończy się sezon na 1%, że przestaną nam wyzierać spod każdej pokrywki wyrzuty sumienia, że przecież wszystkim pomóc się nie da, bo przecież od tego jest państwo, bo przecież kto, na miłość boską, jest w stanie uzbierać 40 tysięcy  złotych miesięcznie? I to miesiąc po miesiącu, rok po roku, bo państwo nie zrefunduje, bo się rozmyśliło.

Skąd się bierze dziecko?

Bo od czegoś trzeba zacząć. Kiedyś dzieci brały się z kapusty. Dziś, jak wszystko, dziecko bierze się z Facebooka, albo innego portalu społecznościowego.

Można je wziąć z kosza na śmieci, do którego wyrzuciliśmy ulotkę wciśniętą nam przy wyjściu z supermarketu. Nie wypadało nie wziąć, ale w domu już można wyrzucić. Można dziecko wziąć z przystanku autobusowego, na którym ktoś powiesił skserowaną kartkę z informacją, że Kasia, Basia, Stasio, z mukowiscydozą, z porażeniem mózgowym, z pompą do karmienia pozażołądkowego, z rzadką chorobą nierefundowaną.

A więc, dopóki  ministerstwo nie ma czasu, dopóki nabrana w usta woda bulgocze,  lekarze się obrazili, zbłąkani posłowie nie wiedzą, co to e-mail, róbmy dziecko, bo nikt inny go za nas nie zrobi.

 

Ewa Henry

Ilustracja autorki

 






Zobacz także