Gorąca linia: Polska – Brazylia

Luty, 2011 | Tagi:  , , , , ,    




Brazylia jest jednym z największych skupisk Polaków – ponad dwa miliony mieszkańców. W Polsce zaś wciąż poszerza się grono miłośników kultury (a w szczególności muzyki) brazylijskiej i dla nich właśnie organizowane są wszelkiej maści spotkania i festiwale.

Dość tego smutku!

Zazwyczaj fascynacja kulturą Brazylii zaczyna się od zauroczenia jej muzyką. Mas que nada, czy Girl from Ipanema, to tytuły piosenek znane nawet laikowi. Co więc zrobić ma wspomniany laik, pragnący poznać muzykę Brazylii od podszewki?
– Człowiek, który wpada na pomysł, że chce nagle wiedzieć wszystko na temat muzyki brazylijskiej, powinien nabrać pokory i dystansu do tego tematu – mówi Paweł Kucharczuk, animator kultury latynoamerykańskiej w Polsce, didżej/prezenter radiowy, znany jako Ed Szynszyl, dyrektor festiwalu „Bom Dia Brasil”: W Brazylii ‘blisko’ oznacza dystans pięciuset kilometrów, a ‘małe miasto’ liczy sto tysięcy mieszkańców – podobnie jest z historią muzyki brazylijskiej. Z perspektywy osoby, której wpadła w ucho brazylijska piosenka, gdzie ktoś szeleści po portugalsku/brazylijsku, najlepszym wyjściem jest zakup płyty-kompilacji „The best of…”. – Nie można Brazylii zamykać w dwóch, czy trzech nurtach muzycznych, ponieważ jest ich tak dużo, że nie sposób wszystkie wymienić – dodaje Kucharczuk. Tereny Brazylii to region, w którym następuje wymieszanie trzech korzeni kulturowych: afrykańskich, indiańskich (Indigeno-brasileiros) oraz portugalskich. Połączenie tak różnorodnych kultur objawia się synkretyzmem w muzyce – łączą się bowiem instrumenty strunowe z perkusyjnymi, spokojne rytmy i tonacje nostalgiczne, molowe, z dynamicznymi akcentami w durowych tonacjach. Również taniec łączy kulturę afrykańską i śródziemnomorską z elementami kultury rdzennych mieszkańców Brazylii. Według Kucharczuka jest to forma doskonała.

Muzyka Brazylii jest słoneczna, radosna i mimo swojego nostalgicznego rodowodu stała się synonimem karnawałowej zabawy. Warto przypomnieć, że jeszcze na początku dwudziestego wieku muzyką karnawałową świata zachodniego była polka. Unikatowe brzmienie karnawału w Rio, czyli samba, jak przekonuje Kucharczuk, pojawiło się dużo później: ewoluowała z portugalskiej muzyki fado, granej podczas festas das pinas – corocznej degustacji młodych roczników win. Portugalczycy spotykali się w piwnicach, pili swoje wino, grali swoje fado i zapraszali kobiety, które były mistrzyniami w przyrządzaniu różnego rodzaju słodyczy. Wraz z nimi pojawiły się ich dzieci, a dzieci, jak to mają w zwyczaju, zabierały na te spotkania swoje zabawki, między innymi instrumenty perkusyjne… – Nie należy jednak zapominać, że nadal były to pieśni rzewne, dalekie od karnawałowego nastroju. Pierwszą osobą, która powiedziała: „Dość tej tęsknoty, dość smutku boler i fado, które nie potrafią cieszyć!”, była Elizete Cardoso. Nagrała ona piosenkę autorstwa Antona Carlosa Jobima i Vinicio de Moraesa pod tytułem Dość tęsknoty, czyli właśnie Chega de saudade. I od tego cała bajka się zaczyna – kontynuuje Paweł Kucharczuk. – Jeśli chodzi o segment muzyki brazylijskiej w Polsce, to dziesięć lat temu, gdy zaczynaliśmy, istniały dwa zespoły na krzyż. Teraz jest wiele zespołów muzyczno-tanecznych, które grają przyzwoicie i odnajdują się w tej stylistyce. W Polsce jest zapotrzebowanie na egzotykę, na karnawał, na radość – i bardzo dobrze. Otwieramy się na świat, szukamy nowych smaków – cieszy się Kucharczuk.

Uśmiech! Słońce! Energia!

Kolejnym fenomenem kultury brazylijskiej jest popularność samby – tańca opartego na energicznym ruchu bioder przy akompaniamencie instrumentów perkusyjnych. Skąd pochodzi samba? Uważa się, że wywodzi się ona z tańca Murzynów ze szczepu Bantu, tańca „w kółko”, który do Ameryki przybył wraz z niewolnikami – jak tłumaczy Kucharczuk, można mówić samba, semba, a także simba, ponieważ wszystkie te nazwy są prawidłowe i oznaczają ruch okołopępkowy – w sambie mocno zaznaczone są role kobiety i mężczyzny. Samba jest szybkim tańcem, bogatym w różne wariacje. Wymaga od tancerzy ruchów całego ciała, akcentowane są ruchy bioder.

Muzykolodzy z całego świata do dziś wiodą spory, gdzie powstała samba. Prawdopodobne miejsca narodzin to Salwador w stanie Bahia, i Rio de Janeiro. W latach krystalizacji i rozwoju gatunku samba była spychana w stronę slumsów, faveli, czyli miejsc zamieszkałych przez najuboższe warstwy społeczeństwa Brazylii. – Jednak i tym razem okazało się, że nie kultura pałacowa, a „ruch oddolny” miał największe znaczenie – folklor ulicy stał się dziedzictwem kulturowym Brazylii – podsumowuje Kucharczuk.

Samba różnicuje się na wiele typów, np. samba pagode, samba partido alto, samba en redo i wiele innych. Jako jeden z narodowych towarów eksportowych Brazylii jest niezwykle popularna w Polsce. Adriana Goulart, tancerka i założycielka jednej z pierwszych w Polsce szkół samby, ma niezawodny sposób na reklamę samby: „Samba to jest szczęście. To jest sposób bycia. Cel tańczenia samby? Dla mnie celem zawsze było: ‚bo mi się podoba’. Kiedy słyszę bębny, od razu serce bije mi mocniej i mam wrażenie, że kiedy ludzie chodzą na moje zajęcia, czują to samo. To jest tak przyjemne, że od razu się uśmiecham, od razu myślę o słońcu. I to jest mój cel w Polsce – podczas zajęć, czy pokazów samby, chcę wprowadzać słońce” – rozpromienia się. Ale zaraz poważnieje i dodaje: „Kiedy tańczę na pokazie, mam specjalny strój, pióra, buty na koturnach, jestem jak z bajki. Ludzie to lubią, czekają na to. Ale strój nie zatańczy za ciebie”. Przy takim podejściu do pracy, młodzi adepci szkół samby w Polsce mają spore szanse dogonić w umiejętnościach swoje koleżanki i kolegów zza oceanu.

samba

Okazuje się również, że samba to taniec dla osób w każdym wieku. Jedyne, co może paraliżować na pierwszych zajęciach, to… nieśmiałość. Ale i na to Adriana Goulart ma sposób. – Na pierwsze zajęcia kobiety przychodzą zakryte od stóp do głów. Wtedy ja podnoszę bluzkę i pokazuję kawałek ciała, mówiąc: „Zobaczcie, ten ruch ma tak wyglądać” i po chwili widzę, że uczestniczki zajęć powoli zaczynają odsłaniać brzuchy. Na drugich, trzecich zajęciach dziewczyny mają już krótkie spódniczki, lub szorty, świetnie się czują i świetnie wyglądają – twierdzi instruktorka i podkreśla, że Polki są piękne, ale pełne kompleksów wobec Brazylijek. – W Brazylii kobiety nie są szczupłe, mają grube nogi. Powtarzam uczniom, że to, jak wyglądają, nie jest najważniejsze. Jeżeli czujesz się piękna, to ludzie też myślą, że jesteś piękna. To samo dotyczy wieku – w Polsce często słyszę: masz czterdzieści lat – koniec życia, masz dziecko – koniec życia! Skądże! W Brazylii kobiety po czterdziestce zakładają bikini i idą na plażę! – rozpromienia się Goulart dodając, że w pracy tancerki samby najważniejszy jest dystans do samej siebie. – Raz zdarzył mi się nieprzyjemny upadek. Do dzisiaj się z niego śmieję. Miałam biały strój, w którym paradowałam – dużo piór, wysokie obcasy. Przed moim pokazem tańczyli chłopcy, którzy wysmarowali się kremem – i ten krem znalazł się na podłodze. Kiedy zrobiłam obrót na tej śliskiej podłodze – upadłam. Nogi wypadły z koturnów, nakrycie głowy mi się przesunęło. Leżałam na ziemi myśląc, co mam robić. Wstałam spokojnie, zdjęłam nakrycie głowy i dalej tańczyłam. Oczywiście, część publiczności się śmiała, bo to wyglądało zabawnie – ja też bym się śmiała na ich miejscu. Kiedy wróciłam na scenę po raz drugi, aby zaprosić gości do axe [czyt. asze, port./braz. wspólnej zabawy, pozytywnej energii – przyp.aut.] mówiąc: „Uwaga na śliską podłogę, żeby nikt nie miał takiego wypadku, jak ja!” – wszyscy wyszli i bawiliśmy się świetnie.

Nie każdy pokaz samby jest beztroską zabawą. – Największa rewia karnawałowa na świecie, to Carnaval Carioca Em Rio de Janeiro – przypomina Paweł Kucharczuk. – Przyciąga ona tysiące turystów spragnionych egzotycznej rozrywki na sambodromo [sambodrom – projekt brazylijskiego architekta Oscara Niemeyera, olbrzymia platforma na której tańczą passistas – zawodowi tancerze i tancerki samby – przyp.aut.].

Adriana Goulart na sambodromie tańczyła po raz pierwszy jako kilkulatka, w asyście swojego ojca, i dokładnie wie, co dzieje się podczas karnawału w Rio. Na froncie są passistas, którzy mają pióra, skąpe stroje i tańczą podstawowy krok. W każdej szkole samby wybierany jest konkretny temat, pod który dopasowywane są piosenki, ubrania i wystrój sambodromu. – Jeśli wybierają Polskę, to pojawią się piosenki o waszym kraju, będzie tam góral, będzie śnieg, ale rytm i krok taneczny zostanie taki sam – wylicza Goulart. – Nie znaczy to jednak, że osoba, która nie potrafi tańczyć kroku samby, nie może wziąć udziału w zabawie. Może, tylko nie tańczy kroku samby, przebrana na przykład za krakowiaka, a po prostu idzie, szczęśliwa, że bierze udział w paradzie – podsumowuje.

– Co roku największe szkoły samby rywalizują o prym tej najważniejszej. To jest potężny biznes i jeszcze większa machina promocyjna – przypomina Paweł Kucharczuk. W Europie natomiast samba stała się tańcem towarzyskim, turniejowym, tracąc wiele ze swego „dzikiego” uroku.

Ja z tobą nie walczę, chociaż bym mógł…

Amatorzy mocnych wrażeń i wyżej wspomnianego „dzikiego uroku”, mogą dać ujście nadwyżkom energii na zajęciach z capoeiry. Tutaj folklor i wierzenia afrobrazylijskie przeplatają się z akrobatyką, a nawet śpiewem i grą na instrumentach.
– Capoeira to jest pełnia sztuki – uważa Ricardo Marques, nauczyciel w stopniu profesora, prowadzący warszawską grupę Capoeira Liberdade. I dodaje, że nie ma osoby, która nie nadaje się do capoeiry. – Jak w każdej sztuce walki – zależy kto czego szuka. Jeśli chcesz walczyć – zapraszam do capoeiry. Jeśli chcesz tańczyć i śpiewać – zapraszam do capoeiry. Jeśli chcesz utrzymać ciało w dobrej formie – zapraszam do capoeiry. Capoeirę ćwiczy się na całym świecie, w ponad stu czterdziestu krajach, również w Japonii i Chinach. Jedyne miejsce, gdzie się nie ćwiczy, to Alaska – wylicza Marques. – Typowa lekcja zaczyna się, jak każde zajęcia taneczne, rozgrzewką. Jeśli uczę grupę czegoś nowego, to zawsze tłumaczę, po co to robimy. U nas grupa wrzuca na luz – śmieje się – a rozgrzewką może być na przykład berek. W berku pracują nie tylko mięśnie, ale również koncentracja i wyobraźnia. Zabawa polega na ataku i obronie. Jeśli przyjdziesz pierwszy raz na zajęcia, to po rozgrzewce ktoś, kogo ja wyznaczę, pokaże ci podstawy. Mam w grupie osoby średniozaawansowane, które zajmują się nowicjuszami na pierwszych, drugich zajęciach. Moja najmłodsza uczennica miała rok i dwa miesiące. Dawała radę, wystarczy chodzić na zajęcia – zapewnia instruktor.

Zajęcia z capoeiry cieszą się w Polsce dużym powodzeniem. Ćwiczą zarówno mężczyźni, jak i kobiety; niektóre grupy mają specjalne szkółki dla dzieci. Warto pokonać strach przed nieznanym i wybrać się na pierwsze zajęcia, które w większości grup są darmowe; nie trzeba również wydawać majątku na specjalny strój do ćwiczeń. Prowadzący zajęcia zawsze proponuje, żeby spróbować wszystkiego. – Wiem, że są ludzie, nie tylko w Polsce, ale i w Brazylii, którzy się boją spróbować – ubolewa. – Moim zdaniem nie powinni się bać. Oczywiście, nigdy nie każę na pierwszych zajęciach skakać salta, bo to jest, powiedzmy, niemożliwe. Zawsze jednak powinieneś spróbować, zamiast mówić „A, nie mogę!”, „A, nie potrafię!” – moduluje głos, robiąc minę przerażonego nowicjusza i zaraz dodaje, że nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, że potrafi stać na rękach czy zrobić salto. – Ale ludzie boją się tego, czego nie znają. To jest po prostu blokada psychiczna, więc żadna osoba w grupie nie będzie kazała nowicjuszowi zrobić tego, czego on się boi – dodaje. – Nie każdy musi robić salto, ale grać na instrumentach powinien każdy. U nas w grupie muzyka stanowi pięćdziesiąt procent capoeiry – przekonuje Marques. – Jeżeli ktoś nie umie skakać salta, ale jest dobry muzycznie, to na pewno kiedyś zostanie mistrzem. A jeżeli ktoś umie zrobić salto, ale nie umie grać na instrumentach lub śpiewać, to najprawdopodobniej nigdy nie będzie mistrzem; nie u nas w grupie.

berimbau

Berimbau

Capoeira to nie tylko trening ciała – można tu znaleźć także coś dla duszy. Po każdej grze odbywa się tradycyjny rytuał, zwany Roda. – To jest „koło” po portugalsku. – wyjaśnia Marques. – W czasach niewolnictwa [gdy niewolnikom nie wolno było gromadzić się, ponieważ rodziło to ryzyko buntu – przyp. aut.] mężczyźni i kobiety ćwiczący capoeirę, stawali w kole. Jak przychodził nadzorca, to kobiety wchodziły do środka i udawały, że to jest taniec. My wierzymy, że tam jest rytmika i energia, axe. Gdy stoimy w kole, axe przechodzi przez nasze kółko, i te dwie osoby, które grają w środku oraz te, które klaszczą i śpiewają, czują energię.

Capoeira nie jest walką sensu stricto, tylko grą – ma na celu skonfundowanie potencjalnego przeciwnika poprzez szereg uników tak, aby atakujący, wierząc że atakowany jest od niego słabszy, nie spodziewał się silnej i skutecznej obrony, jaka nastąpi zaraz potem. Kluczowe jest ukazanie rywalowi potencjału swoich możliwości: „jestem w stanie cię pokonać”, i tu capoeira staje się nie tylko konfrontacją fizyczną, ale i wojną psychologiczną.

Jako sztuka walki jest głęboko osadzona w kulturze muzycznej Brazylii. Istnieją specjalne śpiewniki capoeiristy, oczywiście w języku portugalskim; wykonywane są również specjalne instrumenty, a najbardziej znanym jest berimbau. – Powstał po to, żeby udawać, że capoeira nie jest walką, tylko tańcem. Berimbau był kiedyś używany przez ulicznych sprzedawców, którzy w ten sposób naganiali klientów, dziś jest to najbardziej znany instrument używany w capoeirze. Jedyny na świecie instrument jednocześnie strunowy i perkusyjny, ponieważ uderza się w niego, by uzyskać dźwięk i on nadaje rytm. Jest zrobiony ręcznie. Drut jest ściągany ze starej opony. Duży kij, to gałęzie, specjalnie wybrane przez osobę, która się na tym zna. Najpopularniejszym gatunkiem drzewa jest beriba. Można też używać drewna canela, bambusa, czy jacaranda, oraz ipe. A okrągły przedmiot na końcu berimbau to tykwa. – W Polsce nie rosną takie duże – śmieje się Marques. – Instrumenty do rody, to trzy berimbały, z których każdy ma swoje funkcje i swoją nazwę. Najważniejszy jest gunga, nazywany czasem berra boi – można go porównać do basu. Drugim jest medio – wykonuje się na nim ustalone wcześniej solo. Trzeci jest najmniejszy i nazywa się viola, lub violinha – ma funkcje gitary – wyjaśnia. – Kolejne instrumenty, to atabaque – ręcznie robiony, duży bęben i pandeiro – tamburyn. Czasem gra się też na agogo – dwóch złączonych orzechach brazylijskich [agogo może być też metalowe – przyp.aut.], oraz reco-reco, wydającym dźwięk podobny do ‘Krak, krak, krak!’. I to już jest cała orkiestra – wylicza Marques.

– Tak samo jak w innych sztukach walki, tak i w capoeira występuje system gradacji. Jest on wyrażany poprzez różnokolorowe sznury, cordas, którymi capoeristas są przepasani. Nie ma spisanych zasad, każda szkoła ma swoją własną gradację – dodaje.

Capoeira, jak każda dyscyplina sportowa, jak każdy taniec i każdy rytuał, ma swój własny strój – spodnie do capoeiry, zwane abada, można kupić za 100 złotych, a t-shirty zazwyczaj rozdawane są na festiwalu. – Raz na rok robimy festiwal, gdzie zmieniamy gradacje, organizujemy pokazy. Czasem przyjeżdżają goście z Brazylii – uśmiecha się Marques.

 

Gorące uczucie i wciąż za mało „dowodów miłości”.

Pomimo że miłośników kultury brazylijskiej z roku na rok przybywa, nie zmienia się oferta koncertowo-festiwalowa. Brakuje wydarzeń klubowych oraz eventów typowo brazylijskich, na które mogą udać się złaknieni wrażeń Polacy. W Warszawie mamy tylko jeden festiwal – „Bom Dia Brasil” – do tej pory odbyło się osiem jego edycji. Tyle promocja muzyki. Co z capoeirą? W miesiącach letnich warszawskie Pola Mokotowskie zaludniają się capoeiristami, ćwiczącymi pod gołym niebem, a każda grupa capoeiry organizuje swój festiwal. To wciąż za mało. Nie mamy również jeszcze polskiego odpowiednika karnawału w Rio, ale to z pewnością kwestia czasu, ponieważ zażyłość brazylijsko-polska powoli zmienia się w miłość.
– W ubiegłym roku obchodziliśmy dziewięćdziesięciolecie współpracy polsko-brazylijskiej – mówi Paweł Kucharczuk. – Dla wielu Brazylia jest synonimem czegoś odległego i niezrozumiałego, ale i to powoli się zmienia. Uważam, że warto jest być ciekawym różnych tradycji, nie tylko brazylijskich, ale i polskich – przecież nasza bogata kultura nadal czeka na swojego odkrywcę.

 

Magdalena Supeł