Dwa oblicza Anety Kręglickiej

Listopad, 2010  |  , , ,    
Listopad, 2010

W podwójnym wywiadzie Aneta Kręglicka opowiada o swojej karierze zawodowej, upodobaniach, budowaniu wizerunku oraz radzi młodym dziewczynom startującym w konkursach piękności, jak ważny jest pomysł na siebie…

Magdalena Cieślak: Założyła pani jedną z pierwszych agencji reklamowych w Polsce. Czy w latach 90 łatwiej było prowadzić własny biznes?

Aneta Kręglicka: Lata 90 to początki reklamy w Polsce. Zasad obowiązujących w tej branży uczyliśmy się wtedy od podstaw, również na własnych błędach. Pojawiały się pierwsze zachodnie agencje, z którymi konfrontowaliśmy się walcząc o klientów. Więcej w tym było intuicji i zapału, niż wzorców i doświadczenia. Chociaż rok przed założeniem firmy spędziłam za granicą i uczestniczyłam w wielu projektach reklamowych, moja wiedza w dalszym ciągu była niedostateczna. Ale po dwóch latach pracy nie miałam już kompleksów. Teraz branża reklamowa jest bardzo rozdrobniona, jest duża konkurencja i mnóstwo agencji na rynku. Niektóre „żyją” tylko z jednego klienta i zamykają się, gdy go tracą. Tylko nieliczni mają ustabilizowaną sytuację. Dlatego w moim biznesie staram się mieć wieloletnie kontrakty, które z jednej strony dają mi poczucie bezpieczeństwa, z drugiej zaś możliwość systematycznego i odpowiedzialnego działania w interesie klienta.

Prowadzi pani agencję reklamową, agencję PR, a obecnie również studio filmowe. Skąd ta ciągła potrzeba zmian? Czy jest to związane z typem osobowości, czy lubi pani po prostu nowe wyzwania?

Agencję reklamową Hannah Hooper prowadzę konsekwentnie od wielu lat, tu nic się nie zmieniło, choć teraz zdecydowanie więcej czasu poświęcam pracy consultingowej w zakresie komunikacji. W reklamie przeszłam już na wyższy poziom wtajemniczenia. Po tylu latach pracy w branży jestem zapraszana do projektów marketingowych i współpracuję jako zewnętrzny konsultant, weryfikując pomysły różnych zespołów. Ta rola bardzo mi odpowiada i chyba się w niej sprawdzam.

Studio filmowe St. Lazare to firma, która istnieje kilka lat na rynku, a zajmuje się produkcją filmową. Zaczęliśmy od reklamy, następnie współpracy przy filmach fabularnych i serialach. Teraz przygotowujemy swój własny projekt – film fabularny Supermarket. Pracuje z nami czołówka aktorska i realizacyjna. Zdjęcia ruszają w listopadzie Mam nadzieję, że będzie to intrygujące doświadczenie i doskonały film.

Faktycznie, wciąż szukam nowych projektów i przestrzeni dla siebie. Wprawdzie pojawiają się propozycje biznesowe, medialne, ale nie zawsze ze wszystkimi jest mi po drodze. Chcę robić wyłącznie te rzeczy, które mnie interesują, dają nową energię, rozwijają, na inne nie mam czasu.

Analizując pani karierę zawodową zauważyłam, że zdecydowanie woli pani być pracodawcą niż pracownikiem.

Pracuję dla siebie i mam własną firmę od zawsze. Nigdy nie byłam przez nikogo zatrudniona. Nie wyobrażam sobie nawet innej sytuacji – pracy przy biurku przez osiem godzin dziennie. Lubię stanowić o sobie, to daje mi siłę i poczucie własnej wartości. Jestem indywidualistką, pracuję na sto procent, nie akceptuję byle jakości. Przyznaję, jestem wymagająca, dlatego wysoko stawiam poprzeczkę zarówno sobie, jak i innym, z którymi współpracuję. Stawiam na kreatywność, lojalność  i  zaangażowanie, dlatego w pracy rozumiem się przede wszystkim z tymi, którzy mają podobne podejście.

Pani nazwisko znalazło się na 59. miejscu najnowszego rankingu magazynu Forbes na najcenniejszą gwiazdę show-biznesu. Awansowała pani w stosunku do roku 2009 o 14 pozycji. Pani wizerunek został wyceniony przez reklamodawców na 371000 zł. Jakiego rodzaju komercyjne propozycje otrzymuje pani w związku z tym wizerunkowym potencjałem?

Nie wiem, jak Forbes doszedł do tych  wyników, w moim przypadku, niestety, nie mają one   odzwierciedlenia w rzeczywistości. Nie będę więc komentować mojego miejsca w tym rankingu. Natomiast jeśli chodzi o propozycje komercyjne, to dostaję je z różnych branż: od firm odzieżowych, kosmetycznych, samochodowych po finansowe. Na razie przyjęłam tylko jedną z nich – firmy Apart, produkującej biżuterię. Ale krąży wokół mnie kilka ciekawych projektów, nad którymi poważnie się zastanawiam.

Jakie cechy czy umiejętności pozwoliły pani stać się kobietą sukcesu? Co mogłaby pani doradzić dziewczynom stawiającym pierwsze kroki w konkursach piękności?

Według mnie sukces można osiągnąć wyłącznie dzięki ambicji, determinacji, ciężkiej pracy, talentowi, szczęściu i…. tupetowi – wydaje mi się, że odbywać się to powinno w takiej kolejności, choć bardzo często jest odwrotnie. Dla młodych dziewczyn, które chcą zaistnieć w świecie mody, moją szczerą radą jest – mieć tzw. plan B. Powinny skończyć dobrą szkołę, mieć solidne wykształcenie, znać języki obce. Modę traktować z przymrużeniem oka. Gdy okaże się, że stanie się sposobem na życie, wykorzystać do końca wszystkie możliwości, które daje. Jeśli nic z tego nie wyjdzie, mieć pomysł na siebie i szansę odwrotu.

Podczas wywiadu z jedną z polskich projektantek dowiedziałam się, że prawdziwa elegancja idzie krok za obowiązującą modą. Jakie jest pani nastawienie do mody oraz najnowszych trendów proponowanych przez polskich i zagranicznych projektantów?

Moda jest dla mnie formą kreatywnej rozrywki. Lubię o niej czytać, oglądać kanały telewizyjne czy portale modowe prezentujące najnowsze trendy. Często też bywam na ciekawych pokazach. Nie lubię przebierania. Z modowych trendów wybieram to, w czym naprawdę czuję się dobrze, co pasuje do mojej sylwetki, typu urody, czasami nastroju. Zdecydowanie lubię siebie w sportowej elegancji. Wygodnie, ale niebanalnie, niekiedy szykownie – wszystko zależy od okazji.

W kreacjach jakich projektantów czuje się pani najlepiej?

Cenię polskich projektantów za ich talent, ale też za determinację w walce o swoje, w tak trudnych dla mody czasach. Maciek Zień, Dawid Woliński, Gosia Baczyńska, Tomek Ossoliński, Paprocki i Brzozowski, Ania Kuczyńska – to nazwiska projektantów, których kreacje mam w swojej szafie i noszę je z wielką przyjemnością. Oczywiście, poszukuję też inspiracji wśród zachodnich projektantów. Ci ulubieni – Balenciaga, Balmain, Alaia, Stella McCartney, Valentino – nigdy nie zawodzą. Ale też wiele wzorów światowych sław można znaleźć w ofercie masowych, tanich marek, takich jak H&M, Zara, Massimo Dutti i innych. Buszując w tych sklepach można natknąć się na niejedną perełkę. W zestawieniu np. z markowym, wysokiej klasy dodatkiem nabierze ona jakości i będzie nie lada okazją za grosz.

Ciekawy krój, wysokiej jakości materiał, niebanalny detal, nazwisko projektanta – co wpływa na pani decyzję przy zakupie odzieży?

Krój, gatunek materiału, krawiectwo oraz kolor. Metka nie ma znaczenia! Interesują mnie tylko te rzeczy, które mi się podobają. Ale muszę przyznać, że przy kupnie wyjątkowej, markowej rzeczy towarzyszy mi lekki dreszczyk emocji.

Jakie ma pani plany zawodowe na najbliższą przyszłość, czy jest branża w której chciałaby pani spróbować swoich sił?

Jest taka branża, w którą chcę się poważnie zaangażować, bo mam ku temu genetyczna skłonność. Ale za wcześnie, aby o tym mówić. Mam nadzieję, że przyjdzie na to czas. Jeszcze nie powiedziałam ostatniego słowa.

***

Anna Tuckett: Odniosła pani sukces jako bardzo młoda osoba, a jednak od początku swojej kariery bardzo dbała pani o swój wizerunek. Czy ktoś panią w tym wspierał?

Aneta Kręglicka: Faktycznie, patrząc na siebie z boku, o tyle, o ile to w ogóle możliwe, dostrzegam, że udało mi się przez te wszystkie lata zbudować wizerunek, który nie uległ żadnym modom i koniunkturalnym wahaniom. Zawsze byłam postrzegana podobnie. Nie mając doświadczenia ani konkretnych wzorców, poza tymi – jakże ważnymi! – które wyniosłam z domu, kierowałam się przede wszystkim intuicją, moim wewnętrznym wyczuciem, mówiącym mi, co jest interesujące, wartościowe, a co nie. Tak było i jest do dziś, zarówno w sprawach prywatnych, jak i zawodowych. I może dzięki temu nie przeżyłam zbyt wielu poważnych rozczarowań?

 

Co pani sądzi o obowiązującym w świecie biznesu dress code?

Niektórzy potrzebują pewnej dyscypliny, która albo trzyma ich w modowych ryzach albo pomaga im nie popełniać błędów. W biznesie na pewno dress code jest przydatny.

Jak pani godzi pracę, macierzyństwo i obowiązki domowe? Jakie gadżety ułatwiają pani pracę?

Nie wierzę w utrzymanie idealnej harmonii między macierzyństwem a zawodowym wyzwaniem kobiety. Takie myślenie to raczej utopia. Zawsze coś dzieje się kosztem czegoś. Nie znaczy to jednak, że nie można osiągnąć satysfakcjonującego obie te sfery kompromisu. Ale to wciąż będzie kompromis. Mnie na co dzień właściwie się to udaje, ale nie robię tego przecież w pojedynkę, odbywa się to dzięki pomocy bliskich, męża, pracowników. Natomiast jeśli chodzi o technikę, a więc wykorzystywanie w organizacji domu i pracy wszystkich możliwych gadżetów, to nie jest z tym u mnie najlepiej. Nie jestem, niestety, „techniczna”. Na szczęście telefon komórkowy i komputer umiem obsługiwać, co jest w dzisiejszych czasach koniecznością.

Kto jest dla pani ikoną stylu? Co to znaczy “dobry gust”, “dobry styl”? Co wyróżnia styl Polek?

To ktoś taki, kto ma niepowtarzalny, konsekwentny własny styl, ktoś, kto umie bawić się modą, wybierający z niej same perełki. Modowa osobowość. Myślę jednak, że Polki są jeszcze na etapie bezpiecznego dress code’u. Jest oczywiście grupa trendsetterów, którzy swobodniej poruszają się w tej przestrzeni, niemniej jednak ulica, według mnie, jest zachowawcza i czasami nijaka. Ale to wciąż ewoluuje. Więcej wyobraźni i odwagi ma zdecydowanie młodzież, i to chyba dobry znak.

Jakie są pani ulubione miasta i miejsca na zakupy?

 

Kocham Włochy i całą modę włoską. Kocham ich ulice, ludzi, język, sklepy, jedzenie. Dlatego tam najchętniej spędzam wolne chwile. Shopping za granicą łączy kilka przyjemności: piękne miejsca, nowe otoczenie, ludzie i… anonimowość. Takie warunki służą miłym zakupom.

Co pani robi, by zachować szczupłą sylwetkę?

Prowadzę dosyć higieniczny tryb życia. Sporo ćwiczę, biegam, kontroluję dietę, zachowując odpowiednie proporcje pomiędzy zdrowym żywieniem a przyjemnością, bo to dla mnie nierozerwalna całość. Ale też zwracam uwagę na sen, który jest moim ważnym, jeśli nie najważniejszym, kosmetykiem.

Czego, jeśli chodzi o jedzenie czy picie, nie mogłaby się pani wyrzec?

Jestem ciastkowa, uwielbiam tzw. ciasta babuni, czyli typowe domowe wypieki: serniki, jabłeczniki, makowce itp., ale też np. kruche miniciasteczka – mogę je wymieniać bez końca. Dobra kawa i ciacho na deser to jest coś, czego na pewno nigdy się nie wyrzeknę.

Jest pani ambasadorką diamentów polskiej marki jubilerskiej Apart. Czym według pani jest luksus?

Możliwość posiadania dóbr luksusowych uznawana jest powszechnie za synonim luksusu, myślę jednak, że w życiu chodzi o coś więcej. Chodzi o możliwość realizowania swoich marzeń i potrzeb, jakiekolwiek by one nie były. Dla niektórych będzie to otaczanie się pięknymi przedmiotami, dla innych coś zupełnie odmiennego. Ale zawsze będzie to miało charakter indywidualny. Kierując się tym kryterium, które dla mnie osobiście jest najistotniejsze, nie wszyscy pojmujemy luksus jednakowo – i chyba na szczęście.

Jakie wydarzenie było w pani życiu momentem przełomowym, i dlaczego?

Zdecydowanie najważniejszym i bardzo osobistym momentem było pojawienie się na świecie mojego syna – Aleksandra, a dlaczego, tego tłumaczyć chyba nie trzeba.

Gdyby miała pani dzień wolny od wszelkich obowiązków, jak by go pani spędziła?

Zdarzają się takie dni, gdy jestem zupełnie sama, wtedy z wielką przyjemnością zostaję cały dzień w domu, który jest moim autentycznym azylem. Przy dobrej kawie i czymś słodkim czytam książki, oglądam filmy, przeglądam albumy ze zdjęciami lub architekturą, która mnie interesuje, piszę zamówione felietony, maile do znajomych. Jest cudnie.

Fot. Marek Straszewski dla APART