Dobry klimat dla myślenia kreatywnego

Grudzień, 2011  |  , , ,    
Grudzień, 2011

Innowacja to chyba jedno z najmodniejszych słów w ostatnim czasie w polityce. Każdy polityk, każda partia chce być nowoczesna, utożsamiana z sukcesem i parciem do przodu, ku lepszym rozwiązaniom. Grzegorz Napieralski, który stał na czele sejmowej komisji ds. innowacji i nowych technologii, twierdzi że Polska musi położyć większy nacisk na innowacyjne rozwiązania.

– Do tego potrzebne jest silne polityczne przywództwo – mówi w wywiadzie dla B&B Napieralski.

 

Tomasz Włodarczyk: Jak w Polsce jest z innowacyjnym myśleniem?

Grzegorz Napieralski: Nie najlepiej. Bardzo wiele barier pojawia się już na poziomie szkoły podstawowej. Zamiast zachęcać uczniów do spoglądania na sprawy z bardzo wielu stron, do twórczego podejścia, staramy się wszystkich wtłoczyć w model testów z kluczem, jedyną słuszną i poprawną odpowiedzią. Tak nie da się być kreatywnym i myśleć innowacyjnie. Brakuje także nauczania przedsiębiorczości i umiejętności przegrywania. Jeśli próbujemy coś robić, wymyślamy coś, a potem to nie wychodzi, nie załamujemy się. Raz się przegrywa, raz się wygrywa. Powinniśmy się tego uczyć na bardzo wczesnym etapie naszego życia. Musimy zdać sobie sprawę, że niskie koszty pracy jako naturalne paliwo naszego wzrostu gospodarczego właśnie się wyczerpuje. Albo staniemy się innowacyjni i ruszymy, albo za kilka, kilkanaście lat zostaniemy daleko z tyłu.

Musimy się nauczyć przegrywać. To dobre słowa w kontekście statystyk pokazujących, że ok. 60 procent start-upów upada po czterech latach. Tylko niewielka część pomysłów odnosi sukces.

Z punktu widzenia inwestorów, udziałowców i pracowników większość start-upów faktycznie ponosi porażkę, ale z punktu widzenia gospodarki i społeczeństwa każdy z nich jest sukcesem. Buduje kompetencje ludzi i tworzy szeroką i gęstą sieć społeczną. Bez tych rzeczy, a także tego, że ktoś wcześniej próbował wielu rozwiązań, które nie zadziałały, pozostała część start-upów też nie odniosłaby sukcesu. Generalnie jeśli ktoś chce działać w gospodarce, chce wymyślać, chce być nowoczesny, musi być przygotowany na sukces i na porażkę. Musimy wykształcić w umysłach Polaków takie myślenie, że porażka to nie jest koniec świata.

Wyobrażam sobie innowację i wdrażanie pewnych pomysłów w życie jako trójkąt odpowiedzialny za sukces: rząd, naukowcy, przedsiębiorcy. Jak wygląda komunikacja pomiędzy tymi trzema stronami, jak wygląda wymiana poglądów?

W Polsce z innowacyjnością i nowymi technologiami jest i bardzo dobrze, i bardzo źle. Z jednej strony mamy ludzi aktywnych, odnoszących sukcesy międzynarodowe. Mamy firmy, które sprzedają innowacyjne produkty na całym świecie. Z drugiej strony jest źle, bo nie potrafimy wykorzystać tego potencjału. Po pierwsze, nie potrafimy się chwalić sukcesami. Hasło „innowacyjna gospodarka” wykorzystujemy najczęściej w kontekście dotacji z Unii Europejskiej, które często rozdzielamy bardzo kiepsko. Sygnałem świadczącym o tym, że innowacja przez lata była gdzieś na końcu w myśleniu polskich polityków, jest fakt, że przez cztery lata lobbowałem za powstaniem komisji ds. innowacji i nowych technologii. Ta komisja powstała dopiero pod koniec kadencji i wiedzieliśmy, że niewiele uda się zrobić. Założyliśmy więc sobie kilka podstawowych celów. Po pierwsze: zrobienie audytu, co w Polsce się w ostatnich latach, w tej materii wydarzyło. Drugi cel to podniesienie tematu innowacji na wyższy poziom debaty publicznej. Trzecia rzecz to zmiany legislacyjne. Udało się przeprowadzić rzetelny audyt, ale przede wszystkim udało się sprawić, że wszystkie znaczące partie w niedawnej kampanii wyborczej mówiły w swoich programach o innowacyjności. Premier Donald Tusk mówił nawet, że idzie do przodu, że chce dzielić ministerstwa, aby szerzej zająć się cyfryzacją, czy tematem internetu.

Wracając do pytania o dobrą komunikację pomiędzy rządem, światem nauki i biznesu – potrzebne jest silne polityczne przywództwo. Musi być człowiek w rządzie, posiadający zaplecze polityczne, który tym tematem będzie się zajmował. Czy to będzie minister, czy inny urzędnik, to już zależy od koncepcji premiera. Są różne rozwiązania. Np. w Singapurze taki człowiek bezpośrednio podlega premierowi. Są państwa, gdzie powołano odpowiednie resorty; w Izraelu odpowiada za ten temat jeden człowiek. Każde państwo, które miało silne przywództwo polityczne, stawiające na innowacyjność, dzisiaj wygrywa. Niemcy, Finlandia, Singapur, Izrael – one dzisiaj wygrywają. Silne przywództwo polityczne daje możliwość szybkich zmian legislacyjnych. Pozwala skutecznie walczyć o środki budżetowe. A przedsiębiorcom trzeba stwarzać warunki. W Polsce jest bez wątpienia potencjał, ale i brak organizacji. Brak legislacji. Myślę, że w stworzeniu dobrego klimatu w dużej mierze mogą pomóc media. Musimy się chwalić tym, co najlepsze, wymieniać firmy, które odniosły sukces międzynarodowy, ludzi, którzy wymyślili coś nieprzeciętnego.

A czy przykładem, nieco prześmiewczym, że politycy zaczęli na poważnie myśleć o nowych technologiach nie jest fakt, że w trakcie kampanii co drugi z nich podczas konferencji wyciągał iPada i prezentował na nim różne rzeczy?

Myślę, że to efekt zmiany, o której wspomniałem wcześniej. Temat innowacyjności i nowych technologii wszedł na wyższy poziom publiczny. Ale nie chodzi tylko o to, aby operować gadżetami. Chodzi o to, aby za takimi obrazkami i zainteresowaniem poszły czyny i pieniądze.

Był pan w Singapurze i przyglądał się temu, jak tam radzą sobie z innowacyjnością. Czy to dobry model do naśladowania?

Oni są wiele lat przed nami. Oczywiście można sięgać po konkretne rozwiązania i pomysły, ale to my musimy zbudować swój własny system wspierania innowacyjności. W Singapurze innowacyjnością zajmuje się bezpośrednio premier. Konsekwentnie od lat przyciągają najlepszych naukowców z całego świata. Z drugiej strony poprzez programy agencji A*STAR zachęcają najzdolniejszych młodych ludzi do pozostawania na uczelniach i robienia doktoratów. Tam doktorant zajmuje się pracą na uczelni na pełen etat, w Polsce najczęściej pracuje gdzieś poza uczelnią i zajmuje się nauką po godzinach. Poza tym znaczna część budżetu idzie tam na wsparcie badań i rozwoju.

Ile wydajemy w Polsce na badania?

Proste pytanie – niestety bez prostej odpowiedzi. Wszystko zależy od tego, jak i które pieniądze liczyć. Generalnie jednak w UE w wydatkach na badania w stosunku do PKB jesteśmy na szarym końcu. Nie tylko za Niemcami, Finlandią, Danią, Francją czy Hiszpanią, ale także za Czechami czy Węgrami. To bardzo niewielkie kwoty, a byłyby jeszcze mniejsze, gdyby nie dotacje z Unii Europejskiej. Zresztą nawet pieniądze z UE wydajemy bardzo nieudolnie. Na przykład – kompletnie niewykorzystane pieniądze na budowę infrastruktury światłowodowej. Rządzący boją się odważnych decyzji, bo aby te pieniądze i projekty zostały odpowiednio wykorzystane, potrzeba rozmowy z wielkimi partnerami, jak Telekomunikacja Polska lub jeden z operatorów sieci komórkowej. Nie możemy się bać takiej rozmowy, a często podchodzimy do niej jak do jeża. W lubuskim dzięki determinacji TP ma zostać położone 1200 km światłowodu. Potrzebne jest sprawne zarządzanie i mądra polityka, ale to cały czas sprowadza się do silnego przywództwa politycznego. Ktoś musi tym po prostu zarządzać.

Podczas wizyty Baracka Obamy w Polsce miał pan okazję z nim rozmawiać. Prosił pan prezydenta o zacieśnienie współpracy pomiędzy polskimi a amerykańskimi uczelniami. Po co?

Stany Zjednoczone, pomimo swoich problemów, to wciąż gospodarka, która mocno stawia na innowację. Ten kraj jest dobrym przykładem, bo na początku lat 90. aktywnie wspierał budowanie demokracji w naszym kraju. Teraz mamy już demokrację, która potrzebuje jeszcze ugruntowania, ale możemy już iść poziom wyżej. Współpraca z najlepszymi amerykańskimi uczelniami dałaby nam przyspieszenie, a młodym ludziom ogromną szansę. Jeżeli ich uczelnie są jednymi z najlepszych na świecie, to dlaczego z tego nie korzystać. Jest na to szansa, tym bardziej, że w wielu kluczowych dla USA przedsięwzięciach politycznych Polska uczestniczy. Na poziomie UE taka wymiana już działa, dlaczego nie miałaby działać z USA?

Mówiąc „Polska”, myślimy „biurokracja”. W kontekście rozwoju naukowego ważną kwestią jest procedura rejestracji patentów. Jak ta sprawa wygląda w naszym kraju?

Jest z pewnością problemem. To skomplikowany proces; teraz wszedł jeszcze temat patentu europejskiego. W Stanach prawo patentowe jest uproszczone. Zarejestrowanie polskiego patentu jest prostsze w USA niż u nas. Musimy stworzyć bardzo dobre prawo, które broni własności intelektualnej. W ogóle taka debata na temat własności intelektualnej musi zostać w Polsce przeprowadzona. Z jednej strony musimy się zastanowić jak chronić własność intelektualną, a z drugiej musimy zastanowić się, w jaki sposób tę wiedzę udostępniać jak najszerszej liczbie ludzi. W przypadku rejestracji patentów musimy zdać sobie sprawę, że znaczenie ma czas. Nie mówię, aby dawać patenty na łapu-capu, ale powinno to wyglądać przejrzyście i sprawnie. Obywatel musi mieć przekonanie, że kiedy zgromadzi potrzebne dokumenty, to patent uzyska w miarę szybko. Podobnie jest z zakładaniem firm.

Jest pan wielkim zwolennikiem cyfryzacji, czyli np. elektronicznego podpisu, głosowania i składania rozliczeń podatkowych przez internet. Czy to jest w ogóle bezpieczne?

Nowa ustawa o podpisie elektronicznym utknęła w podkomisji ze względu na spór rządu z niektórymi posłami PO. Pewnie wróci w tej kadencji, bo trzeba zaimplementować nową dyrektywę KE (już i tak jesteśmy spóźnieni). Technologia ma ułatwiać nam życie i robi to, choć oczywiście niesie także pewne niebezpieczeństwa. Nie są one na szczęście na tyle duże (zwłaszcza gdy będziemy ich świadomi), aby blokowały wprowadzanie ułatwień dla obywateli. Wiele z takich projektów upadło, bo nie udało się do tej pory wydać obywatelom dowodu z czipem. MSWiA niestety po raz kolejny przesunęło termin.

Kończąc pozytywnie – jakie polskie firmy mogą pochwalić się opinią lidera w tworzeniu nowych rozwiązań?

Jest wiele firm średniej wielkości zajmujących się produkcją bardzo specjalistycznych urządzeń. Są też duże i znane firmy, których pozycji często nie doceniamy. Asseco jest jedną z największych firm informatycznych w Europie i dostawcą własnych innowacyjnych rozwiązań software’owych. Na unikalne, własne produkty stawia także Comarch. Avio Polska produkuje moduły do najnowocześniejszego silnika odrzutowego na świecie i buduje w Polsce centrum badawcze, a Codility.com to start-up który w ciągu kilku lat zdołał stać się dostawcą bardzo wielu bardzo znanych firm z Doliny Krzemowej. Choć można znaleźć kolejne przykłady, to chciałoby się, aby ta lista ciągnęła się bez końca.

 

Rozmawiał Tomasz Włodarczyk