Debiut na warszawskiej giełdzie

Wrzesień, 2011  |  , , ,    
Wrzesień, 2011

Ostatnio wiele osób zadaje sobie pytanie, jak z sukcesem prowadzić firmę w tak zmiennych, a zarazem ciekawych czasach. Nie brakuje opinii, że przedsiębiorstwo o mocnych fundamentach i jasnej strategii działania powinno prędzej czy później pojawić się na naszej warszawskiej giełdzie. Tezę tę potwierdzają statystyki GPW, pokazujące stale rosnącą liczbę emitentów. W tym roku na rynku podstawowym zadebiutowało 27 spółek, a na całym parkiecie handluje się już papierami blisko 420 firm. Do tego dochodzi ponad 270 emitentów notowanych na alternatywnym rynku NewConnect.

Korzyści z upublicznienia nie brakuje

Co skłania tak wielu właścicieli różnych firm do giełdowego debiutu? Bezpośrednich korzyści jest dużo, ale kluczową sprawą jest pozyskanie kapitału na atrakcyjnych warunkach. Faktyczny koszt jego pozyskania jest częstokroć niższy od kredytu bankowego. Dodatkowo wszyscy mamy wciąż w pamięci kłopoty systemu finansowego związane z upadkiem amerykańskiego banku Lehman Brothers; następstwem tego wydarzenia był prawie całkowity zanik finansowania spółek przez banki. Giełdowy emitent może w takiej kryzysowej sytuacji zawsze zwrócić się po gotówkę do swoich akcjonariuszy. Taki element dywersyfikacji, w zestawieniu z kredytami bankowymi, na pewno nie zaszkodzi w prowadzeniu biznesu.

Debiutant może też de facto cudzymi pieniędzmi sfinansować planowaną inwestycję, na którą samego nie byłoby go stać. Taki ruch może umocnić jego pozycję rynkową w branży na dłuższy okres, trudno nie wspomnieć też o poprawie wizerunku w oczach kontrahentów. Status spółki publicznej znacznie zmniejsza również ryzyko handlowe czy kredytowe, co przekłada się na lepszą współpracę np. z instytucjami finansowymi (niższe prowizje czy oprocentowanie).

Obecność na giełdzie to szansa na wypromowanie spółki w mediach specjalizujących się w tematyce biznesowej. Ten wzrost rozpoznawalności w dłuższym terminie prawie zawsze przekłada się na nowe kontrakty, przejęcia czy wzrost kapitalizacji. Fakt, że majątek emitenta jest wyceniany obiektywnie przez rynek każdego dnia, to kolejny atut, jakim mogą się pochwalić giełdowe firmy. To bardzo pomaga przy prowadzeniu bardziej skomplikowanych przedsięwzięć, takich jak fuzje czy kolejne podwyższenia kapitału. Emitent ma także możliwość stworzenia programu motywującego, opartego na własnych walorach, którym obejmie kluczowych pracowników firmy. To często pozwala scementować na długie lata zespół ludzi szczególnie istotnych dla danej spółki.

Debiut to pracowity okres dla całej firmy

Czas więc bliżej spojrzeć na procedury związane z wejściem spółki na rynek podstawowy warszawskiej giełdy. Zwykło się mówić, że cały proces trwa najczęściej od 9 do 12 miesięcy. Ten rok czasu to okres wyjątkowo pracowity dla całej spółki, a zwłaszcza jej zarządu i właścicieli. Tu zaraz uspokoję – w procesie upublicznienia pomaga nam biuro maklerskie, wynajęty doradca finansowy oraz prawny. Sama też GPW jest wyrozumiała i otwarta na kontakt ze spółkami.

Aby zadebiutować na rynku podstawowym, giełda wymaga od przyszłego emitenta 15 mln euro kapitalizacji oraz kilkuletniej historii biznesowej. Dla firm niespełniających tych wymagań pozostaje jeszcze alternatywny rynek NewConnect.
Kluczowa dla rozpoczęcia całej procedury upublicznienia jest decyzja dotychczasowych właścicieli o wejściu na giełdę. Przesłanki tym kierujące, o czym pisałem wcześniej, mogą być różne. Ważna jest jednak sama decyzja, która powstaje wewnątrz firmy, w ramach wspólnych prac zarządu i rady nadzorczej przyszłego debiutanta. Następnie rozpoczynają się prace (przy sporym udziale kancelarii prawnych) nad przekształceniem dotychczasowej formy prawnej przedsiębiorstwa w spółkę akcyjną. Na tym etapie decyduje się również o wyborze reszty partnerów podczas procesu IPO (debiutu giełdowego), opracowanie parametrów emisji oraz strategii marketingowej. Walne zgromadzenie, na wniosek zarządu, podejmuje także uchwałę o podwyższeniu kapitału w drodze oferty publicznej.

Teraz do intensywnej pracy zabierają się księgowi i audytorzy. Dokonują oni przeglądu i ewentualnych przekształceń sprawozdań finansowych za ostatnie trzy lata. Pracują również razem nad bieżącymi już raportami finansowymi, jak np. sprawozdanie za I półrocze, jeżeli debiut na GPW planowany jest w II półroczu. Dysponując aktualnymi danymi finansowymi, nasz broker, który pełni funkcje koordynatora całej oferty, przeprowadza wstępną wycenę akcji.

Można przyjąć, że jesteśmy w połowie całej procedury. Następnie ruszają prace nad prospektem emisyjnym, w których biorą udział wszyscy doradcy. Wspomniany dokument składa się bowiem z części przygotowanych przez brokera, zarząd firmy, wynajętych kancelarii czy audytorów. Istotną częścią prospektu jest rozdział dotyczący czynników wpływających na pracę i otoczenie emitenta (tzw. szanse i zagrożenia). Wieloletnie doświadczenie emitentów uczy, że lepiej tu podać za dużo danych, niż potem, w razie jakichś problemów, tłumaczyć się przed akcjonariuszami, nadzorem i mediami.

Ostatecznie przygotowany prospekt emisyjny trafia do Komisji Nadzoru Finansowego. Debiutant ogranicza wtedy politykę informacyjną dotyczącą planowanej oferty (nie może informować o nowych rzeczach, których nie uwzględniono w prospekcie). Cierpliwie czeka też na zatwierdzenie dokumentu ofertowego. Procedura ta trwa około kilkunastu tygodni, w zależności od liczby pytań wyjaśniających, jakie do spółki kieruje Komisja Nadzoru Finansowego. W razie zielonego światła, debiutant kieruje do zarządu giełdy wniosek o dopuszczenie akcji do obrotu giełdowego. Rusza też z ofertą publiczną. Odtajniany jest raport analityczny na temat firmy, zarząd zaczyna spotykać się z inwestorami instytucjonalnymi, a czasami także indywidualnymi. Publikujemy przedział cenowy akcji, a broker w naszym imieniu zbiera zapisy od inwestorów w ramach budowy książki popytu. Na jej podstawie ustalana jest ostateczna cena nowych walorów oraz przydział papierów, na które zapisali się inwestorzy.
W tym momencie zarząd może już myśleć o finalizacji nowych przedsięwzięć. Do upragnionego debiutu brakuje jeszcze tylko rejestracji akcji przez Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych.

Ważny poziom relacji inwestorskich

Kiedy już mija euforia związana z uroczystą pierwszą sesją w siedzibie GPW, przychodzi czas na realizację programu inwestycyjnego sfinansowanego w dużej części świeżo pozyskanymi środkami. I w tym miejscu zwróciłbym uwagę na bardzo istotny fakt. Nasza firma się zmieniła, ma nowych współwłaścicieli. O kluczowych wydarzeniach z jej życia musimy teraz informować szerokie grono akcjonariuszy oraz innych potencjalnych inwestorów.

Osobiście mam przyjemność współpracować z kilkunastoma giełdowymi spółkami. Opierając się na swoim doświadczeniu, zwróciłbym uwagę na jakość komunikacji z inwestorami. W moich firmach możliwie jak najszybciej odpowiadamy na wszelkie pytania akcjonariuszy. Podczas walnych zgromadzeń nie unikamy odpowiedzi na pytania, jakie zgłaszają inwestorzy. Zawsze mam też czas na rozmowę z przedstawicielami biznesowej prasy czy telewizji. Aktywnie bierzemy udział w dużych eventach organizowanych przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych (m.in. WallStreet czy Profesjonalny Inwestor), gdzie w kameralnej atmosferze rozmawiamy ze wszystkimi uczestnikami rynku kapitałowego.
W moim odczuciu, tylko taka otwarta postawa gwarantuje giełdowy sukces w dłuższym terminie.

Mariusz Patrowicz
Inwestor giełdowy, zarządzający w 10 spółkach giełdowych, m.in, Atlantis, Fon, Elkop

 

 






Zobacz także