Dyktatura bachorów

Kwiecień, 2012  |  , ,    
Kwiecień, 2012

1. Do sklepu wchodzi matka z dzieckiem. Ona staje w kolejce, a dzieciak przy drzwiach i zaczyna się nimi bawić. Otwiera i zamyka. Ludzie nie mogą wejść ani wyjść, a matka nic, chociaż ręce ma niczym nie zajęte.
2. Pod moimi oknami rodzic wysadza dziecko. Zdarzenie może mieć też miejsce na plaży, koło mojego grajdoła.
3. Hipermarket. Rodzic wiezie dziecko w wózku przeznaczonym na towar. Dziecko brudnymi buciorami szoruje po powierzchni, na którą kładzie się żywność.
4. Knajpa. Rodzice bawią się przy stoliku, po sali biega bez dozoru ich potomstwo. Mojej koleżance takie puszczone samopas dziecko podbiegło do stolika i ustroiło pawiem nową torebkę.

Na zwróconą uwagę rodzic zawsze reaguje tak samo. Wrzeszczy wersalikami: PRZECIEŻ TO TYLKO DZIECKO!

Tylko że ja nie do dziecka mam pretensję, a do dorosłego. Czy właściciel krowy, która wlazła w szkodę sąsiadowi, mówi: „Przecież to tylko krowa?”. Nie roszczę sobie do tej myśli praw autorskich, bo jest ona mojej córki. Tak, mam dziecko. Trzymałam je za rękę, nauczałam, żeby nie krzyczało i nie biegało w przestrzeni publicznej, i nie ciągałam po knajpach, dopóki nie nauczyło się zachowywać w sposób cywilizowany.

Teraz pora na pytanie: to gdzie dziecko ma się nauczyć cywilizowanych zachowań? Otóż myślę, że w domu – tam można ćwiczyć do upojenia.

W niektórych krajach są strefy „no kids” i osiedla nie „kinderfreundlich”. W Polsce ten ruch dopiero raczkuje, czego forpocztę (mam nadzieję) stanowi magazyn „Bachor”, odtrutka na bajdurzenie mamuś na forach („moja niuniusia pije mleczucio z cycusia” – autentyk). Ten nurt zaczyna się pojawiać i u nas, chociaż z oporami. Bo dzieci są słodkie, będą tyrać na nasze emerytury i nie powinny być dyskryminowane.

Nie rozumiem – do męskich klubów kobiety nie mają wstępu. A dzieci mają mieć wstęp wszędzie? Stanisław Krajski, autor bloga „Savoir vivre i nowa klasa średnia” powiada, że dzieci powinny zostawać w domu, a jak zaczynają się zachowywać źle, np. w kościele, matka jest zobowiązana je wyprowadzić. Nie we wszystkim się z Krajskim zgadzam, ale zarys myśli jego jest słuszny. Osobiście wolę, żeby dziecko z kościoła wyprowadził mniej bogobojny rodzic, z opery mniej muzykalny, a z knajpy i z przedziału w pociągu to niech mi jednak wyjdzie cała ta upiorna rodzina. Doprawdy, nie wszyscy, nie wszędzie muszą bywać, i to bywać na równych prawach.

Jedna z moich koleżanek, wychowywana w domu, w którym dzieci sadzano przy osobnym stole, oburzała się, kiedy podchodząc do stołu dorosłych, słyszała: „A ty co, do towarzystwa należysz?”. Teraz sama to mówi swoim dzieciom (i przyznaje, że nie bez satysfakcji). Te wiktoriańskie pomysły na wychowanie były zresztą odpowiedzią na perwersje romantyczne, kiedy to podlotki szarogęsiły się na salonach w charakterze muz. Ale kiedy same dorosły, natychmiast odesłały swoje dzieci z salonów tam, gdzie ich miejsce, to jest do dziecinnego pokoju.

Już słyszę te komentarze, zaczynające się od słów: „Autorka jest wstrętną babą, która nienawidzi dzieci”.
Otóż:

* Autor i narrator to czasem dwie różne osoby – tak jak aktor grający wampira w życiu może być wegetarianinem.

* To, czy lubię cudze dzieci czy nie, ma n-rzędne znaczenie. Proszę jednak nie wymagać, żeby ślady butów na moim płaszczu albo paw przyszłości narodu miał we mnie wywołać ekstazę. Pawie moich własnych dzieci i zwierząt domowych całkowicie zaspokajają moje zapotrzebowanie na pawie.

* Twoje dziecko – twoja sprawa. Nie oczekuj, że inni ci je przypilnują. Rodzicielstwo to obowiązki. Nie przerzucaj ich na innych, albo przyznaj, że jesteś niewydolny wychowawczo i oddaj te dzieci komuś, kto umie być odpowiedzialnym rodzicem.

Ja tam nie boję się przyznać, że cudze dzieci nie budzą we mnie takiego entuzjazmu, jak moje własne. Jednak często ogarnia mnie zwątpienie – patrząc na swoją córkę myślę, że ją źle wychowałam. Uciszałam, gdy krzyczała lub przerywała rozmowę, trzymałam za rękę, nie stawiałam ubrudzonymi buciskami na siedzeniu w autobusie i nie wysadzałam pod wiatrochronem. Umie się zachować i uszanować innych. Lecz wątpię, żeby ją to czyniło szczęśliwszą i pomagało żyć w świecie, gdzie dyktaturę sprawują niedopilnowane bachory.

 

Laura Bakalarska

Ilustr.  Agnieszka Słowińska






Zobacz także