„Galaktyczny” Dudek

Luty, 2011  |  , , , , ,    
Luty, 2011

Jeden z najlepszych piłkarzy w historii polskiej piłki, bramkarz Realu Madryt Jerzy Dudek opowiada Business and Beauty o futbolu, biznesie, modzie i… golfie

Madryt, godz. 20., dzielnica Chamartin. Wydawałoby się, że niedziela to spokojny czas dla tej biznesowej okolicy. Jest dzień wolny, zatem Passeo de Castellana nie jest zatłoczona samochodami. Biura w widocznych z daleka wieżowcach Puerta de Europa świecą pustkami. Jednak każdy metr pokonywany w stronę Concha Espina przekonuje, że coś się tu dzieje –  coś wyjątkowego. Po kilku minutach przed oczami wyrasta kolos znacznie piękniejszy niż wspomniane Bramy Europy. To Estadio Santiago Bernabéu – dom Realu Madryt, świątynia futbolu, której mury przesiąknięte są sukcesem, zwycięstwem i chwałą. Za godzinę gra tu klub uważany za najlepszy w XX wieku. W nowym stuleciu wypełniony gwiazdami z najwyższej półki. Nazywają ich galacticos, czyli „galaktyczni”, bo właśnie taki status mają we współczesnym futbolu. Wśród nich jest Polak, Jerzy Dudek. Człowiek, który w 2005 roku po fantastycznym show w serii rzutów karnych wygrał Liverpoolowi Ligę Mistrzów. Teraz gra w koszulce „Królewskich”. W klubie z pięcioma mistrzami świata i Cristiano Ronaldo w składzie oraz z wielkim Jose Mourinho na trenerskiej ławce. Dudek to nie tylko piłkarz – to przykład człowieka sukcesu, który żyje nie tylko futbolem.

Tomasz Włodarczyk: Jakie to uczucie grać w Realu Madryt?

Jerzy Dudek:  To coś wspaniałego, czego do końca nie da opisać się słowami. Kibice piłkarscy wiedzą, że Real to wielki klub, jeden z największych na świecie, ale nie tylko. To coś więcej niż drużyna piłkarska. W Hiszpanii to prawdziwa instytucja, zjawisko kulturowe wykraczające poza granice futbolu. Kiedyś Lassana Diarra, który podobnie jak ja przed przyjściem do Realu grał w Anglii, zapytał mnie, czy mogę porównać pobyt w Madrycie do gry w Liverpoolu. Bez wahania odpowiedziałem, że chociaż Liverpool to wielki klub, nie ma czego porównywać. W Realu wszystko dopięte jest na ostatni guzik, każdy zawodnik czuje się jak wielka gwiazda, a kibice bezgranicznie cię kochają. Kiedy wjeżdżamy przed meczem na stadion, to przed parkingiem zawsze czekają na nas tłumy. Nieważne czy jest słońce, czy deszcz, ciepło lub zimno. Gra w Realu to marzenie każdego piłkarza na świecie.

W szatni aż roi się od gwiazd. Ciężko żyje się w blasku Ikera Casillasa, Sergio Ramosa, a przede wszystkim Cristiano Ronaldo?

Wbrew pozorom nie. Oczywiście, zainteresowanie Realem jest ogromne. W gazetach, nie tylko piłkarskich, aż roi się od tego co robimy, gdzie chodzimy, kto z kim się spotyka. Casillas czy Ronaldo to nie są zwykli piłkarze. Są traktowani przez media jak gwiazdy Hollywood. To ogólnokrajowi celebryci. Wystarczy spojrzeć na okładki kolorowych czasopism. Co drugą zdobi zdjęcie Ikera z Sarą Carbonero [bardzo popularna w Hiszpanii prezenterka sportowa – przyp. red.] lub śledzonego na każdym kroku Cristiano z modelką Iriną Shayk. Ludziom wydaje się, że zawodnicy Realu to wielkie, rozkapryszone gwiazdy. Nic bardziej mylnego. Cristiano może ma na koncie miliony euro, jeździ najlepszymi samochodami i mieszka w pięknym domu, ale to zupełnie normalny gość. Zdziwiłbyś się, jak normalny. Z nim i pozostałymi zawodnikami można porozmawiać o wszystkim – jak ze zwykłym kumplem.

Jest jeszcze wyjątkowy Jose Mourinho. To rzeczywiście najlepszy trener na świecie?

Jego osiągnięcia mówią same za siebie. W każdym klubie osiągał ogromny sukces. To człowiek, który potrafi sobie zjednać ludzi. Ma w sobie to coś. Znacząco odmienił grę zespołu. Liczymy, że w tym sezonie uda się odebrać mistrzostwo Barcelonie.

Jednak w Gran Derbi polegliście z kretesem. Nikt nie spodziewał się porażki na Camp Nou aż 0:5. Trudno było wam pogodzić się z wynikiem?

Mecz z Barceloną to prawdziwe święto futbolu, najważniejsze wydarzenie w Hiszpanii. Na Gran Derbi czeka cały świat. Z tego, co wiem, tegoroczne spotkanie oglądało ponad pół miliarda ludzi. To pokazuje, że Real Madryt i FC Barcelona to niezwykłe kluby piłkarskie. Konfrontacja pomiędzy tymi drużynami to wręcz wydarzenie kulturowe. Nie spodziewaliśmy się, że mecz skończy się takim wynikiem. Byliśmy przekonani o swojej wyższości. W szatni po meczu było bardzo cicho. Mourinho powiedział jednak, abyśmy się nie martwili. To było tylko jedno spotkanie. Zrewanżujemy się na Santiago Bernabéu.

Jerzy Dudek

Masz już 37 lat. Myślisz o tym, co będziesz robił po zakończeniu kariery?

Zdaję sobie sprawę, że już niedługo przyjdzie czas, aby pożegnać się z boiskiem. Szczerze mówiąc, bardzo intensywnie o tym nie myślę. Pogram jeszcze rok lub dwa i dopiero wtedy poważnie zastanowię się, co dalej robić w życiu. Kilka pomysłów jest. Fajnie byłoby nadal robić coś w piłce. Może zostałbym dyrektorem sportowym lub założył własną akademię piłkarską?

Lubisz biznes? Czujesz się chociaż w małym stopniu biznesmenem?

Wiadomo, że kariera piłkarska nie trwa wiecznie. Teraz zarabiam duże pieniądze, ale po rozstaniu z futbolem jest jeszcze trochę lat do przeżycia. Coś trzeba robić. Nie wystarczą oszczędności, dlatego staram się inwestować pieniądze. Robię to mądrze i długo myślę, jak ulokować część swojej fortuny. Najłatwiejszym sposobem na bezpieczne ulokowanie pieniędzy są nieruchomości. Mam ich sporo w Polsce, ale też za granicą. Wiem, że ich nie stracę. Można na nich sporo zarobić w przyszłości.

Nie myślałeś o czymś bardziej nowatorskim? Miałeś inne pomysły na pomnożenie majątku?

Jak już powiedziałem, bardzo ostrożnie podchodzę do tych rzeczy. Może dlatego, że kiedy masz duże pieniądze, wokół ciebie pojawiają się różni ludzie. Chcą ci doradzać, co zrobić z kasą. Mówiąc brzydko, chcą położyć rękę na twojej gotówce. Nie jestem zbyt ufny, jeśli chodzi o doradców finansowych. Już raz straciłem sporo pieniędzy po takich podpowiedziach i drugi raz boję się zaryzykować.

A giełda?

Zupełnie mnie nie kręci. Wielu moich kolegów inwestuje w ten sposób, ale mnie nie przekonuje. Można szybko zarobić, ale też szybko stracić. Nigdy nie próbowałem i raczej nie spróbuję.

Niemal każdy facet myśli w którymś momencie życia o otwarciu własnego baru. Ty spokojnie mógłbyś zrealizować te marzenia…

A, to niegłupi pomysł. Nawet o tym myślałem, ale jeśli już, to na pewno zajmę się tym po zakończeniu kariery, bo chciałbym go własnoręcznie doglądać. Taki bar sportowy z prawdziwego zdarzenia, to byłoby coś. Mam dużo pamiątek piłkarskich, które mogłyby stać w środku. To na pewno jeden z lepszych pomysłów na biznes, ale nie tylko. Myślę, że miałbym przy tym spory ubaw.

Jesteś mężczyzną, który przywiązuje sporą uwagę do swojego ubioru. Moda jest dla ciebie ważna?

Nie ukrywam, że lubię się dobrze ubrać. Dbam o to jak wyglądam. Przychodzi mi to jakoś naturalnie, nie czytam magazynów, nie przeglądam internetu na ten temat. Po prostu mam się od kogo uczyć, bo szatnia Realu to prawdziwa rewia mody (śmiech). Zresztą sam dobrze wiesz, że Cristiano Ronaldo wyznacza trendy nie tylko w sporcie. Często jego ubiór analizowany jest przez stylistów. Moda jest dla mnie ważna, bo kiedy obracasz się wśród klasowego towarzystwa, sam musisz wyglądać z klasą. Ubiór ma niebagatelne znaczenie. Nie wyobrażam sobie, aby wśród ludzi o takim statusie wyglądać niedbale.

Jaki styl tobie najbardziej odpowiada?

Oczywiście wszystko zależy od sytuacji. Najbardziej lubię styl casualowy. Rzeczy dobrej marki, ale raczej z nastawieniem na wygodę – trampki, dżinsy, koszula, ewentualnie fajna marynarka. Chociaż nie jest tak, że pogardzę czymś bardziej stylowym i wyjątkowym. Garnitury noszę często. Dobrze skrojony, uszyty na miarę garnitur to coś, co powinien mieć każdy mężczyzna, chociaż nie jest to tania sprawa. Za to potrafi fajnie dowartościować każdego faceta (śmiech).

Kto jest królem mody w Realu Madryt?

Śmiało można powiedzieć, że szatnia Realu to prawdziwa rewia mody. Wszyscy ubierają się bardzo dobrze, bo ich po prostu na to stać. Wiadomo, że piłkarze „Królewskich” zarabiają dużo, przez co mogą sobie pozwolić na najlepsze ciuchy największych marek. Jak już wcześniej mówiłem, przykładem do naśladowania może być Cristiano Ronaldo, chociaż to nie do końca mój styl. Może z racji tego, że jestem już od Ronaldo troszkę starszy.

Masz swoją ulubioną markę?

Jest ich kilka. Szkoda wymieniać wszystkie. Lubię ciuchy od dobrych projektantów i często zdarza się tak, że nie do końca patrzę na metkę. Jeśli coś mi się podoba, to po prostu to kupuję. Podobnie jak kosmetyki czy dodatki, jak chociażby zegarki.

Jesteś wielkim pasjonatem golfa, w którego grają głównie bogaci biznesmeni. Jak „zaraziłeś” się tą dyscypliną sportu?

Mylisz się, jeśli myślisz, że golf to sport dla bogatych starszych panów. Kiedyś myślałem podobnie i w życiu nie przyszłoby mi do głowy, że zacznę uganiać się z kijem po trawiastym polu. Jak widać, myliłem się, a wszystko zaczęło się jeszcze w Liverpoolu. Podczas porządkowania domu, w którym mieszkałem z rodziną, znalazłem stary kij golfowy. Dla zabawy kupiłem kilka piłek i odbijałem je z moim synem Olkiem w ogródku. Złapałem bakcyla, który nie puścił do dziś. Golf to teraz ważny element mojego życia.

W Anglii to bardzo popularna dyscyplina. W Polsce wciąż jednak zamknięta, dla wąskiej grupy ludzi. Jak jest w Hiszpanii?

Rzeczywiście, w Anglii grało prawie 80 procent piłkarzy. Było z kim wybrać się na partyjkę. W Hiszpanii też nie jest źle. Przynajmniej raz w tygodniu idę poodbijać piłeczkę. Wcześniej robiłem to z Gutim lub Julio Baptistą. Kiedy odeszli z Realu, znalazłem sobie nowych partnerów – ludzi ze sztabu medycznego. W Polsce rzeczywiście to wciąż mało popularna dyscyplina, ale jest lepiej. Kiedy spędzam urlop w kraju, wybieram się do Paczółtowic pod Krakowem. Jest tam naprawdę bardzo dobre pole golfowe.

Co lubisz w golfie?

Przede wszystkim to wspaniały relaks na łonie natury. Możesz pospacerować, a przy okazji poukładać myśli. Dzięki golfowi poznałem wielu ciekawych ludzi – sportowców, aktorów, muzyków, biznesmenów i wielu innych. Przy partyjce łatwo załatwić wiele spraw. Ostrzegam tych, którzy jeszcze nie próbowali, a może w najbliższym czasie zaczną grać w golfa. Jak już raz was „złapie”, to łatwo nie puszcza.

Grałeś w największych klubach świata, osiągnąłeś w futbolu to, o czym marzy każdy piłkarz. Wygrywałeś najważniejsze trofea. Czujesz się człowiekiem sukcesu?

Myślę, że sporo osiągnąłem. Gra w Feyenoordzie, gdzie kilkakrotnie byłem wybierany najlepszym bramkarzem ligi holenderskiej, czy w Liverpoolu, z którym wygrałem Ligę Mistrzów, przyniosła mi ogromny sukces sportowy i finansowy. Teraz jestem w największym, najbardziej utytułowanym klubie świata. Czasem myślę, że to wszystko jest jak sen. Przecież pochodzę z niewielkiego Knurowa. Czy jako dziecko mogłem marzyć o takim życiu? Bliżej mi było do kopalni niż Realu Madryt. Zostać górnikiem to było coś naturalnego. Mam do tego zawodu ogromny szacunek, bo to niewyobrażalnie trudna praca. Trzeba zjechać na dół, żeby to poczuć. Ja zjechałem tam tylko rekreacyjnie, bo na szczęście marzenia się spełniają. W wielu dziedzinach życia jestem człowiekiem sukcesu, ale jeszcze nie powiedziałem ostatniego słowa.

 

Rozmawiał Tomasz Włodarczyk