E-wolontariat ma ogromną przyszłość

Wrzesień, 2011 | Tagi:  , , , ,    




Druga część rozmowy z Pawłem Łukasiakiem

 

Paweł Łukasiak jest prezesem Stowarzyszenia Akademia Rozwoju Filantropii, współtwórcą takich kampanii społecznych, jak: „Dobroczyńca Roku”, „Vademecum dobroczyńcy”, „Gwiazdy dobroczynności”, „100% z 1%”. Współtworzył również Fundację Dobra Sieć (www.e-wolontariat.pl, www.mojestypendium.pl).

 

Aleksandra Bartelska: Obszar działania fundacji i stowarzyszenia jest ogromnie szeroki. W tej części rozmowy chciałabym porozmawiać o programach powiązanych z nowymi technologiami.

Paweł Łukasiak: Jeden program to [obecny] Europejski Rok Wolontariatu. Bardzo cieszymy się z tego, że w Komisji Europejskiej ogłoszono konkurs na wsparcie flagowych projektów promujących wolontariat. Na Polskę przypadały maksymalnie dwie dotacje, a jedną z nich wygrała nasza Fundacja i program E-wolontariat. Od 25 maja można składać zgłoszenia w konkursie „Discovering e-volunteering”, czyli „Odkryj e-wolontariat”, przeznaczony dla różnych inicjatyw pomagania sobie przez internet. Chodzi tu o wolontariat w internecie, czy Web 2.0, ale też promocję szerszą – samej filozofii społecznościowego wzajemnego pomagania sobie.

Wśród laureatów polskich edycji tego konkursu mamy np. inicjatywę Amazonek, na których stronę codziennie wchodzi 700 kobiet poszukujących pomocy, a e-wolontariusze PONTON-u udzielili dotąd poprzez portal projektu kilkadziesiąt tysięcy porad. Powstają cudowne kampanie na rzecz świadomego dawstwa szpiku, narządów, krwi, np. Dawca.pl; czy strony, na których można ściągnąć za darmo lektury (wolne-lektury.pl). Wystarczy wejść na stronę www.e-wolontariat.pl i poznać laureatów.

To jest zarazem nasza odpowiedź na negatywną komunikację o internecie.

Zauważyłam, że wypowiada się pan z zafascynowaniem o internecie w kontekście dostępności pomocy, podczas gdy jego krytycy twierdzą, że nie można mówić o żadnej społeczności, że relacje w sieci są płytkie, powierzchowne, nietrwałe, ponieważ mamy do czynienia z wirtualnym światem; jednego dnia ktoś jest, drugiego dnia już go nie ma, itd. Myślę, że trudno tak naprawdę sprawdzić, czy pomoc odniosła skutek, czy ktoś efektywnie skorzystał ze wsparcia oferowanego przez portal.

Myślę, że odpowiedź na to jest innego rodzaju. Żyjemy w świecie, w którym chcemy dostać pomoc i wsparcie tu i teraz, natychmiast, bez względu na to, gdzie się znajdujemy. Takiego wsparcia można udzielić za pomocą nowych technologii – jeżeli ktoś znalazł się w sytuacji kryzysowej, a jest już późno i placówki są zamknięte, lub jest osobą, która z różnych powodów nie może się dokądś udać – bo jest niepełnosprawna, czy pochodzi ze zbyt małej miejscowości. Jeżeli się nad tym spokojnie zastanowimy, to okazuje się, że dzięki internetowi można udzielić bardzo rozleglej pomocy, a to zmienia jakość, komfort życia.

Daje poczucie bezpieczeństwa…

Tak. Znam taki przypadek z bliskiego otoczenia, osoby chorej na raka piersi. Znalazła się w takiej sytuacji: była już po tej diagnozie, ale nie miała jeszcze spotkania z terapeutą – straszna sytuacja. Był wieczór, trafiła do nas do domu. I co zrobiliśmy? Wrzuciliśmy w wyszukiwarkę „rak piersi” i znaleźliśmy e-wolontariuszkę, która udzieliła natychmiast fachowej pomocy.

Dobrze, że trafili państwo na kogoś, kto się na tym znał.

Oczywiście, można trafić na bzdury, ale jest coraz więcej portali, które bardzo profesjonalnie organizują tę pomoc i wydaje mi się, że wysiłek należałoby teraz bardziej włożyć w ich promocję, niż negować samo zjawisko pomagania przez sieć. W zeszłym roku zrobiliśmy kampanię z okazji Dnia Matki – „Matka Polka Internautka”, w której pokazywaliśmy strony społecznościowe, przez które matki sobie nawzajem pomagają, udzielając sobie wszelkich informacji: od porad, jak znaleźć dobrego ginekologa, do ogłoszenia w sprawie wymiany ubranek z młodszego dziecka na starsze. Takich możliwości jest wiele i ludzie coraz chętniej z tego korzystają. Natomiast nasza edukacja dotycząca internetu jest edukacją defensywną. Uczymy bronić się przed zagrożeniami, które niesie internet.

Jakie to są zagrożenia?

Uczymy innych: uważaj, bo są takie zagrożenia, jak cyberseks, cyberprzemoc, kradzież praw intelektualnych. Jest dużo kampanii poświęconych internetowi, które ostrzegają nas przed różnymi zagrożeniami, i to jest oczywiście słuszne. Ale stosunkowo niewiele jest kampanii, które mówią: posłuchaj, jeśli chcesz się rozwijać, jeśli stoisz przed decyzją, czy skorzystać z pomocy, jaką daje stypendium i dostać się na studia, czy zrezygnować i wyjechać na zmywak do Anglii, to przynajmniej spróbuj dokonać świadomego wyboru, wejdź na stronę, która zamieszcza informacje o różnego rodzaju stypendiach (mojestypendium.pl) i zobacz, czy nie ma stypendium, które by ci pomogło, jeśli nie stać cię na te studia. Jeżeli masz jakiś problem, to być może w internecie jest taka społeczność, która się dobrze zorganizowała po to, by takie problemy rozwiązywać. Nam będzie zależało, by pokazywać dobre, wiarygodne przykłady takiej pomocy, po to, by następne pokolenia jak najlepiej wykorzystywały potencjał, jaki daje internet.

I wiedzę tam dostępną.

Oczywiście, bo jeśli się dobrze zastanowić, co daje internet… Mówię o e-wolontariacie, ponieważ jest to sfera stosunkowo mało znana.

Grupy samopomocowe, środowiska samopomocowe gremialnie przeniosły się do internetu. I to jest normalne, bo w internecie można stworzyć społeczność, nie trzeba wynajmować biura czy sal na spotkania. Właściwie większość pomocy opartej na doradztwie, na wsparciu, można zrobić już przez internet. Szczególnie dotyczy to takich środowisk, które mają kłopoty z mobilnością (matki z małymi dziećmi, osoby niepełnosprawne, starsze). Druga sprawa – internet pozwala na gromadzenie wiedzy; przykłady rozciągają się od Wikipedii, po różnego rodzaju strony, gdzie można znaleźć konkretną wiedzę: od portali zrzeszających motocyklistów, wielbicieli jednego modelu, na których można się dowiedzieć jak wymienić konkretna część maszyny itd., po portale bardzo uniwersalne, takie jak wspomniana przed chwilą Wikipedia, czy chociażby miejsca, gdzie można się czegoś dowiedzieć o muzyce, np. radio jazz, prowadzone przez wolontariuszy. Zasób wiedzy dostępnej przez internet jest ogromny, a jest on głównie tworzony przez fascynatów, pasjonatów, e-wolontariuszy, którzy poświęcają na to swój czas, swoją wiedzę i zaangażowanie.

Pan nazwał tych ludzi e-wolontariuszami. Czy oni są e-wolontariuszami nawet nie wiedząc o tym?

To jest tak, że próbujemy nazwać jakąś postawę, jakieś zjawisko, bez względu na to, czy ktoś się z tym identyfikuje, czy nie. Ważne jest także, by dowartościować tę postawę. Jeśli ktoś wieczorem siada przed komputerem i pomaga w uzupełnieniu jakiejś bazy wiedzy, jeśli ktoś pisze hasło do Wikipedii, jeżeli ktoś tworzy galerię zdjęć czy obrazów, zwiększa nasze bogactwo kulturowe i intelektualne, to wart jest docenienia. Taka osoba zasługuje na miano e-wolontariusza.

Zresztą z tym e-wolontariatem przez internet jest już tak, że się przenosi na komórki – jest to tak zwany mikrowolontariat. Na przykład robi się bazę danych – w niektórych miastach w Europie można ściągnąć adekwatną aplikację na komórkę. Można wziąć udział w takich króciutkich, piętnastominutowych akcjach, np. akcji fotografowania miejsc, w których są defibrylatory, po to, by stworzyć mapę przydatną w razie zagrożenia życia na ulicy. Można coś przetłumaczyć. Opisałbym to bogactwo e-wolontariatu w ten sposób – możemy umownie podzielić różnorodne inicjatywy wolontariatu w sieci na trzy grupy: gromadzenie i zarządzanie wiedzą, potężny ruch samopomocy i wsparcia, oraz e-dobroczynność (przykładami są Szlachetna Paczka, Siepomaga.pl itd.). My zrobiliśmy taką akcję „Wirtualne Mikołaje”, gdzie pokazywaliśmy organizacje, portale prowadzące akcje dobroczynne w całości przez internet. Jest ich bardzo wiele. Stoimy po tej jasnej stronie internetu i chcemy o tym opowiadać. To jest ważne także dla firm, które chcą angażować się w projekty, bo w ten sposób wzbogacają własny profil o pozytywne wartości.

Jakie zaangażowanie ma pan tu na myśli?

Bardzo zapraszam firmy do współpracy ze wszystkimi organizacjami niosącymi pomoc poprzez sieć, dlatego że często są to ogromne społeczności, bardzo wrażliwi odbiorcy, a ich działania są naprawdę bardzo szlachetne, łatwe do zweryfikowania. Jednym słowem, nie trzeba bać się internetu, a widzieć w nim jasne sprawy. To nie jest tak, że internet to tylko fora pod wiadomościami, na których rożne osoby odreagowują frustracje.

Trwa prezydencja Polski w Radzie Unii Europejskiej oraz Konkurs „Discover e-volunteering”, który prowadzimy, a które są szansą na pokazanie Europie, że nie jesteśmy zaściankiem, że w najnowszych technologiach i najnowszych trendach związanych ze społeczną aktywnością pokazujemy swoje miejsce. Bardzo nam zależy na promocji tego konkursu i by polskie inicjatywy w sieci zgłaszały się do niego – zapraszamy serdecznie na oficjalną stronę tej inicjatywy (http://www.e-volunteering.eu/competition/). W tym jest ogromna siła, w tym jest przyszłość.

Jeśli można zrobić coś dobrego klikając, to naprawdę – tak niewiele może znaczyć tak wiele.

Za tym jednak stoi też czyjś poświęcony czas…

…kompetencje…

…i odpowiedzialność za to, co się w sieci umieszcza.

Z naszych badań i badań prowadzonych przez inne organizacje wynika jednoznacznie, że wolontariat odbierany jest jako ofiarowanie czasu. Musimy komuś ofiarować naszą przyjaźń, uwagę. Natomiast wolontariat XXI wieku to jest także wolontariat kompetencji. Na przykład moja żona pomaga tłumacząc w sieci teksty (jest tłumaczem) dla jakiejś organizacji. Poświęca nie tylko swój czas, ale też dzieli się umiejętnościami. I taki wolontariat przez internet ma szanse na największy rozwój, dlatego, że osoby, które posiadają najwyższe kompetencje, mają też najmniej czasu, a przez internet są najłatwiej dostępne. Tą drogą możemy skonsultować np. koncepcję projektu, przedsięwzięcia, czy też kampanii z osobami, które naprawdę się na tym znają, ale praktycznie są dostępne dla nas wyłącznie w internecie, przez te kilkanaście, kilkadziesiąt minut – ale dla nas to może być pomoc bezcenna i w inny sposób nie do kupienia.

Zwłaszcza, że e-wolontariusze robią to w wybranym przez siebie czasie i to jest również dogodne.

Dokładnie – e-wolontariat, dzięki oparciu na możliwościach komunikacyjnych stwarzanych przez nowe technologie, pokonuje bariery miejsca i czas.

 

Pierwszą część rozmowy z Pawłem Łukasiakiem opublikowaliśmy w 4 numerze Business&Beauty. Była w niej mowa o społecznym zaangażowaniu firm, wolontariacie pracowniczym i wolontariacie prezesów

Rozmawiała Aleksandra Bartelska